WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

EZG.INFO.PL: Dlaczego dopalacze cieszą się tak dużym zainteresowaniem? W czym tkwi ich fenomen?

N. K.: Kolejna sprawa, w której chodzi tylko o zyski. Dlatego była przygotowana cała kampania wejścia na rynek z tym produktem. Osoby, które trudnią się dystrybucją najpierw uderzyły przez Internet, przygotowały rynek, a następnie poszerzono to o dystrybucję w sieci sklepów, które stacjonarnie go sprzedają. Czysty marketing. Cały problem dopalaczy polega na tym, że są one (jak reklamują je nawet sami sprzedawcy) legalnymi narkotykami. Po zażyciu osiąga się efekt silnie stymulujący i efekt halucynogenny – te dwa są pożądane przez klientów. Ci, którzy handlują dopalaczami pokazują jedną stronę medalu, tę piękną. Takie są zasady marketingu – nawet jeśli sprzedajemy najgorszą rzecz, to pokazujemy tą stronę, która jest piękna, pomijając wady produktu. Podobnie jest z dopalaczami. W momencie kiedy młody człowiek dostaje informację, że dopalacze sprawią, że będzie mu fajnie, będzie miał siłę, energię, znikną wszystkie troski, będzie miał wspaniałe jazdy, przeniesie się w bajkowy świat - reaguje ciekawością. Intryguje go czego może doświadczyć i sięga po to, bo nie dostanie tego w inny sposób. Ale o tej drugiej stronie się zapomina. O tym, że te krótkotrwałe przyjemności obarczone są bardzo dużym zagrożeniem zdrowia i życia. Tak naprawdę jest to eksperymentowanie z własnym organizmem, ponieważ nikt, nawet sprzedawcy, nie wie jak konkretna osoba zareaguje na taki środek i czy jej psychika wytrzyma wrażenia wywołane halucynacjami.

EZG.INFO.PL: Co można zrobić, żeby z tym walczyć? Czy ja, jako młody człowiek bez specjalistycznej wiedzy w ogóle mogę coś zrobić?

N. K.: Narzędziem walki z głupotą jest jej przeciwieństwo, czyli wiedza. W momencie, kiedy człowiek jest w pełni świadomy, ma w sobie coś takiego jak konstruktywny lęk, który go chroni przed wchodzeniem w sytuacje dla siebie niebezpieczne. Ale kiedy człowiek znosi tę kontrolę poprzez przyjmowanie środków psychoaktywnych, nie jest w stanie brać pod uwagę wszystkich elementów rzeczywistości. Kiedy ktoś mówi: „Są dopalacze, może bym spróbował?” trzeba zwrócić uwagę na tą drugą stronę medalu. Powiedzieć: „OK, całą tę przyjemność możesz dostać, ale czy pomyślałeś o tym, że możesz dodatkowo mieć później np. zaburzenia lękowe, które spowodują, że będziesz się bał wyjść na ulicę? Albo ciśnienie gwałtownie się podwyższy i będziesz miał bardzo silną arytmię. Co jeśli stracisz przytomność na ulicy albo kontrolę nad swoim zachowaniem i pod wpływem sztucznej zmiany nastroju nie będziesz zauważał zagrożeń, które czyhają na człowieka?”. Przyjmowanie dopalaczy zawęża ogląd rzeczywistości. I wtedy ty, z pozycji rówieśnika zwracasz na to uwagę. Zauważasz, że może być fajnie, a może być okropnie; że można popełnić błąd, za który będzie się płaciło przez całe życie; że można zostać kaleką albo mieć uszczerbek na zdrowiu; że można wprowadzić się w taki stan psychiczny, z którego się nie wyjdzie.

Twoją przewagą nade mną jest wiek. Kiedy mówi dorosły, to nie działa tak silnie, jak wtedy, gdy mówi równolatek. Dorośli znani są z tego, że straszą różnymi rzeczami i prawią moralizatorskie kazania. Jeśli mówi równolatek i dodatkowo popiera to przykładem - działa o wiele bardziej.

EZG.INFO.PL: To, że sięganie po dopalacze i inne środki psychoaktywne nie bierze się znikąd jest oczywiste. Powód w każdym przypadku jakiś jest. Ale czy zawsze taki sam?

N. K.: Nie zawsze, ale źródłem problemu najczęściej jest sytuacja rodzinna i sposób wychowywania. Myślę, że ogromnym błędem jest kupowanie rzeczy dla zajęcia czasu i brak rozmów. Ja to troszkę rozumiem, bo sama żyję w tym kraju i pracuję w zawodzie, który wymaga ode mnie aktywności i zaangażowania. Jednak ciekawość świata zaszczepiają w dziecku rodzice. To nie chodzi o zabawki, tylko o to, żeby zainscenizować zabawę. Drugim problemem jest to, że nie uczymy dzieci dawać sobie rady z porażką. Efekty potem są takie, że człowiek czuje się bezsilny, bezradny, szczególnie wtedy kiedy pojawia się problem. Problemem są również metody wychowywania. Jeśli chodzi o moich podopiecznych można ich podzielić na dwie grupy pod względem postaw rodzicielskich: 70% moich podopiecznych miało matkę nadopiekuńczą, a 30% matkę odrzucającą.

