WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

Adrian Skoczylas: Na początek chciałem zadać pytanie związane z tym wszystkim, o czym słyszeliśmy ostatnio – atak na łódzkie biuro PiS-u, wcześniej oblanie farbą biura posła Dunina, a z drugiej strony „happeningowy” sposób uprawiania polityki przez posła Palikota. W jakim kierunku pana zdaniem zmierza obecnie polityka?

Radosław Gajda: Należy zacząć od tego, że mówimy o trzech różnych rzeczach, tzn. czym innym jest Palikot, czym innym oblanie farbą, a czym innym morderstwo. W tym ostatnim przypadku jestem dotknięty w osobisty sposób, bo zginął mój kolega, z którym od 2 lat zasiadałem w Radzie Programowej Telewizji Łódzkiej i z którym nawet przygotowywaliśmy wspólnie uchwałę Rady Programowej na najbliższą środę. To, co się stało ostatnio, to już jest przekroczenie dopuszczalnej granicy. W Polsce po '89 roku takie wydarzenie nie miało miejsca. Wszystkie happeningi, „humorystyczne” docinki, a nawet ostra krytyka są do przyjęcia, bo są one spowodowane tym, aby zwrócić uwagę na rzeczy, na które w toku normalnej dyskusji politycznej nikt nie zwraca uwagi. Gdy pojawia się jakiś happening czy gadżet, od razu zaczyna się o tym mówić, dyskutować na ten temat, jest to we wszystkich mediach. Natomiast jeśli w którymś momencie stosuje się już przemoc, nawet taką miękką, czyli oblewanie farbą, niszczenie czyjejś pracy, czy jak się do kogoś strzela albo chce się poderżnąć komuś gardło, to już jest przekroczenie granicy, której nie powinno się przekroczyć.

A.S.: Wcześniej był pan dziennikarzem. Co spowodowało, że zdecydował się pan zostać politykiem?

R.G.: Politykiem to ja nie jestem, do polityki mi jeszcze daleko – w tej chwili jestem samorządowcem. Przez 5 lat pracowałem w radiu i po 5 latach zaoferowano mi pracę rzecznika prasowego wojewody. Rzecznik prasowy to też jakby dziennikarz, tyle że po drugiej stronie barykady. Później systematycznie zacząłem działać w strukturach samorządowych - byłem członkiem zarządu i sekretarzem powiatu, a przez ostatnią kadencję jestem radnym miasta. W międzyczasie pracowałem też w strukturach rządowych, w Łódzkim Ośrodku Doradztwa Rolniczego, który obecnie jest samorządowy, a w czasie gdy ja tam pracowałem, był instytucją rządową, podległą wojewodzie.

A.S.: W jednym z wywiadów powiedział pan, że poprzednie wybory to była taka „randka w ciemno”, tzn. że kandydaci nie byli zbyt dobrze znani. Czy to się zmieniło przed obecnymi wyborami?

R.G.: Myślę, że się zmieniło, bo w zasadzie każdy z kandydatów miał swoje 5 minut w minionej kadencji. Począwszy od Iwony (Wieczorek – przyp. red.), która startowała już w poprzednich wyborach i jej nazwisko się pojawiło razem z działaniami w postaci akcji związanej z badaniami na serce. Paweł Dziemdziela jest mimo wszystko bardziej znany dzięki tacie, można powiedzieć, że podtrzymuje tradycje rodzinne. Mirek Kolenda to osoba, która od 8 lat funkcjonuje w samorządzie, głównie poprzez radę osiedla, dał się poznać przez te 4 ostatnie lata jako człowiek, który również m. in. przy pomocy „Gazety bez Cenzury” walczy o sprawy samorządowe w Zgierzu. Jest Artur (Dunin – przyp. red.), który przez ostatnie 3 lata jest posłem, dzięki czemu też w jakiś sposób jest znany. No i ja, jako radny opozycyjny zwłaszcza w ciągu tych 4 lat też zaznaczyłem swoją obecność na scenie samorządowej.

A.S.: W jaki sposób? Czy mógłby pan wymienić, co za pana udziałem zmieniło się w Zgierzu?

