WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

Przemysław StaniszewskiNowy zastępca prezydent Zgierza Przemysław Staniszewski mówi, dlaczego został wiceprezydentem i jakimi sprawami będzie chciał się zająć w pierwszej kolejności.

 

Adrian Skoczylas: Jest pan już wiceprezydentem parę tygodni, jakie są pana pierwsze wrażenia? Podjął pan już pierwsze decyzje?

Przemysław Staniszewski: Na razie pozyskuję informacje o tematach, które trzeba na bieżąco rozpatrywać. Staram się zaradzać kwestiom, które się pojawiają. Na razie samodzielne decyzje nie wchodzą w grę, bo nie mam stosownych umocowań, ale konsultuję różne rzeczy z panią prezydent.

A.S.: Jak się panu z nią współpracuje?

P.S.: Na początku zawsze trzeba wypracować pewne sposoby współpracy. Cenię panią prezydent, na razie wszystko przebiega w porządku.

A.S.: Coś pana zaskoczyło w Urzędzie Miasta?

P.S.: Byłem przyzwyczajony do tzw. pracy w stresie, bo tak jest postrzegana ta praca. Dla mnie jako prawnika mającego doświadczenie niekoniecznie na płaszczyźnie samorządowej, ale w spółce realizującej jedno z zadań własnych gminy, jest to dalsza kolej losu, sprawdzanie swoich umiejętności i ich rozwijanie.

A.S.: Pracował pan wcześniej w Drugim Łódzkim Domu Pomocy Społecznej oraz w spółce Wodociągi i Kanalizacja – Zgierz. Czym się pan tam zajmował?

P.S.: W Drugim Łódzkim Domu Pomocy Społecznej prowadziłem sprawy zamówień publicznych. Pomagałem temu ośrodkowi w trakcie prac dotyczących robót budowlanych w obiekcie i w zakresie przygotowania personelu do wykonywania czynności w obszarze zamówień publicznych. W Wod-Kanie zajmowałem się sprawami prawnymi, począwszy od obsługi organów spółki po kwestie zamówień publicznych i rozstrzygania spraw prawnych bądź procesowych.

A.S.: Jest pan łodzianinem, co pana skłoniło do pojawienia się w Zgierzu?

P.S.: 6 lat temu rozpocząłem pracę w Wod-Kanie. Od tego czasu jestem związany ze Zgierzem i staram się dla tego miasta działać jak najlepiej. W Łodzi głównie nocuję.

A.S.: Jak rodzina przyjęła to, że został pan wiceprezydentem?

P.S.: Nastąpiło pewne miłe zaskoczenie. Zawsze dzielimy się takimi informacjami i podejmujemy decyzje wspólnie. Wiadomo, że jest to wyzwanie wiążące się z dużym zakresem obowiązków, którym trzeba podołać.

A.S.: Co skłoniło pana do objęcia tego stanowiska?

P.S.: Chęć podjęcia nowych wyzwań i sprawdzenia siebie w zakresie kolejnych prac. Ale przede wszystkim chęć pomocy miastu oraz wykorzystania umiejętności i wiedzy, które posiadam, aby przełożyło się to na sprostanie potrzebom społeczności lokalnej.

A.S.: W wywiadzie dla TV Centrum powiedział pan, że takim wyzwaniem jest pokazanie, że „miasto nie jest skazane na złą władzę i złe wyniki”. Co konkretnie miał pan na myśli?

P.S.: W żadnym stopniu nie starałem się oceniać swoich poprzedników czy poprzednich kadencji. Będąc w tym mieście spotykam się z różnymi opiniami, a władza nie zawsze jest oceniana pozytywnie. Trzeba pamiętać, że w urzędzie każdy robi, co może, nie pracujemy dla interesu własnego albo żeby mieć jakieś korzyści, tylko żeby miastu coś dać. Będę miał możliwość działania dla dobra tego miasta i mam nadzieję, że czas mojej pracy oraz podejmowane decyzje pokażą, że niektóre rzeczy da się zrobić i nie trzeba z nimi czekać.

A.S.: We wcześniejszych rozmowach poruszał pan kwestię zakładu termicznej utylizacji odpadów, który miałby powstać na obszarze Boruty. Wie pan, że jest to problem bardzo kontrowersyjny w naszym mieście, jest mnóstwo głosów przeciwnych. Jak by się pan odniósł do tej sprawy?

P.S.: Rzeczywiście głosy w tym temacie są różne. Każdy widzi w tym albo jakąś korzyść, albo problem. Przyjmując stanowisko wiedziałem, że taki temat istnieje. Należy pamiętać, że nie możemy podejmować decyzji tylko w oparciu o to, czy to się mnie czy komuś podoba, czy nie. Musimy działać w oparciu o przepisy prawa. Jeśli przeciwko czemuś nie przemawiają określone przesłanki, aby odmówić wydania decyzji pozytywnej, to nie możemy tego zrobić tylko na podstawie tego, że większa czy mniejsza część społeczeństwa mówi „nie”. Trzeba przeanalizować, czy istnieje zagrożenie dla ochrony środowiska lub dobra ludzi. Jesteśmy obecnie w sytuacji zawieszenia postępowania w zakresie warunków zabudowy, czekamy na rozstrzygnięcie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, który jako organ niezależny ukierunkuje co dalej trzeba zrobić.