EZG.INFO.PL: Przez to ich samoocena zapewne też jest zaniżona.

N. K.: Mają bardzo silne poczucie marazmu - sądzą, że na nic ich nie stać, życie jest bez sensu, nikt ich nie kocha, nikt ich nie lubi, wszyscy ich odrzucają, nie są wystarczająco ładni, mądrzy, zabawni. To też taki element wychowania, z którym ja zawsze walczyłam i powtarzam to rodzicom wielokrotnie, że bardzo często dzieci ganimy, a bardzo rzadko chwalimy. Uważamy, że jak ktoś coś robi źle, to trzeba to skorygować, a kiedy robi dobrze, to przecież „tak ma być”, więc nie ma za co chwalić. Takie dzieci później szukają doraźnych środków, które zapewnią im poprawę samopoczucia.

EZG.INFO.PL: Czy chcąc im pomóc możemy spróbować „nadrobić” fragment dzieciństwa i ciekawie zagospodarować im czas – warsztatami, zajęciami, lub chociaż spacerem i rozmową? Pokazać im, że można fajnie spędzić czas bez używek?

N. K.: Oczywiście, że tak. Jak się rozmawia z ludźmi uzależnionymi o tym, jak to się zaczęło, to bardzo często jest tak, że wszystko zrodziło się właśnie z ogromnego poczucia marazmu, poczucia, że w ich życiu nic ciekawego się nie dzieje, na nic ich nie stać - takie generalizowanie: za wszystko trzeba płacić. Nieprawda. Jest całe mnóstwo imprez i przeróżnych zajęć, które można robić „wolontariacko” i bardzo dobrze się przy tym bawić. Albo nawet pukać do różnych drzwi i dostać kasę na realizację swojego hobby. Tylko trzeba to hobby mieć.

EZG.INFO.PL: Co jest największą przeszkodą w walce z tym uzależnieniem?

N. K.: Tak jak w innych przypadkach psychologiczna bariera: „mnie to nie dotyczy”. Ostatnio miałam piętnastoletniego pacjenta uzależnionego od marihuany, który mówił: „Mnie nic nie będzie, ja wiem jak brać, ja się nie uzależnię”. Dla mnie to nie nowość, bo w Fundacji „Arka” połowa podopiecznych tak kiedyś mówiła. Oczywiście dopalacze również uzależniają. To jest zakładanie sobie paska na szyję, bo nawet jeśli człowiek doświadcza tylko tych przyjemnych elementów, to chce je powtarzać i potem już nie potrafi zmusić się do pewnego wysiłku, który jest potrzebny do zmiany nastroju. Kontakt z innymi, spacer, trening, spotkanie z przyjaciółmi – wszystko, co daje satysfakcję, skumulowane jest w jednej tabletce. Tylko że ta tabletka w końcu przestaje działać, a organizm wyje o więcej i my nie potrafimy już z tego zrezygnować.

EZG.INFO.PL: Na stronach z ofertą są oczywiście opisy wszystkich środków. Naturalnie przy każdym znajduje się informacja o tym, że to produkt kolekcjonerski i nie nadaje się do spożycia przez ludzi. Czytając je doszłam do wniosku, że są one wręcz nadnaturalne i nieziemskie. Skoro posiadanie owego „okazu” w klaserze wywołuje takie emocje jak na przykład w tym opisie: „Siła wyrzutu wyniesie cię na orbitę. Przekrocz prędkość światła i prześcignij sam siebie w wyścigu do udanej zabawy. Pozostali mogą jedynie wąchać swąd spalin z twoich rozgrzanych silników.”, musi być to produkt niezwykły… Wielki paradoks w zestawieniu z rzeczywistością. Czy do wykorzystania, aby zapobiegać?

N. K.: Jak najbardziej. Ktoś nie chce wziąć odpowiedzialności za skutek działania tego produktu. Z perspektywy sprzedawcy wygląda to tak: „Jeśli coś ci się stanie, to tylko ty jesteś za to odpowiedzialny. Ja ci napisałem, żebyś nie brał. Co prawda zachęciłem cię do tego, ale to ty bierzesz odpowiedzialność, jeśli to zażywasz. Mogłeś nie sprawdzać - to były tylko moje opinie, wyraźnie zaznaczyłem: nie bierz tego.” Jak to mówią „Sukces ma wielu ojców” - jeśli coś jest dobre, to się o to dba. Jeżeli ktoś jest matką porzucającą swoje dziecko, to coś jest nie tak. W skrócie - jeśli ktoś nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności, to znaczy, że sprzedaje nam coś złego, tylko że chce to sprzedać, więc dołącza do tego ulotkę reklamową.

 

.