WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

Nasza chwilowa nieobecność wzbudziła wiele zapytań, niekiedy przejawy troski i zasmucenia. Największy jednak żal i tęsknotę wyrazili nasi koledzy Młynarze, których nieśmiało prosimy o wybaczenie, że nie mieli przez to o czym ostatnio pisać i wiało w ich tekstach zwyczajnie nudą. Ochoczo Panowie przybywamy i wodę na to Wasze młyńskie koło zapodamy, mękom Waszym kładąc kres. Wszystkim zawiedzionym brakiem naszej aktywności literackiej śpieszymy donieść, że jako ludzie lasu, musieliśmy zająć się przez moment przygotowaniem do wiosny i posprzątaniem po zimie. Inaczej niż to ma miejsce w Zgierzu, gdzie po zimie sprząta się latem, a wakacje – jak w przypadku Czcigodnej – przypadają zimą właśnie.

Tak dużo się ostatnio w naszym mieście wydarzyło, że całą noc zastanawialiśmy się, ja Żwirek i ja Muchomorek, które z tych sensacji skomentować w Wielkim Tygodniu. Czy to, że po przemianowaniu historycznego Starego Rynku na Plac Jana Pawła II i nadaniu rondu imienia Lecha Kaczyńskiego, postanowiono tym razem o nadaniu honorowego obywatelstwa księdzu Isakowiczowi-Zaleskiemu, który jak wiadomo zrezygnował z uruchomienia schroniska dla bezdomnych w jednym z domów tkaczy, czy może to, że prawi i sprawiedliwi radni miejscy zablokowali możliwość zgłaszania projektów uchwał przez samych zgierzan. Dodajmy, że nazwano to hucznie „pajdokracją”, przy czym w imieniu radnego przywołującego ten termin wyjaśniamy, że nie chodzi o masowe przynoszenie chleba na sesje miejskiej rady. Wtedy zapewne, jako miłośnik mącznych profesji, ów projekt byłby on poparł.

A może – rzucił pomysł Żwirek – stworzyć coś pod te święta, np. o miejskim spotkaniu wielkanocnym i mini-ZOO przed magistratem? Każde bowiem narodziny w kraju nad Wisłą są w cenie, a narodziny nowych świeckich tradycji zwłaszcza. Skapitulował jednak Żwirek szybko wobec bojowej postawy Muchomorka. Więc dziś wersji light nie będzie.

Pewien radny wojewódzki, reprezentant partii o wielkanocnym PiSankowym szyldzie, wziął udział w tzw. marszu w obronie wolnych mediów, który miał miejsce w Łodzi w pierwszej połowie marca. Zamieścił przeto na fejsbuku słitfocie ze swoim politycznym ziomalem, posłem przy okazji, co to zasłynął swego czasu w olaniu służb porządkowych i wymachując immunitetem bronił krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Patetycznie ów radny opisał przebieg i postulaty protestu, czym sprowokował Muchomorka do wyrażenia swojego stanowiska. Jako przywiązany do idei wolnościowych, a jednocześnie czuły na punkcie budzącej wstręt manipulacji społecznej, Muchomorek wziął w obronę media prawdziwie wolne, a skrytykował te, w obronie których marsz był przemaszerował i które z wolnością mają tyle wspólnego, co toruńska rozgłośnia z chrześcijańskim miłosierdziem. Nie spodobało się to panu radnemu i kazał Muchomorkowi zadzwonić po towarzyszy zza Łaby i Antifę. Szkoda tylko, że żadnych namiarów na nich nie zostawił, bo się Muchomorek bidula dodzwonić teraz nie może. No chyba że radny miał na myśli enerdowskie krasnale ogrodowe…

Tymczasem inny aktywista wielkanocnie brzmiącej partii (bo w czapkach się nam nie mieści, że mogłaby być to ta sama acz schizofreniczna postać), będący przypadkiem wiceprezesem zgierskiej telewizji, postanowił rozliczyć współpracującego z nią Muchomorka z partyjnej przynależności. Nie może być przecież tak, że dziennikarz należy do jakiegoś politycznego ugrupowania. Takie rzeczy uchodzą jedynie prezesom, względnie ich wice. Oświadczenie Muchomorka, że nie przynależy, wiceprezesowi nie wystarczyło. Oficjalne zapytanie do szefa zgierskiej PO zostało wystosowane, ten potwierdził w zgodzie z prawdą wersję Muchomorka. Nie myślcie, że to koniec historii wydawałoby się prostej jak budowa cepa. Niepocieszona odpowiedzią chłopina postanowiła pójść za ciosem i popytać wyżej – w regionie, a jak i tam się nie uda, to w centrali rządzącej partii. Muchomorek z niecierpliwością czeka teraz, aż pożal się boże wiceprezesina pośle zapytania do wszystkich polskich partii, poczynając od struktur gminnych a na centralnych skończywszy, nie wyłączając szeregów polskich przyjaciół piwa, od pewnego czasu już nieistniejących. Gdyby to jednak nie przyniosło pożądanych skutków, proponujemy napisać też do papieża, wszystkich świętych, w tym – nie zrażając się porą roku – Świętego Mikołaja. W końcu najważniejsze jest twardo trzymać się założonej tezy. Gdy nie daj boże przeczą jej fakty – tym gorzej dla faktów.