A.S.: Czy to kluczowa sprawa, którą chce się pan zająć, czy są też jeszcze inne?

P.S.: Ta sprawa pojawiła się jako pierwsza, jest dość istotna, gdyż termin jej rozpatrzenia jest niezwłoczny. Może dlatego jest ona tak bardzo pokazywana, było o niej głośno. Tematów do rozpatrzenia jest naprawdę dużo. Mamy problem kwestii odpadów, zmieniła się ustawa śmieciowa i musimy wypracować pewne dokumenty, które pozwolą nam w tym zakresie działać.

A.S.: A w obszarach infrastruktury albo mieszkalnictwa?

P.S.: W zakresie mieszkalnictwa sytuacja miasta jest niełatwa. Brakuje lokali i czas pokaże co da się zrobić, ale władze miasta robią wszystko, aby ludziom pomóc. Trzeba myśleć o jak najlepszych warunkach. Wszystko jest zależne od środków dysponowanych przez miasto. Posiadamy dużo budynków wieloletnich, trzeba podjąć wiele czynności, żeby zagwarantować w kwestii mieszkalnictwa odpowiedni status dla potrzebujących osób.

Jeśli chodzi o infrastrukturę i drogi, to musimy działać z powiatem, ponieważ część dróg należy do starostwa. Ostatnio współpraca była niełatwa, są lepsze i gorsze chwile, ale ciężka pracą wszystko da się wypracować.

A.S.: Jak pan ocenia odwołanie pana poprzedniczki, Bogumiły Kapusty? Nie pojawiają się bezpośrednie zarzuty co do jej pracy, wyjaśnia się to jedynie „decyzją polityczną”.

P.S.: Znane mi są okoliczności tego, dlaczego pani Kapusta straciła rekomendację ze strony Klubu Radnych PiS, natomiast pozostawiam tę kwestię do wyjaśnienia klubowi. Jest to dla mnie niełatwa sprawa i nie chcę oceniać swoich poprzedników, ani komentować tej sprawy.

A.S.: A dlaczego pan dostał rekomendację?

P.S.: Tak naprawdę to też pytanie do klubu. Myślę, że zauważono moje pozytywne cechy, ciężką pracę i umiejętności menadżerskie, dzięki którym jestem w stanie zaradzić pewnym trudnym sytuacjom, wypracować kompromisowe rozwiązania i współpracować z ludźmi.

A.S.: Jest pan uznawany za kogoś raczej nieznanego w Zgierzu.

P.S.: Na pewno tak może być. Dotąd nie udziałem się publicznie, nie jestem też członkiem partii. Nie czułem takiej potrzeby i nie mam takich ambicji, aby się do niej zapisywać. Niektórzy są w partiach tylko po to, aby w nich być. Najlepiej swoją pracą pokazywać jakim się jest człowiekiem. Myślę, że swoimi czynami będę dla mieszkańców Zgierza działał jak najlepiej.

A.S.: Nie boi się pan, że przy kolejnym głosowaniu nad absolutorium dla prezydent, może pan zostać odwołany ze stanowiska?

P.S.: Takie sytuacje czasem są nieuniknione. Życie polityczne nie tylko w Zgierzu wskazuje, że takie roszady mogą zachodzić. Nie wstydzę się tego, co robię i chcę to robić jak najlepiej. Jeśli będzie taka wola i decyzja, to nie będę się zapierał rękami i nogami, tylko się jej poddam.

A.S.: Pojawia się opinia, że jest pan człowiekiem Radosława Gajdy, który pana bardzo chwali i miał nie mały udział w rekomendacji dla pana.

P.S.: Znam pana Radosława Gajdę, poznaliśmy się przy pracy w Wod-Kanie. W trakcie naszej współpracy pokazałem się z dobrej strony, dzięki czemu uzyskałem jego dobrą opinię o mnie, a później rekomendację klubu radnych. Ale nie jest tak, że będę wykonywać zadania w imieniu kogoś, czy które klub mi zleci – chcę działać dla dobra miasta.

A.S.: Będzie pan kandydatem PiS-u na prezydenta Zgierza w wyborach za dwa lata?

P.S.: Trudno mi się do tego odnosić. Nigdy nie działam z takim wyprzedzeniem. Jeśli nastanie ten czas i przyszłaby taka propozycja, to będę to rozważał.

 

(Rozmowa została przeprowadzona 18 lipca)

 

 

.