WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Spalarnia śmieci"Dużo się ostatnio w Zgierzu mówi o „spalarni”, ale tak naprawdę nic nie wiadomo i tak naprawdę… nic się nie mówi". Prezentujemy list od naszego Czytelnika na temat planowanej w Zgierzu budowy zakładu termicznej utylizacji odpadów.

(fot. Spalarnia śmieci Spittelau w Wiedniu) 

To, że spalarnie śmieci są potrzebne, nie ulega wątpliwości. Taka spalarnia w Zgierzu to jedyna tak duża inwestycja od lat, też to nie podlega dyskusji. A co za tym idzie będą nowe miejsca pracy (tylko ile ich będzie?), jak również wpływy z podadków do kasy miasta. Oczywście to również świetny interes dla inwestora. Takie są reguły: każdy chce zarobić i każdy powinien dbać o swoje interesy. Nie chcę tu teraz wchodzić w dyskusję, kto dopuścił do inwestycji i jakiego typu miała to być spalarnia, czy tylko odpady komunalne czy również odpady tzw. niebezpieczne. Wierzę, że ówcześni włodarze miasta chcieli po prostu sprowadzić jakiegoś inwestora. To co mnie zadziwia, to kompletny brak wiedzy na temat spalarni wśród mieszkańców. Ba, powiem więcej ignorancja.

Zerknąłem parę dni temu na fora internetowe , a tam jeden ze zwolenników spalarni pisze, że ci którzy są przeciwni tej inwestycji w mieście to...osoby zacofane, że to „zabobon średniowieczny”, bo wtedy też ludzie bali się nowości i postępowców palili na stosie! „O, sancta simpicitas”! („O, święta naiwności”) – jak podobno krzyknął Jan Hus umierając na stosie. W dobie kiedy wszyscy chcą być „eco”, i gdzie modne jest zdrowo żyć, nazywanie pytania o spalarnię „zabobonem” jest co najmniej śmieszne. Przecież nie chodzi tu o budową np. parku linowego, czy nowej hali sportowej, tylko spalarni. Właśnie człowiek nowoczesny powinien pytać, sprawdzać, jakie to będzie miało konsekwencje dla jego zdrowia. A odnośnie „zabobonu”, i „nowości”, jest taka scena w filmie Gibsona „Apocalypto”, gdy przypływa statek( z Hiszpanami) do brzegu a tubylcy (Majowie) klękają i modlą się do tej „nowości” choć jej nie znają i nie widzą co to jeszcze z tego będzie. Czy to nie zabobon? A jak się dla Majów ta „nowość” skończyła wszyscy wiedzą. Inny internauta pisze, że co mu tam spalarnia jak i tak każdego dnia je... chemię w jedzeniu! Jak to przeczytałem to ręce mi opadły, klawiatura też. Internaucie proponuję, żeby zaczął oglądać serial dokumantalny „Śmierć na talerzu”, o najbardziej niebezpiecznych obyczajach kulinarnych na świecie. Obecnie na antenie TV4.

Oczywiście można więcej tak się bawić, ale przejdźmy do konkretów. W biografii Marka Edelmana „Życie. Po prostu”, jest taki fragment „Opowiada (Marek Edelman - przyp. red.) o doktor Hannie Kołodziejskiej, która badała, dlaczego w Łodzi jest najwięcej przypadków anemii złośliwej w kraju. Okazało się, że w Zgierzu jest fabryka, która stosuje barwnik wywołujący tę anemię. Zaczęła się akcja, żeby zakazać jego produkcji. – Ona wykryła to tylko dlatego, że umiała posługiwać się mikroskopem, a w pracy nie ograniczała się do medycyny, sięgała poza swoją specjalność”.  Nie wiem czy trzeba dodatkowych komentarzy, chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że ta choroba została wykryta dlatego, że pani doktor „sięgałą poza swoją specjalność”. Kto wie czy dzisiejsze choroby płuc wśród mieszkańców Zgierza to nie efekt zatrutego powietrza emitowanego przez Borutę? Czy za kilka lat, gdy ludzie zaczną chorować ktoś zagwarantuje, że to nie wina spalarni? Czy znajdzie się wtedy taka pani doktor, której będzie się chciało drążyć temat? Patrząc na dzisiejszą służbę zdrowia mam poważne obiekcje. Może podam jeszcze jeden przykład. Jest to film z Julią Roberts (dostała za tę rolę Oscara) „Erin Brockovich”. Film jest oparty na faktach, pewnie jest ubarwiony (znów ten „barwnik”), ale ta historia wydarzyła się naprawdę. Nie będę tu streszczał filmu, komu się chce niech go sobie obejrzy, a komu nie zależy, to moje pisanie po próżnicy. Można też poczytać  Google. Ale warto zobaczyć jak „bezpieczny dla środowiska” zakład zatruwa środowisko, co w konsekwencji powoduje, że ludzie zaczynąją chorować na raka.

Tak jak pisałem na początku: spalarnie muszą powstawać i są one nowoczesne. Tak jak ta we Wiedniu (wszyscy chętnie podają ją jako przykład) ale nie oszukujmy się, inne jest przywiązanie do porządku, norm, prawa i technologii w Austrii, a inne w Polsce. Dlatego trzeba wszystko sprawdzić, zadawać pytania, kontrolować i zdobyć pewność, że taka spalarnia może w Zgierzu powstać i jest ona bezpieczna dla wszystkich. Tak, wiem, że nowoczesne spalarnie nie emitują zanieczyszczeń do atmosfery, ale co jeśli dojdzie do awarii? Pozostaje też sprawa transportu, trzeba śmieci wozić tirami, a te jak wie każdy kierowca potrafią być niebezpieczne. W Strykowie właśnie toczą się sprawy o odszkodowania dla mieszkanców, którzy narzekali na hałas samochodowy. Normy natężenia hałasu w kilkutysięcznym Strykowie były takie jak dla... kilkumilionowego miasta. Owszem w Zgierzu nie będzie takiego ruchu jak w Strykowie, ale żeby spalarnia była rentowna musi być ruch w interesie (jak najwięcej śmieci dowożonych tirami), a co za tym idzie ruch na ulicach.

Niech zakończy Jan Kochanowski z Czarnolasu:

„Szlachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz, aż sie zepsujesz”.

Sławomir Uzarski 

 

.