WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

W trwającym aktualnie projekcie Stowarzyszenie Wielokulturowy Zgierz zachęca do „zagrania w miasto” i decydowania na planszy o zgierskich wydatkach. A co gdyby zgierzanie i zgierzanki naprawdę mogli wybierać na co miasto powinno przeznaczać część swojego rzeczywistego budżetu? Utopia? Niekoniecznie. Od dwóch lat w kolejnych polskich miastach staje się to faktem.

KonsultacjeW samorządach w różnych częściach Polski nowym i żywo dyskutowanym narzędziem partycypacji społecznej staje się budżet obywatelski. Polega on na tym, że mieszkańcy i mieszkanki danego miasta lub gminy sami zgłaszają i wybierają najlepsze propozycje na spożytkowanie pewnego procentu gminnych wydatków, a radni i radne ten wybór muszą uszanować i wpisać do uchwalanego budżetu. Całemu procesowi towarzyszy dyskusja nad wszystkimi pomysłami oraz pełna przejrzystość zarówno wyboru tych najlepszych, jak i ich późniejszej realizacji.

Podaj dalej!

Swój początek budżet partycypacyjny miał w brazylijskim Porto Alegre w 1989 roku, gdzie odniósł ogromny sukces. Kopiowany w miastach brytyjskich, niemieckich czy hiszpańskich po kilku latach dotarł również do Polski. Pierwszym miastem, w którym mieszkańcy i mieszkanki mogli wybrać najpotrzebniejsze swoim zdaniem projekty do sfinansowania był Sopot. W maju 2011 roku tamtejsza rada miejska za namową społeczników z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej podjęła decyzję, że podzieli się odrobiną władzy w swoim mieście: sopocianie i sopocianki mieli zdecydować o przeznaczeniu 7 milionów złotych! W przeprowadzonym kilka miesięcy później głosowaniu zaproponowali, by miasto sfinansowało m.in. ustawienie dodatkowych pojemników do segregacji odpadów, modernizację schroniska dla zwierząt oraz remont jednej z ulic wraz z pętlą autobusową, ścieżką rowerową, oświetleniem i chodnikiem. Wyniki wprawiły radnych w zdumienie – „okazało się”, że mieszkańcy i mieszkanki są racjonalni i potrafią wyselekcjonować najbardziej potrzebne przedsięwzięcia.

Choć w samym Sopocie procedurę budżetu obywatelskiego stale dopracowywano (i nadal się dopracowuje), to dość szybko pomysł podchwyciły inne miasta. W ten sposób idea pojawiła się m.in. w Chorzowie, Dąbrowie Górniczej, Elblągu, Koninie, Radomiu, Tarnowie oraz w większych miastach, takich jak Poznań, Wrocław, Bydgoszcz czy Białystok. Pełną parą budżet obywatelski rusza także w Łodzi. W zeszłym roku dwoje radnych w porozumieniu z prezydentem zgłosiło projekt uchwały intencyjnej w sprawie wprowadzenia budżetu partycypacyjnego w Łodzi. W trakcie kilkumiesięcznych prac odpowiednich zespołów i komisji całość została opracowana i już za miesiąc-dwa łodzianie i łodzianki będą mogli zgłaszać konkretne propozycje, mając do dyspozycji około 20 milionów złotych.

Jak to działa?

We wszystkich miastach procedura wygląda podobnie. Po przyjęciu stosownych uchwał i wydaniu rozporządzeń, przystępuje się do ogłoszenia o zbieraniu propozycji do budżetu obywatelskiego oraz podaje się kwotę przeznaczoną na ten cel, zazwyczaj oscylującą wokół 1 procenta miejskiego budżetu. Mieszkańcy i mieszkanki za pomocą przygotowanych formularzy opisują swój pomysł, podając dość konkretne informacje, takie jak usytuowanie inwestycji albo czas projektu oraz przede wszystkim koszty z tym związane. Analizą zajmują się urzędowe komórki, sprawdzając całość pod kątem formalno-prawnym oraz weryfikując koszty. Zgłoszone propozycje są publikowane, a podczas specjalnych spotkań (np. w ramach swojego osiedla) dyskutuje się o słuszności tej czy innej koncepcji. W drugiej połowie roku kalendarzowego (ok. wrzesień-październik) odbywa się kilkudniowe głosowanie (tradycyjne na wzór wyborów samorządowych lub parlamentarnych albo przez Internet), w trakcie którego zainteresowane osoby wybierają lub oceniają wszystkie projekty. Te, które zyskają największe poparcie, wpisywane są do budżetu gminy na kolejny rok. Ciekawostką jest fakt, że kilka miast wprowadza rozwiązanie, by udział w głosowaniu umożliwić osobom od 16 roku życia, zaś zgłaszanie propozycji nawet… dzieciom. Dobre pomysły powstają przecież niezależnie od wieku ich autora lub autorki.

