WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Gdzie byłoby miejsce Zgierza w rankingu miast, w których żyje się najlepiej? Czy doceniamy to, co znajduje się w naszym mieście, na naszym osiedlu? Nasz Czytelnik, mieszkaniec osiedla 650-lecia, wylicza atrakcje swojej dzielnicy i zachęca do korzystania z nich.

osiedle650lecia

„Każdego roku organizowane są przeróżne rankingi, m. in. w jakim mieście żyje się najlepiej, jakie miasto jest najbardziej atrakcyjne turystycznie itp. Oczywiście do takich wyników trzeba podchodzić ostrożnie, gdyż często są pisane na zamówienie jako swoista reklama miasta, by wzmocnić jego siłę turystyczną i zachęcić potencjalnych inwestorów. W tym roku po raz kolejny wygrało Melbourne, w czołówce był Wiedeń. W Polsce podobno najbardziej zadowoleni są mieszkańcy Gdyni.

Tak się zastanawiam, gdzie byłoby miejsce Zgierza w takim rankingu? Oczywiście, nie ma porównania z Krakowem czy z Toruniem, jeśli chodzi o atrakcje kulturalno-turystyczne. Bliskość Łodzi powoduje, że zawsze możemy jechać do "dużego miasta", a mieszkając w Zgierzu mamy bonusy typu np. mniejszy ruch na ulicach, blisko do urzędów. Ale zapewne, aby w danym mieście żyło się dobrze i bezpiecznie, potrzebne są zakłady pracy, które zapewnią mieszkańcom bezpieczeństwo finansowe. Tak jak w każdym innym mieście w Zgierzu musi być fabryka, duży zakład, który da pracę i będzie płacić podatki do kasy miasta, za które np. naprawimy chodniki. Ewentualnie musi być przyjazny klimat do tworzenia mniejszego biznesu np. kafejek czy salonów fryzjerskich. Co tu dużo mówić, praca i płaca są to dwa podstawowe czynniki, które najbardziej wpływają na ocenę: „przyjazne miasto”. Są też inne, jak bezpieczeństwo, porządek na ulicach, łatwa dostępność do służby zdrowia.

Ale są to tematy na osobny artykuł. Dziś nie chciałbym mówić o liczbach. Chciałbym się zająć tym, co mamy w naszym mieście ciekawego, może niedocenianego, może zbyt oczywistego żeby o tym mówić. Skupię się tylko na Osiedlu 650-lecia. A skłoniły mnie do tego odwiedziny mojego... szwagra Andrzeja. Tak, może to dziwne, ale już spieszę z wyjaśnieniami. Mój szwagier jest wielbicielem przyrody i np. 3-dniowy (oczywiście służbowy) pobyt w Warszawie traktuje jak zsyłkę na Sybir, po powrocie wracając na swoją malowniczą, dużą wieś, gdzie przez kolejny tydzień jeździ po lasach i łąkach, bo musi odreagować pobyt w molochu. A zapytany, co ciekawego w Warszawie, odpowiada: „nic”. Jeśli zabrać by szwagra np. do Rzymu i postawić go koło Koloseum, gdzie na chodniku stałaby Julia Roberts ze Stingiem, zapewne powiedziałby „no, może być”, zrobiłby szybko jakieś fotki i pobiegłby do parku miejskiego robić zdjęcia ptaszkom i kwiatkom. Od razu muszę Wam tu wyjaśnić, że szwagier wcale nie jest ignorantem, owszem zjeździł trochę świata, pracuje w dużej korporacji, ale po prostu nie lubi betonu i ścisku miejskiego. I oto szwagier Andrzej będąc ostatnio w Zgierzu spacerował ze mną po osiedlu i stwierdził, że „tu jest naprawdę ładnie i zielono...”! To tak jakby nasze miasto dostało trzy gwiazdki w Przewodniku Michelin! Wcale nie przesadzam.

I faktycznie na osiedlu wcale nie jest źle. Dużo zieleni, spora przestrzeń między blokami, place zabaw, brak wieżowców, które przytłaczają (a te koło Polo Marketu wyglądają jak Trzy Korony albo żaglowce na morzu), to wszystko powoduje, że nie czuje się tu człowiek jak w „betonowej dżungli”. Już dawno ktoś zauważył, że osiedla budowane za czasów PRL-u są dużo bardziej funkcjonalne od tych nowoczesnych m. in. właśnie dlatego, że kiedyś budowano bloki, a obok żłobek (a raczej żłobki), przedszkola, szkoły, sklepy. Tak właśnie jest na osiedlu, wszędzie mamy blisko. Nie jeżdżę po Polsce, żeby zwiedzać blokowiska, ale zapewne jest u nas ładniej niż w Łodzi, Sieradzu czy w Opolu. Wiem to sprawa gustu, ale moje subiektywne zdanie jest takie, że u nas jest ładniej i basta.

