WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

PartycypacjaPartycypacja społeczna w Zgierzu to temat dość drażliwy. Władza niekoniecznie chce się dzielić swoimi kompetencjami z mieszkańcami. A gdy już na jakiś pomysł wpadnie, to jego realizacja przebiega w co najmniej mało przejrzysty i zrozumiały sposób.

Może nie znajdujemy się jako miasto na szczycie partycypacyjnej drabiny, ale wbrew pozorom jest już trochę dostępnych narzędzi, z których możemy skorzystać. Trzeba jednak zmonitorować w pewnym stopniu to, co już mamy oraz to, co niedługo możemy mieć.

…konsultować …

„Wreszcie jest!” – można wykrzyknąć, jeśli pomyślimy o regulaminie konsultacji społecznych z mieszkańcami. Dla przypomnienia: konsultacje społeczne to proces, w którym lokalne instytucje władzy zasięgają opinii mieszkańców i mieszkanek w istotnych dla nich tematach. Obywa się to najczęściej poprzez otwarte, moderowane spotkania i formularze ankiet. Na jednej z ostatnich sesji swój pomysł na konsultacje przedstawił Klub Radnych PO. Zapomniał jednak, że… musi go wpierw skonsultować z zainteresowanymi. W międzyczasie powstał również projekt przygotowany przez Wydział Zdrowia, Spraw Społecznych i Młodzieży UMZ, który niedawno został podany do wiadomości i do 14 sierpnia może być skonsultowany przez mieszkańców. Szkoda, że informacja o tym jest podawana do lokalnej wiadomości bardzo oszczędnie – dalej niż na stronę miasta dostaje się wyłącznie za sprawą prywatnego zainteresowania. To w pewnym stopniu obrazuje, jak miastu „zależy” na promocji konsultacji.

Projekt regulaminu, tworzony na bazie wzorca z Sopotu, zawiera dokładne instrukcje dotyczące inauguracji konsultacji poszczególnych projektów uchwał i działań władz miasta, przebiegu rozmów oraz tworzenia sprawozdań z ich efektów. Skonsultowanie danej uchwały może zaproponować m.in. prezydent miasta, radni lub mieszkańcy. Niestety, wysokim progiem dla propozycji mieszkańców jest minimalna liczba członków grupy wynosząca 200, która zapewne ma ochronić władze miasta przed zbyt częstymi rozmowami z mieszkańcami. Można spróbować zmniejszy tę liczbę np. do 100 – o ile oczywiście pojawi się wystarczająco dużo głosów optujących właśnie za takim rozwiązaniem. A także pod warunkiem, że zostaną one przez osoby tworzące regulamin konsultacji wzięte pod uwagę.

Konsultacje nie są niestety wiążące dla prezydenta – to akurat reguła w naszym kraju. Zatem to od władzy zależeć będzie, czy z mieszkańcami porozmawia i czy ich posłucha, czy nie. Pozostaje mieć nadzieję, że konsultacje (jeśli już się odbędą) nie będą jedynie przykrym obowiązkiem, o którym trzeba szybko zapomnieć.

…doradzać…

W naszym mieście o doradcach najgłośniej zrobiło się pół roku temu, gdy prezydent Wieczorek powołała swojego doradcę ds. szeroko rozumianej kultury. W czerwcu natomiast Urząd Miasta Zgierza zdecydował się powołać nowy zespół doradczy. Do tego działania zaproszono ok. 45 osób z różnych środowisk w mieście, które podzieliły się na trzy grupy doradcze, mające zajmować się kolejno: sprawami społecznymi, kulturą i sportem; finansami oraz infrastrukturą i inwestycjami. Nie wiadomo jednak dokładnie jaki charakter mają mieć owe grupy ani jak duży wpływ na podejmowanie decyzji będą posiadać – wszystko okazać ma się na kolejnych, powakacyjnych spotkaniach. Zastrzeżenia budzi głównie sposób powołania wspomnianych grup. Informacji czy zaproszeń próżno było szukać w zgierskich mediach, bezpośrednie zaproszenia otrzymywały wybrane odgórnie osoby czy organizacje. Jeśli władze miasta zdecydowały się na taki sposób konstruowania zespołu, powinny były to odpowiednio uzasadnić i przedstawić kryteria wyboru zaproszeń.

…inicjować…

Inicjatywa lokalna oraz uchwałodawcza to dwie formy uczestnictwa w życiu lokalnym miasta, którego twórcami mogą być sami mieszkańcy. W Zgierzu pod tym względem idzie wyjątkowo źle. Inicjatywa lokalna jako narzędzie partycypacji społecznej w kraju obecna jest od końca lat 90. W Zgierzu – dopiero na mocy tegorocznej kwietniowej uchwały radnych. Dzięki tej inicjatywie mieszkańcy danego osiedla lub pasjonaci jakiegoś tematu mogą przygotować swoją koncepcję rozwiązania problemu i realizacji ważnej dla nich sprawy. Zamiast mówić „zróbcie”, wreszcie możemy powiedzieć „zróbmy!”. Pomysł w odpowiednim trybie przedstawiamy miastu, mówiąc jednocześnie czego będziemy oczekiwać (pieniędzy, materiałów, itd.). Ze strony społeczności lokalnej pozostaje wykonanie wspomnianego przedsięwzięcia. Jest to jedna z najbardziej wartościowych form współpracy na linii władza-mieszkańcy, głównie dlatego, że to sami ludzie biorą los w swoje ręce, a urząd jedynie im pomaga. Oczywiście kluczowa tu będzie kwestia odpowiedniej promocji tejże inicjatywy, informacji, jak z niej skorzystać oraz nakładów na realizację poszczególnych pomysłów. To będzie można oceniać za jakiś czas.

