WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


Kolekcjonerstwo pojawiło się na świecie już w starożytności. Zbierano różne rzeczy, jednak najczęściej były to pamiątki historyczne, dzieła sztuki czy, najbardziej popularne, znaczki pocztowe. W ostatnim czasie zajęcie to znów cieszy się dużym zainteresowaniem, szczególnie wśród młodych osób. Jednak tak jak wszystko, na przestrzeni lat się zmienia…

O tym czym są i jak działają współczesne "dopalające produkty kolekcjonerskie" i dlaczego są tak popularne mówi Nina Kalista, psycholog, specjalistka terapii uzależnień.

Dziś możemy je kupić zarówno w sklepie jak i przez internet. Mamy do wyboru setki, a może nawet tysiące rodzajów. „Klaserowanie” ich wprowadza nas w stan euforyczny, wyjątkowy i niepowtarzalny, a samo posiadanie zapewnia wolność od wszelkich trosk i zmartwień. Co tak niezwykłego wkładamy do klaserów? Dopalacze.

 

EZG.INFO.PL: Zacznijmy od podstaw. Czym środki psychoaktywne, czyli tzw. dopalacze, różnią się od narkotyków?

Nina Kalista: Środek psychoaktywny to każda substancja, która wpływa na centralny układ nerwowy zmieniając jego funkcje, czyli je zaburzając. Natomiast środki narkotyczne to takie, które działają psychoaktywnie, ale są wpisane do załącznika nr 2 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Dopalacz to narkotyk – dla mnie to nie podlega żadnej dyskusji. Samo słowo "dopalacz" ma sugerować podniesienie energii. Podobnie działa zarówno amfetamina (stymuluje pracę organizmu, zwiększa jego wydajność) jak i kokaina (działa bardzo celowo na ośrodek przyjemności). To, że taka ustawa istnieje jest dużym sukcesem naszej demokracji. Kiedyś w naszym kraju, przez bardzo długi czas narkomania bazowała na kompocie (czyli polskiej heroinie). W 1989 r. po przemianach demokratycznych, kiedy granice zostały otwarte, z całym dobrem, które do nas „przyszło” trafiły również narkotyki. Był to niewiarygodny boom. Zwłaszcza młodzi ludzie się tym zachłysnęli. Kojarzyli narkotyki z wolnością, co sprawiło, że bardzo wiele osób je zażywało.

EZG.INFO.PL: Równie dużo tragicznie przez nie skończyło.

N. K.: To co się działo z ludźmi, którzy przyjmowali regularnie narkotyki trochę otrzeźwiło dużą część młodych osób i teraz już wiedzą, że to jest niebezpieczne. Nadal je zażywają, próbują z nimi eksperymentować, ale mają jasność, że to jest uzależniające i grozi nawet śmiercią. W międzyczasie utworzono ustawę przeciw działaniu narkomanii i wpisano do niej te środki, których działanie jest znane. Oczywiście to jest sytuacja u nas w kraju. Na zachodzie takich produktów jak dopalacze jest bardzo dużo. Wiele z nich do nas nie dotarło, np. PCP - tzw. biała pani, czyli narkotyk „na zamówienie”, który był zrobiony dla kibiców brytyjskich po to, żeby nie odczuwali bólu i byli bardzo agresywni.

EZG.INFO.PL: Wiadomo, że dopalacze działają podobnie jak narkotyki, ale w mniejszym stopniu. Czy można zatem powiedzieć, że są mniej szkodliwe?

N. K.: To bardzo mylące. Zdecydowanie nie są mniej szkodliwe. Tak naprawdę wszystko zależy od przyjętej dawki. Podobno badania na szczurach pokazują, że podawanie minimalnej dawki strychniny, a następnie stopniowe zwiększanie jej powoduje, że organizm adoptuje się do pewnego poziomu tej substancji. Kiedy porównamy dawki o tej samej gramaturze jakiegoś dopalacza i amfetaminy reakcja na dopalacz będzie o wiele słabsza. Natomiast nikt nie stwierdzi jaka jest gramatura substancji czynnej proszku. Chodzi o to, że można tak przygotować preparat z amfetaminą, że ilość substancji czynnej będzie niewielka. Podobnie jest z marihuaną gdzie substancją czynną jest THC - można wypalić pół kopy marihuany, która będzie miała zawartość substancji czynnej 0,001%, ale można też wypalić pół grama marihuany, w której zawartość THC jest ok. 78% w gramie i wtedy po paru machach człowiek ma totalny odlot.