Zdarzają się oczywiście przypadki, kiedy idea budżetu obywatelskiego zostaje zniekształcona. Część włodarzy próbuje ingerować w nadesłane projekty (np. selekcjonując je przed poddaniem pod głosowanie) albo wręcz w wyniki głosowania – zmniejszając lub zwiększając liczbę „nagrodzonych” propozycji. Lokalni społecznicy alarmują o podstawowych błędach, jakie robią burmistrzowie lub prezydenci miast, a które sprawiają, że budżet obywatelski traci swoje charakterystyczne przymioty. Przykładem „złej praktyki” jest podawanie przez gminne urzędy gotowej listy pomysłów, spośród których ma wybierać społeczność lokalna. Taka sytuacja ma miejsce chociażby w Toruniu, gdzie rola mieszkańców w całym procesie została ograniczona do minimalnego zakreślenia krzyżyka przy wybranych propozycjach. Problemem w kilku samorządach jest również brak dyskusji na temat popieranych przez miejscową ludność rozwiązań lub też niedostateczne przekazywanie informacji.

Osoby zajmujące się budżetem obywatelskim z poziomu organizacji pozarządowych zastanawiają się jak powinien funkcjonować i jakie podstawowe cechy, by nie stał się swoją własną karykaturą. Podkreślają, że ważna jest nie ilość miast, w których się pojawił, lecz jakość z jaką jest wdrażany w każdym z nich. Zaznacza się tu przede wszystkim jak największą rolę mieszkańców i mieszkanek – od samodzielnego zgłaszania propozycji wydatków poprzez organizowane debaty publicznej aż po głosowanie, w którym jasno powiedziane jest, kto i jak może głosować. Bardzo ważne jest to, by pula środków wyodrębnionych na budżet obywatelski była jednoznacznie określona od początku do końca. Chodzi o to, by radni i burmistrz/prezydent nie manipulowali decyzją mieszkańców, np. finansując te pomysły, które nie uzyskały społecznego poparcia. Najważniejsze jest jednak to, by projekty wybrane przez mieszkańców były rzeczywiście realizowane. Ich decyzja musi być wiążąca i mieć moc sprawczą – także wtedy, gdy wybrane przez społeczność lokalna inwestycje nie podobają się burmistrzowi, prezydentowi lub radnym.

Budżet obywatelski, czyli wzajemne zaufanie

Właśnie ta wiążąca moc głosowania jest szalenie istotna w kontekście budowania zaufania pomiędzy mieszkańcami i mieszkankami a organami samorządowymi. Niestety nie ma jeszcze zapisów ustawowych, które sprawiałyby, że decyzja podjęta w drodze głosowania nad budżetem obywatelskim musi być wiążąca. Cały proces póki co opiera się wyłącznie o umowę pomiędzy mieszkańcami a radnymi, którzy z własnej woli zobowiązują się do uszanowania woli społeczności lokalnej, nawet jeśli się z nią nie zgadzają. W przeciwnym razie nie różniłoby się to niczym od konsultacji społecznych, które z założenia wiążące nie są. To od radnych i burmistrza lub prezydenta zależy, czy posłuchają głosu mieszkańców i mieszkanek, czy też wyrzucą go do kosza.

Budżet obywatelski nie sprowadza się tylko do głosowania i zaznaczenia odpowiednich projektów na kartce przez mieszkańców. Jak podkreślają eksperci i ekspertki, jest to cały proces, który polegać ma na dyskusji na temat zgłoszonych pomysłów, przeanalizowaniu „za i przeciw” oraz wspólnym zdecydowaniu, co jest najlepsze dla danego osiedla, dzielnicy i miasta. Wszystko to edukuje społeczność lokalną na temat sposobu realizowania miejskich inwestycji i zwraca uwagę na to, że w zasadzie niewielka część budżetu jest „do ruszenia”, ponieważ większość stanowią stałe i obowiązkowe wydatki. Budżet obywatelski uczyć ma mieszkańców odpowiedzialności – jeśli wybiorą do sfinansowania zły projekt, nie będą mogli zrzucić winy na miejskich radnych. Wspólny monitoring i analiza wykonywanych decyzji płynących z głosowania ma niwelować podział na wybierających i wybieranych – w końcu miejski budżet to także budżet samych mieszkańców i mieszkanek, a nie tylko kilkunastu czy kilkudziesięciu ich przedstawicieli i przedstawicielek.

A Zgierz?

Mając w pamięci dyskusję poświęconą obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej i jej bezpardonowe odrzucenie, można mieć wątpliwości, czy prezydent Iwona Wieczorek oraz zgierscy radni i radne byliby zainteresowani wprowadzeniem budżetu obywatelskiego w naszym mieście. Przeważającym argumentem byłoby z pewnością to, że Zgierz jest zbyt biednym miastem, by wydzielać określoną pulę pieniędzy i poddawać ją pod głosowanie mieszkańców. W przypadku ok. 150-milionowego zgierskiego budżetu sensowną sumą byłby w tej sytuacji 1 – 1,5 mln złotych – kwota duża i mała jednocześnie. Z drugiej jednak strony już w 2014 roku miasto nie będzie musiało spłacać pożyczki zaciągniętej na budowę oczyszczalni ścieków „Boruta”, dzięki czemu zaoszczędzi ponad 4 mln złotych rocznie. Nadarza się więc znakomita okazja, by pomyśleć o usprawnieniu procesu wydatkowania pieniędzy na inwestycje i oddaniu części władzy mieszkańcom. Dobre praktyki można podpatrzeć za miedzą. A inspiracją może być także budżetowa gra planszowa.

Adrian Skoczylas

Tekst ukazał się również w kwietniowym wydaniu Zgierskiej Gazety Niezależnej "Zgrzyt" 

 

.