WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

Moglibyśmy zacząć od tego, żeśmy mało empatyczni (nasza culpa, nasza culpa). Ale to, do czego byśmy tym samym nawiązali, jest tematem tabu, to znaczy albo dobrze, albo wcale. Zatem wcale. Choć Muchomorek nieśmiało chciał, to śmielej go Żwirek przegłosował. Napiszemy dziś za to o tym, jak cały Zgierz – w przerwach na śmianie się oczywiście – czyta, jak to władza uprawia kulturę dywanikową, no i jak to układ w kulturalnej konspiracji jest poszukiwany / poszukiwana. Choć z bólem (bulem?) odnotowujemy, że nikt nie odpowiedział na nasz konkurs z owym układem powiązany, na co pełni nadziei (nadzieji?) czekaliśmy.

Na początek pewna doza optymizmu: Zgierz coraz więcej czyta! Przodownikami pracy w tej dziedzinie jak to zazwyczaj bywa jest Szczyt i jego podnóże. Zgodnie ze starą maksymą należy przykładać należytą uwagę do tego co komentujemy i polubiamy w Internecie, o portalach społecznościowych nie wspominając. Wielki Brat patrzy. Więcej nie napiszemy, bo jeszcze komuś się ów tekst spodoba i to wyrazi, no i nieszczęście gotowe. A my przepytywania na dywanikach nikomu nie życzymy, no chyba że takich z mchu i paproci.

Wracając do głównej naszej ciekawostki przyrodniczej na ten tydzień, a więc odpowiedzi na pytanie dlaczego zgierzanie masowo zadzierają głowy do góry, jadąc miejskimi autobusami. Zgodnie ze starym porzekadłem, podróże kształcą i taki też cel przyświecał autorom prezentacji wyświetlanej w środkach zgierskiej komunikacji. Teleodbiorniki, znane wcześniej jako „to coś świecącego się na niebiesko w autobusie albo nieświecącego w ogóle”, przedstawiają wreszcie jakąś treść. Jeśli ktoś nie miał do tej pory przyjemności zapoznania się z nią, uprzejmie donosimy: urząd naszego miasta zabiera nas do świata faktów, inwestycji i remontów, czyli wszystkiego tego, czego gołym okiem zwykły śmiertelnik nie dostrzega, a więc tak naprawdę zobaczyć nie chce. Dzięki temu przeciętny zgierzanin wie już, że zmniejszono, co potrzeba i zwiększono, czego zmniejszyć się nie dało, choć opowieść ta nie zaczyna się słowami „za górami, za lasami”. Nieskromnie poczytujemy sobie to jako reakcję na drobną sugestię poczynioną przez Żwirka, że kontakt na linii władza – społeczeństwo trzeszczy. Wszelkich pokrzywdzonych, których działania zostały wpisane na listę zasług urzędu miasta, z tego miejsca przepraszamy (choć nie nasza culpa...).

Jako że w Grodzie Tkaczy nic i nikt nikogo nie interesuje, nie małą burzę wywołał wpis pewnej radnej, znanej ze swoich wystąpień artystycznych. Raczyła ona napisać o swoim przerażeniu terrorem i żenadą ogarniającymi miasto. Po pierwsze należy zwrócić uwagę na to, że to, co opanowywało nasze miasto to śnieg i plucha, zatem terror i żenada zostały po części zasypane. Szczęśliwie poleciały głowy tych, którym przypisano to zaniedbanie. Dzięki temu terror i żenada mogły ujrzeć światło dzienne. Radna wyraziła co więcej zaskakującą wątpliwość, czy aby na pewno żyjemy w kraju demokratycznym. Pozwolimy sobie odpowiedzieć, a przygotowani jesteśmy do tego nie gorzej niż urzędowi doradcy i prawnicy: nie wiemy jak kraj, ale miasto nasze spełnia wszelkie możliwe standardy, z demokratycznymi włącznie. Wszakże w niektórych niewybrednych ujęciach do istnienia tegoż ustroju wymagane są wolne wybory. A te, jak wspomnieliśmy w poprzednim tekście, już się odbyły, więc demokratycznie jest. Ani Żwirek, ani Muchomorek tego świętego prawa nie chce naruszać. My jesteśmy całkiem za. A nawet przeciw (nasza culpa…).

Był kiedyś taki program „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Tak sobie pomyśleliśmy, że jak znalazł byłoby się do niego zgłosić, albo przynajmniej polecić potrzebującym. Otóż rzucamy hasło: cały Zgierz szuka układu w środowisku artystycznym! Okazuje się bowiem, że jego integracja polegać ma tak naprawdę na dezintegracji szeregu powiązań, układów, na czele z układzikami, no i dziwnych zależności co to z artyzmem nie mają za wiele wspólnego. Nie mamy żadnych, ale to żadnych zastrzeżeń do tej logiki, inspirowanej zapewnie ministerstwami pokoju albo i miłości nawet. Ogłosiliśmy parę dni temu konkurs na nazwę owego układu. Być może zapowiedź, że nagród nie przewidujemy, podziałała deprymująco na zainteresowanych, ale mamy nadzieję, że wiedzą oni chociaż, gdzie owo epicentrum układu się znajduje. Można w tym względzie pomóc Szczytowi, co zaoszczędzi mu roboty i pozwoli zająć się czymś pożytecznym.

Pozostając na Szczycie... Ostatnimi dniami łódzki radiowęzeł (z pewnością kolejna tuba propagandowa układu) badał stołkowe zaangażowanie Czcigodnej w dbanie o prawidłowy przepływ zgierskiej wody i energii. Odnotujmy, że dba się o to bynajmniej nie społecznie, ale aż boimy się zaglądać do cudzych kieszeni. Znów wygrał argument „bo mogę”, a jak wiadomo: chcieć to móc. Niegdyś jedno stanowisko obsługiwało kilka osób, teraz jedna osoba może obsługiwać kilka stanowisk. Ani Żwirek, ani Muchomorek nie byliby w stanie temu trudnemu zadaniu sprostać, na szczęście są tacy, którym świetnie to wychodzi. Nawet na L4. Chodzą pogłoski, że w najbliższym czasie Czcigodna będzie zarazem także Wiceczcigodną, dołączy do grona swoich doradców, a w przyszłości zastąpi obecną Radę Starszych i sama będzie sobie opozycją. Konstruktywną rzecz jasna.

Na dziś to tyle. Parę zbliżających się dni poświęcimy na przygotowania do lektury zgierskiego dwutygodnika. Wiecie, ziółka i te sprawy…

Żwirek i Muchomorek

.