EZG.INFO.PL: To o czym Pani mówi można świetnie zaobserwować na forach internetowych poświęconych zażywaniu dopalaczy. W czytanych tam „trip raportach” można zauważyć, że u jednych już mała dawka wywołuje silne halucynacje, a inni potrzebują do tego o wiele więcej środków. Jednak w tych postach można również znaleźć przepisy na różne mieszanki, które eksperymentalnie tworzą zażywający. Czy to nie poszło za daleko? Wszystkie produkty, z których robione są mieszanki dostępne są w „sklepach”, ale przecież nie wiadomo, czy połączenie ich nie spowoduje katastrofy.

N. K.: To się kompletnie wymyka spod kontroli. Nie ma takich doniesień, że ktoś jest uzależniony tylko od halucynogenów, ponieważ nikt nie jest w stanie znieść tego, co dają takie narkotyki. To jest traumatyczne doświadczenie dla organizmu. Takich „good trip” (pięknych podróży) jest w miarę przyjmowania halucynogenów coraz mniej, natomiast coraz więcej jest „bad trip”, czyli takich wręcz koszmarów, które człowiek odczuwa niezwykle wyraziście i ma poczucie realności tego, w czym się znajduje, choć tak naprawdę są to wytwory jego umysłu. Ci, którzy chcą eksperymentować, chcą doświadczać czegoś „ponad”, wyjść z rzeczywistości, znaleźć się w bajce, pragną, żeby ten efekt halucynogenny był maksymalny. W związku z tym robią te mieszanki po to, żeby wzmocnić doznania. To jest nad wyraz niebezpieczne, ponieważ przyjmowanie równocześnie środka stymulującego, uspokajającego i do tego wywołującego halucynacje robi z naszego mózgu sieczkę. To jest nakładanie się efektów pobudzenia, hamowania i zmiany spostrzegania, czyli to, czego nasz mózg bardzo często nie jest w stanie wytrzymać, nie mówiąc już o układzie krążenia. Jeśli coś bardzo szybko pobudzamy, a za moment bardzo szybko hamujemy, to powodujemy, że nasz układ pobudzający mięsień sercowy może w pewnej chwili nie zadziałać i serce staje.

EZG.INFO.PL: Ja widziałam kiedyś ludzi po zażyciu dopalaczy. Nie był to przyjemny widok. Niepokoi mnie to, że już przy małej dawce nie byli do końca świadomi co mówią, zachowywali się niemalże jak ludzie opętani. Mnie osobiście ten widok tylko utwierdził w przekonaniu, że nie należy kusić losu próbując takich rzeczy. Zastanawiam się czy innym też potrzebny jest taki zimny prysznic, żeby naprawdę zrozumieli co im grozi? Czy łagodniejsze formy do nich nie przemawiają?

N. K.: Ja byłam ostatnio na konferencji, na której wyświetlono dosłownie 10 - minutowy, nakręcony amatorsko film pokazujący człowieka, który zapalił szałwię wieszczą – „Zioło, dane od Boga”, jak mówią narkomani. Natychmiast było widać jak się zmieniają wymiary zachowania zarówno w przejawach kinestetycznych (pobudzenie, brak kontroli równowagi) jak i zaburzenia procesów poznawczych (nie odpowiadał logicznie na pytania), zaburzenia spostrzegania (nie potrafił wziąć szklanki do ręki, mijał się z nią), zachowywał się jakby go nie było w kontakcie z rzeczywistością. Trwało to bardzo krótko, bo około 5 minut. Później ten chłopak opowiadał o doświadczeniach swojemu koledze. Mówił: „Stary, jaką ja miałem jazdę… Co mi się działo… Nie masz pojęcia…”.

Jak się na to patrzy z boku to widzi się, tak jak powiedziałaś, osobę opętaną, wariata. Być może prezentowanie takich krótkich filmów części otworzy oczy. Do innych może przemówić to, że zaszczepisz „zdrowy lęk” przed przyjęciem - zapytasz: „A co będzie jak nie wyjdziesz z halucynacji? Czy wyobrażasz sobie swoje dalsze życie w psychiatryku?”. Ja myślę, że należy przede wszystkim informować i edukować zarówno młodzież, jak również rodziców.

EZG.INFO.PL: W takim razie co z teorią Marka Kotańskiego, czyli podziałem na miękkie i twarde narkotyki? Według niej nie należałoby się aż tak bardzo przejmować dopalaczami.

N. K.: Ta teoria narobiła wiele złego. To jest mit, który został zaszczepiony przez dealerów. Wszyscy moi podopieczni, którzy brali również heroinę w ostatnim etapie uzależnienia, nie zaczynali właśnie od niej, ale od „lżejszych” rzeczy – alkoholu, marihuany. Dla mnie przerażająca jest sytuacja, kiedy przychodzi rodzic z dzieckiem i mówi: „Proszę pani, on tylko pali marihuanę; on tylko bierze dopalacze”. To nie jest "tylko". Od tego się zaczyna.

 

.