WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

SphinxW sobotę 9 czerwca siedziałem nad notatkami i jak to pilny student, uczyłem się do egzaminów. Pomyślałem, że wypadałoby coś zjeść, ale na przeszkodzie stanął brak gotówki, a do bankomatu – jak zawsze dla mnie zresztą – jest za daleko. Po szybkiej selekcji w głowie zgierskich barów, knajp i innych jadłodajni pod kątem płatnością kartą, wyeliminowałem jakieś 90% lokali.

Myśląc dalej, przypomniałem sobie o ulotce informującej o otwarciu w sobotę zgierskiego Sphinxa przy ul. Dąbrowskiego. Miał on być czynny już jakieś 3 miesiące temu, ale w szczegóły nie wchodźmy, bo teorii spiskowych usłyszałem na ten temat zbyt wiele. Świetnie, pomyślałem, sieć ogólnopolska, więc przyjmą kartę. Jak nie przyjmą, to pójdę na zmywak, albo udam, że dostałem zawału.

Wyszedłem z domu mocno podekscytowany. W końcu nie codziennie idzie się zjeść w zgierskim Sphinksie. Okolica przywitała mnie "pięknymi" widokami zabytkowych budynków. Idąc dalej zobaczyłem w oddali reklamę z napisem: „Już otwarte”. Ulżyło mi. Wcześniej można był przeczytać tylko: „Wkrótce otwarcie”. Dotarłem. Odkąd pierwszy raz zobaczyłem ten lokal z zewnątrz - było to jakoś na początku roku, powtarzam jak mantrę, że to numer dwa pod względem wyglądu budynków w tym mieście. Numer jeden, to oczywiście centrum spotkań zgierskiej młodzieży, czyli McDonald's – piękny jest!

Początek.

Wszedłem. Pierwsza myśl - klimatyczne. Trochę osób było, lecz nie można tego nazwać  tłumem. Wchodząc dalej, dosłownie poczułem się jak nie w Zgierzu – tak na marginesie, mają fajną podświetlaną podłogę, która dodatkowo nadaje urok temu miejscu. Wspiąłem się na górę, na takie półpiętro, gdzie (uwaga!) jest wyjście na taras. Na tarasie nie było stolików, więc nie usadowiłem się tam. Jak się później dowiedziałem, taras został chwilę wcześniej skończony i dopiero w tygodniu będzie dostępny dla klientów. Usiadłem więc przy stoliku na półpiętrze. Chwilę później podszedł kelner z menu.

Obsługa i menu.

Kobiety będą zadowolone. Sami faceci. Mili i ładnie upakowani w uniformy służbowe. Od czasu do czasu przemknął między nimi z uśmiechem „kierownik kelnerów” i oczywiście sypał z rękawów dobrymi radami dla świeżo upieczonych kolegów po fachu. Podszedł do mnie jeden z kelnerów, podał kartę i zapytał, czy życzę sobie coś do picia – miłe, od razu pomyślałem, że chyba zostawię tu trochę pieniędzy. Wziąłem średnią Pepsi, bo nie chciało mi się zbytnio kombinować. Spytałem, czy oferta dla studentów (-50% na wybrane dania) u nich również obowiązuje, ale niestety jak przystało na mnie, spóźniłem się, bo oferta była do godziny 13.00. Jak zwykle po kieszeni…

Karta dań to klasyczna karta Sphinxa. Nic dodatkowego w niej nie ma. Oferta bogata i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłem: Shoarmę na dwa smaki. Może klasycznie jak na test, ale właśnie na takich klasycznych daniach łatwo się wyłożyć. Czekając na jedzenie, popijając zimne Pepsi przy dźwiękach klimatycznej muzyki, rozglądałem się po lokalu. Kilka spojrzeń i utwierdziłem się w przekonaniu, że tego właśnie Zgierzowi brakowało.

Jedzenie_SphinxJedzenie.

Długo nie trzeba było czekać na zamówione danie. Najpierw dostałem bułkę i tu pierwszy szok. Była ona w specjalnym koszyku, a zazwyczaj jest ona na talerzu obok mięsa, albo na surówce, przez co nasiąka i traci swój smak. Bardzo podoba mi się to rozwiązanie z koszykiem. Daje dużego plusa.

Talerz był wypełniony po brzegi, przez co mogłem dać popis mojej niezdarności i na samym początku jeden kawałek kurczaka uciekł mi na podłogę, ale kelner zareagował i szybko sprzątnął uciekiniera z podłogi – porządek musi być. Pozytywne zaskoczenie spotkało mnie w trakcie jedzenia, a mianowicie chodzi o klasyczne, denerwujące: „Smakuje Panu?”, tam tego nie było. Kelner podszedł i zapytał się tylko, „Czy wszystko w porządku?”, co w żadnym stopniu nie rozproszyło mnie od zajadania się smaczną Shoarmą. Taki drobiazg, a jak wpływa na klienta.

Deser.

Po zjedzeniu zostałem zapytany, czy czegoś sobie jeszcze życzę. Pomyślałem, że sprawdzę jak sobie radzą ze słodkościami – czyli tym co lubię najbardziej. Dostałem ponownie menu i wybrałem szarlotkę podawana na ciepło z polewą i waniliową gałką lodów. Wszystko było świetne, poza małym szczególikiem – jabłka w szarlotce, jak na mój gust, były lekko za twarde.

Koniec.

Napełniony po brzegi, poprosiłem o rachunek i poinformowałem, że płacę kartą. Nie było najmniejszego problemu (dożyłem takich czasów!), mimo wcześniejszych obaw, że wyląduję na zmywaku. Wychodząc uśmiechnięty, zostałem pożegnany przez kelnerów i zaproszony na ponowne odwiedziny, czyli tak jak powinno to wyglądać. Zgierskie restauracje, uczcie się!

Czy polecam tę restaurację? Tak, tak, tak! Obsługa jedna z lepszych z jakimi miałem do czynienia, a z pewnością najlepsza obsługa w Zgierzu. Ceny – jak na zgierskie warunki – mogą trochę przestraszyć, ale jedzenie na wysokim poziomie (przynajmniej na początku, zobaczymy jak będzie później) jest warte swojej ceny. I oczywiście, czym zdobyli moje serce (i portfel), to możliwość płatności kartą.

Myślę, że już niedługo ponownie odwiedzę to miejsce, ale tym razem spróbuję się dostać na taras.

 

Damian Dylewski

 

 

 

 

.