Kolejna osiedlowa atrakcja dla mnie i dla... szwagra to las Krogulec. To moje ulubione miejsce w Zgierzu. Na wyciągnięcie ręki, można pobiegać, pospacerować, nawet grzybów nazbierać albo iść wieczorem na polanę na romantyczny piknik z ukochaną. Po co się kosztować na wyjazd do ogrodu botanicznego do Łodzi, jeśli pod nosem mamy samą naturę? Martwi mnie, (choć z drugiej strony cieszy) to, że w sumie spacerowiczów w lesie mało, więc i dzięcioła w spokoju można podsłuchać. Owszem czasem w niedzielę widać całe rodziny na rowerach albo spacerujących emerytów, ale to wciąż mało. Jestem przekonany, że gdyby taki las był np. w Holandii, gdzie lasów jak na lekarstwo, w niedzielę trzeba by czekać w tłumie ludzi jak na kolejkę na Kasprowy, żeby wejść do lasu.

Krogulec ma jeszcze jedną dużą zaletę, żaden polityk przed wyborami nie powie Wam, że las ten on nam zafundował albo posadził! Choć od razu po napisaniu tych słów zwątpiłem... Może jednak znajdzie się jakiś, który powie, że to jego przodek dostał ten las od Jagiełły w podzięce za męstwo pod Grunwaldem. Ale zapewne od razu znajdzie się inny polityk, który powie, że owszem może i przodek dostał ten las, ale od...Krzyżaków, czyli od Niemców. Wy w każdym razie pamiętajcie las jest nasz, i trzeba z niego korzystać. Aha i jakby, co to ja pierwszy wpadłem na to, że... las można wykorzystać w kampanii wyborczej. I jeszcze jedna taka dygresja - z Krogulca w półtorej godziny lasami można dojść do Grotnik, które podobno mają mikroklimat zbliżony do tego w Rabce.

I ostatnia atrakcja - orlik. Ten na osiedlu. Znowu posłużę się przykładem z Europy Zachodniej, tam po prostu takich orlików nie ma, a już na pewno nie za darmo. Przecież my tego nie doceniamy i nie wykorzystujemy w pełni. A dane na temat tego, że większość dzieci i młodzieży nie ćwiczy na lekcjach WF-u porażają. Kolega mi opowiadał jak w Łodzi był świadkiem lekcji na orliku, która polegała na tym, że nauczyciel z uczniami przespacerował się koło orlika i klasa wróciła do szkoły. "Szóstki" dostali ci wszyscy, którzy mieli strój, a reszta tylko "czwórki". Z naszego orlika korzystają głównie "starsi panowie", którzy grają w piłkę nożna, ostatnio przychodzi też sporo młodzieży. Za to bardzo rzadko przychodzą rodzice z dziećmi - tak wiem ludzie pracują do późna, są zmęczeni, nie mają czasu, są ważniejsze sprawy. To wszystko prawda, ale czy naprawdę nie można raz w tygodniu przyjść i pokopać z dzieckiem w piłkę?

Co prawda nie ma na ten temat danych naukowych, ani żadnych badań, ale wydaje mi się, że takie wspólne granie, bieganie za piłką na pewno wpływa na wzmocnienie więzi między rodzicami i dziećmi? Wiem, brzmi to pewnie pompatycznie, ale widzę czasami jak grają mamy z nastoletnimi córkami i widać, że się świetnie bawią, rozumieją. Taka mama jest dla córki cool. Może to wszystko jest banalne jak rzut do kosza za 3 punkty, ale nie jest łatwo zgrać się na boisku, a co dopiero w życiu. Trzeba ćwiczyć, starać się rozumieć i nauczyć grać w jednej drużynie. Dlatego ja zaraz biorę córkę i idę pograć z nią w piłkę. Orlik będzie otwarty do końca listopada, a może i dłużej do pierwszego śniegu. A potem to zostaje nam już tylko lodowisko. Oczywiście to na Osiedlu”.

Salvatore

 

.