Inną formą partycypacji jest inicjatywa uchwałodawcza. To, co znamy na poziomie ogólnopolskim jako inicjatywę ustawodawczą, możemy stosować na szczeblu lokalnym. Ale nie w Zgierzu. W marcu radny Andrzej Mięsok przedstawił projekt uchwały wprowadzającej tę inicjatywę w naszym mieście. Większość radnych uznała jednak, że wystarczająco dobrze reprezentuje swoich wyborców, a więc ci nie potrzebują przedkładać własnych projektów uchwał. Narzędzie to jest o tyle cenne dla społeczności lokalnej, że bez oglądania się na często trudno dostępnych „przedstawicieli” może coś zaproponować dla miasta. Radni, zapominając, że i tak to oni decydowaliby o przyjęciu danego projektu bądź nie, obawiają się tłumów „oszołomów”, którzy „na szkodę rady miasta” chcieliby wprowadzić niedojrzały ustrój „pajdokracji”.

Choć projekt tej uchwały został odrzucony, to środowiska pozarządowe chcą do pomysłu wprowadzenia inicjatywy uchwałodawczej w Zgierzu wrócić. Wydaje się jednak, że będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy uda się wspólnie wypracować kształt zgierskiej wersji pomysłu. Pomoże to z pewnością w przezwyciężeniu obaw i uprzedzeń w kwestii otwarcia możliwości tworzenia prawa przez mieszkańców.

…współdecydować…

Konsultacje, które są wiążące – taki charakter ma program „Decydujmy razem”, w którym bierze udział Zgierz. W partycypacyjnym zespole wypracowuje się zarówno założenia, jak i projekt danej strategii będącej elementem miejskiej polityki. W naszym mieście jest to… program przeciwdziałania narkomanii. Problem niewątpliwie istotny, jednak z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca dość abstrakcyjny.  Nie sposób bezpośrednio zobaczyć efektów tej pracy, a dyskusja nad nim nie spowoduje zwiększenia zainteresowania partycypacją. A szkoda – bardziej „kolorowa” i angażująca zgierzan płaszczyzna współpracy byłaby dla nich dużo ciekawsza, a przez to, efektywniej oswajałaby z pojęciem partycypacji.

O szczycie uczestnictwa i zaangażowania, czyli budżecie obywatelskim, w Zgierzu będziemy zapewne marzyć jeszcze bardzo długo. Zakłada on, że to mieszkańcy decydują o pewnej części wydawanych z budżetu pieniędzy – w zależności od dobrej woli miejskich włodarzy, może być to procent, albo większa część gminnych pieniędzy. W Łodzi nad skonstruowaniem konkretnych ram wprowadzenia budżetu obywatelskiego pracuje od miesiąca zespół powołany przez Hannę Zdanowską. W naszym mieście władze są przekonane, że mieszkańcy nie mają pojęcia na temat zasad funkcjonowania miejskiego budżetu – chociażby wysokości wydawanych środków. I pewnie – niestety – niewiele się w tym punkcie mylą, bo lokalnej strategii informowania i uświadamiania w tym zakresie zwyczajnie nie ma. Nikt natomiast – poza miejskimi urzędnikami, radnymi oraz najbliższym otoczeniem magistratu – nie poświęci zgierzanom naprawdę dużej ilości godzin potrzebnych im do zrozumienia uchwał budżetowych i przekopania się przez niewiele mówiące tabelki.

…współuczestniczyć.

Podstawą myślenia o partycypacji społecznej jest jej bezpośrednie tłumaczenie: „uczestnictwo”. Bez niego trudno mówić czy to o konsultowaniu działań władz czy podejmowaniu własnych inicjatyw. Mieszkańcy z własnej woli muszą domagać się włączania ich w proces decyzyjny oraz dawania im narzędzi do „współtworzenia miasta”. Same organizacje pozarządowe skupiające tych najaktywniejszych zgierzan nie są w stanie wyciągnąć ludzi z domów, by podyskutować o miejskiej kulturze czy funkcjonowaniu seniorów w mieście (czego przykładem są spotkania organizowane przez Fundację Twórczy Aktywni, na których przeciętnych mieszkańców przychodzi mało). To sami obywatele muszą przekonać się do tego, że warto korzystać z przysługujących im narzędzi oraz pokazywać, że mają oni niewiele mniejsze pojęcie o tym, co jest potrzebne ich okolicy. Tylko wtedy władze Zgierza zrozumieją, że partycypacyjny wachlarz możliwości nie musi ograniczać się do ustawowego minimum.

 

Adrian Skoczylas

 

Tekst ukazał się także w sierpniowym numerze Zgierskiej Gazety Niezależnej "Zgrzyt".

 

.