Jedno tylko nas w obu tych historiach zastanawia – choć to zapewne dzieło złośliwego przypadku – że radny obrońca wolnych mediów i wiceprezes telewizji nękający jednego ze swych niezależnych dziennikarzy noszą to samo nazwisko i na oko podobni są do siebie jak dwie krople wody, bynajmniej nie święconej. I jak wieść gminna niesie, obaj nie mają nic wspólnego z kopulującymi na łamach zgierskiego dwutygodnika Młynarzami. Ale my z lasu, to może to świeże powietrze nam tak zmysły postrzegania zaburza…

Od, nomen omen, 1 kwietnia mamy w naszym mieście tramwajową rewolucję. Pod koniec marca połączone siły czcigodnych ze szczytu Ozorkowa, Łodzi i Zgierza odtrąbiły sukces dziewięciomiesięcznych negocjacji i podpisały porozumienie w myśl których, Łódź bierze wszystko, a reszta gmin się na to ekstatycznie zgadza. Orgia była przednia do tego stopnia, że prasowy organ zgierskiego magistratu obwieścił obniżkę kosztów podróży pomiędzy naszym miastem a stolicą województwa. O tym, że dla pasażerów korzystających z komunikacji tylko po Zgierzu porozumienie oznacza de facto droższe bilety, już nie wspomniano. Z kronikarskiego obowiązku wypada na koniec dodać, że – jak to w prima aprilis bywa – już pierwszego dnia obsługi linii „46” przez łódzkie MPK, zamiast tramwajów kursowały autobusy komunikacji zastępczej. Drugiego zresztą też. Nie musimy zatem Wam opowiadać, jak w praktyce ziściły się sny Czcigodnej ze Szczytu o podniesieniu standardów świadczonych usług przewozowych: łódzcy kierowcy zastępczych autobusów niemający bladego pojęcia jak jeździć po Zgierzu i gdzie zlokalizowane są przystanki, zagubieni jak dzieci we mgle, pasażerowie pozostawieni sami sobie, w ostatniej chwili widząc autobus, pędzący wprost pod równie pędzące samochody, jednym słowem cyrk.

Wspominaliśmy już kiedyś, że jedna ze zgierskich radnych, opisana przez Młynarzy jako nazbyt awangardowa w swoim image, popełniła interpelację-zapytanie do Czcigodnej ze Szczytu w przedmiocie powołania swojego attachè kulturalnego. Jej Czcigodny Mecenat rad co prawda nie potrzebuje, ale nijaka zgierska kultura i owszem. A wszystko w dobie kryzysu i bez zapytania samych zainteresowanych, czyli artystów, o zdanie. Pytań rezolutna radna zadała kilkanaście, obficie je argumentując. Na laika nie trafiło, w końcu sama działa w zgierskiej Kulturze od kilkunastu lat. Ignorancji nie zabrakło na szczęście po stronie adresatki interpelacji, dzięki czemu cała operacja pięknie się zbilansowała. Merytoryczne pytania kontra bełkot urzędniczy – thriller taki nasz lokalny. Dość powiedzieć, że na te kilkanaście pytań pseudo-odpowiedzi wraz z doktorską pieczęcią i równie imponującą parafą zmieściły się na jednej stronie A4. A wszystko w tonie filmowego „jak mówię to mówię, jak mówię to wiem”. I to jako Czcigodna wiem najlepiej – trzeba dodać. Są też w sumie dobre wieści – podobno w całym kraju samorządy tną wydatki na kulturę, a w naszej wsi odwrotnie. Super hiper extra nówka speca od wspierania i integracji (dawniej tzw. KO-wiec) ściąga się z Łodzi i dukatów na zatrudnienie w magistracie nie szczędzi. Jak przystało na publiczne złocisze, należą one do sfery prywatności. Po tym wnioskujemy, że najpewniej kolejną utajnioną informacją będzie projekt miejskiego budżetu, jako efekt radosnej twórczości własnej, z gruntu doktorskiej. W naszym grodzie przecież jedynie treść pamiętników podawana jest do wiadomości publicznej. Logika to boska, zatem Boże chroń Czcigodną!

No nic, my tu gadu-gadu, a święta za pasem. Mimo, że obu nam szczególnie katolickich koligacji zarzucić nie można, to życzymy Wam przepełnieni miłością Wesołego Alleluja (i do przodu)! Cieszmy się ze wspólnych z bliskimi osobami chwil przy wielkanocnym stole. A w poniedziałek życzymy Wam zwilgotnienia tu i tam. Kochajcie się!

Żwirek i Muchomorek

.