R.G.: Biorąc pod uwagę starostwo, udało nam się je przekształcić w sprawnie działającą instytucję usługową poprzez wprowadzenie programu „Przyjazna Administracja”, który polegał na sprawnej i dobrej obsłudze, łącznie z systemem zarządzania jakością według normy ISO w starostwie, czyli to co funkcjonuje w firmach. Jest działalność związana z funkcjonowaniem MDK-u, która jest jednostką podległą staroście, np. przy organizacji Zderzaka. Na przełomie kadencji, dzięki dużemu wsparciu posła Matuszewskiego, uzyskaliśmy 6 milionów zł na przebudowę skrzyżowania ulic 1 Maja i 3 Maja, które jak pamiętacie było fatalne, ale na szczęście udało się to zrobić. Natomiast na koniec tej kadencji udało nam się wspólnie wywalczyć światła na skrzyżowaniu 1 Maja i Piłsudskiego, bo to też było niebezpieczne skrzyżowanie. Wszystkie działania, jakie podejmowaliśmy w trakcie roku budżetowego, nie są tak widoczne i spektakularne, bo to są działania z punktu widzenia opozycji - drobne zmiany i poprawki, które miałyby w jakiś sposób ułatwić funkcjonowanie. W Zgierzu dzięki naszemu wnioskowi udało się przez dwa lata nie podnosić podatków dla przedsiębiorców, tzn. za budynek, w którym prowadzi się działalność gospodarczą. Choć to był taki bardziej gest symboliczny, bo tu trzeba by obniżyć podatki, chociażby do poziomu Aleksandrowa, żeby przyciągnąć inwestorów. Także dzięki wsparciu posła uruchomiliśmy porady prawne, po które przychodzi bardzo dużo ludzi, którzy mają różnego rodzaju kłopoty: z Urzędem Miasta, ze spółdzielnią, z uzyskaniem mieszkania socjalnego, a nawet sprawy osobiste, rozwodowe, przy podziale majątku. To tutaj mogą uzyskać pomoc prawną - pomagamy im pisać wnioski, podania, czasami jakieś pozwy do sądu.

A.S.: Wspomniał pan o Aleksandrowie, który podobnie jak wszystkie inne okoliczne miasta się rozwija, a Zgierz wydaje się stać w miejscu. Co pan by zrobił jako prezydent, żeby to zmienić?

R.G.: Zgierz stoi, bo w zasadzie od dłuższego czasu nikt nie ma jednego spójnego pomysłu na rozwój tego miasta. Tych lat zaniedbań i braku pomysłu na miasto nie da się odrobić bardzo szybko. Może tę tendencję dałoby się odwrócić w ciągu jednej kadencji, ale ta kadencja będzie bardzo trudna ze względu na fatalny stan finansów miasta i wielu inwestycji nie da się zrobić. Jednak miasto może być w jakiś sposób atrakcyjne jako kulturalno-wypoczynkowa alternatywa dla Łodzi. Jeśli pojawiłoby się w Zgierzu parę fajnych i dobrze wypromowanych miejsc, to można by przyciągnąć tutaj łodzian czy takie osoby, które chciałyby tu lokować swoje firmy - blisko Łodzi, ale niekoniecznie w samej Łodzi. Chodzi o to, by pokazać, że jest to miejsce, gdzie można prowadzić swój interes, a z drugiej strony można tutaj wypocząć po pracy. Jedna fajna inicjatywa w trakcie kadencji - Park Linowy - to trochę za mało, tym bardziej, że ten Park nie jest właściwie wypromowany. Jego nigdzie nie widać i tak naprawdę nie wiem czy ludzie w Łodzi wiedzą, że coś takiego tu mamy. Konsekwentny rozwój części związanej z Parkiem, jakiś plac zabaw z prawdziwego zdarzenia, koncertowy amfiteatr czy skate park - to by pokazywało, że tu warto przyjechać, bo jest tu coś niepowtarzalnego. I powinniśmy czymś takim konsekwentnie się promować, byśmy mogli przyciągać ludzi, żeby do Zgierza przybywali, jeśli nie na stałe, to przynajmniej właśnie na jakiś czas, chociażby związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. Moja córka, która lubi się wspinać, ma pomysł, by wymyślić wielki kilkunastometrowy pomnik jeża w formie ściany wspinaczkowej. O jeżu nikt nie powie, że to profanacja, że jest na tym ściana wspinaczkowa. Ten jeż w jakiś sposób się z tym Zgierzem zaczął kojarzyć, więc mógłby taki tego typu stanąć i być atrakcją jedyną tego typu w centralnej Polsce, a może i w ogóle w skali całej Polski unikatowy.

Paula Baranowska: Obserwując kulturę w Zgierzu da się zauważyć, że ona jest, ale ma niewielkie możliwości, by się rozwijać. Patrzę na zgierskie teatry, na wszelkie działania, jakie młodzież podejmuje, a z własnego doświadczenia wiem, że trudno jest znaleźć środki na rozwój - domy kultury mają ograniczone budżety, więc mimo że młodzież ma dużo pomysłów na siebie, to ich realizacja jest bardzo utrudniona. Mówi pan o tym, żeby przyciągać rozwojem kulturalnym miasta ludzi np. z Łodzi, a czy nie uważa pan, że należałoby się skupić na tym, aby najpierw zainteresować zgierską kulturą samych zgierzan?

.