WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Z głębokości układu wołamy do naszych Czytelników już po raz drugi. Objedliśmy się dziś tłustymi czwartkowymi pączkami, więc możemy znów trochę pozarażać zażenowaniem. Bo żenująco ze strony władz i urzędu było ostatnio że ho! ho! Obiecujemy zbliżyć się do tego poziomu, choć pokornie prosimy o wybaczenie na wypadek, gdybyśmy tak zwyczajnie po ludzku nie sprostali.

Zacznijmy od tego, że Żwirek wstąpił na nową drogę życia. Odważył się był on wystąpić w zgierskiej telewizorni, komentując to, o czym należy milczeć, czyli sami wiecie co. W dodatku pokazał swoje nazwisko, twarz z charakterystycznym grymasem i szarą koszulę w prążki, więc sami rozumiecie – rozpętał burzę. Najpierw pobudził on Wiceczcigodną, później samych guru globalnego dziennikarstwa, czyli mącących Młynarzy. Być może było też odwrotnie, ale o to należałoby spytać tych zgierzan, co to w swej zwykłości posiadają ponadprzeciętną wiedzę i umiejętności. Jako że w wywiadzie mowa była o osławionych w swej hańbie plakatach, część z nich raczyła rozszyfrować, że to sam Żwirek je rozwiesił. Sam zainteresowany co prawda takowego wydarzenia w swoim życiorysie nie zapamiętał, niemniej dziękuje poczciwym specjalistom od rozróżniania uśmiechu za jego przypomnienie. W razie gdyby po raz kolejny urwał mu się film, wie do kogo się zgłosić. Gwoli ścisłości i na wszelki wypadek Żwirek bez bicia i karnego jeżyka przyznaje, że za swoimi odstającymi uszami ma jeszcze parę innych przewinień. Ongiś utarł on nosa Sfinksowi (temu od piramid, nowa knajpa w Mieście Tkaczy może spać spokojnie), przekrzywił wieżę w Pizie, no i, w przeciwieństwie do Edyty Górniak, swego czasu był też Ewą.

Wracając do rozbudzonej Wiceczcigodnej, śpieszymy donieść, że zarówno ja - Żwirek, jak i ja - Muchomorek, z uwagą zapoznaliśmy się z jej thrillerem w odcinkach dotyczącym referendum. Naturalnie przyznajemy rację w dwóch sprawach. Po pierwsze w naszym mieście jest naprawdę super, tak więc myślenie, a co dopiero mówienie, że może być/jest (niepotrzebne skreślić) inaczej, to zwyczajne faux pas. Jak najbardziej (to po drugie) w demokratycznym mieście, jakim jest Zgierz, na raz wybraną władzę ręki podnosić nie wolno. Nie żeby Szczyt tę rękę chciał utrącić, bo przecież w pocie czoła pracuje, więc na to czasu żaden władający nie ma. Frustratom, nie mylić z kastratami, z troską polecamy wyczekanie w bólach do końca kadencji. Wszak skracanie jej jest zwyczajnie niedemokratyczne, nieeleganckie i po prostu „a fe”. Naturalnie nie wypada nam się nie zgodzić z tym (to po trzecie, Muchomorek ma jednak problemy z liczeniem), że zamiast na referendum pieniądze z wątłego budżetu miasta można wydać na wiele innych pilnych potrzeb. Na kolejnego doradcę na przykład.

A propos zatrudnień, to znaczy zwolnień, to znaczy już sami nie wiemy czego, Czcigodna po rozpatrzeniu sprawy, zdecydowała się obdarzyć anonimowych reakcjonistów swym fochem. Na łamach swego prywatnego/publicznego (niepotrzebne skreślić) dwutygodnika naturalnie. Jedna z pań redaktor w jej imieniu wzięła ten krzyż na swoje barki i choć czuła dyskomfort kontaktu ze słupem ogłoszeniowym, odpowiedziała mu, że właściwie nie ma na co odpowiadać. Dzięki temu wiemy między innymi, że na pensje istniejących od zawsze pod różnymi nazwami asystentów i doradców (których wysokość, na marginesie dodajmy, należy do danych chronionych przed obywatelami), tym razem solidarnie złożyło się kierownictwo miasta. Ekonomiczny zmysł podziwiamy i szanujemy. Salomon z pustego nie naleje, władze naszego miasta i owszem. Szczególnie, że mają doktorat z owego.

I za to najpewniej kochają Najczcigodniejszych ze Szczytu mieszkańcy naszego miasta, czego wyraz dali w walentynkowy dzień przed zgierskim magistratem. Żwirek i Muchomorek polubili nawet pomysł utworzenia Serca Zgierza, który przecież jest świetny z punktu widzenia promocji miasta. Ku ich zaskoczeniu jednak sercu dorobiono ideologię. Ogłoszono bowiem wszem i wobec, że był to flash mob zapalonych kilkuset zgierzan na znak miłości do swojego rodzinnego miasta. Patologiczna to miłość i związek dodajmy, ale jak to ksiądz mawia - człowiek niech nie rozłącza. Gdy Muchomorek zapytał, czemu właściwie nas tam nie było, Żwirek roztropnie odpowiedział, żeśmy wtedy wolnego nie mieli i ani z nas urzędnicy, ani do szkoły żadnej nie chodzimy, co by nas spontanicznie jak w Korei Północnej zaproszono. Muchomorek oberwał zresztą porządnie, że znów marudzi i narzeka, a i szczyptę zazdrości mu wytknięto. Choć powinien już przywyknąć, poczuł się dotknięty i wysłał walentynkę do samego siebie. Dzięki temu przez chwilę mógł poczuć się jak zgierska władza. Prosimy tylko gorąco, by nie karano tych, którzy nie dość entuzjastycznie wyrażali swoją radość z uczestnictwa w tym dobrowolnym happeningu. Albo nie daj boże, płakali za mało rzewnie.

O walentynkach pamiętał także zgierski poseł z rządzącej partii, który odkrył w sobie duszę hippisa i został orędownikiem związków partnerskich. Hiszpańską inkwizycję, której rzecz jasna nikt się nie spodziewa, uspokajamy, posłowi nadal przychodzi stać po słusznej stronie mocy, bo związki, o które walczy, mogą połączyć ludzi różnych orientacji, a pewnie i różnych poglądów oraz ras. Zanim jednak owa ustawa wejdzie w życie, sakramentalne „tak” będzie musiał wypowiedzieć premier, a że ten nie chce swojej zguby, najbliższe miesiące upłyną posłowi na poszukiwaniach najmniejszego chociażby krokodyla. Swoją drogą, temat związków od razu podchwycili Młynarze, tak więc być może już niedługo otrzymamy od nich kolejne zaproszenie. Tym razem już nie na brydża. Kochajmy się, w końcu miłość nie ma płci ani politycznych barw. Nie możemy tylko ja - Żwirek i ja - Muchomorek porozumieć się, co do wyboru życiowych partnerów - który weźmie Pawła a który Gawła. Wszak z obu kawał ciacha(ów), o czym głośno krzyczą na fejsbuku. Narcystyczni onaniści tacy.

Żeśmy się rozpisali dziś, a jeszcze we wtorek wołaliśmy w radiowęźle, że nuda była i posucha. Jak na zawołanie spadł śnieg i wreszcie zaczęło się dziać! Nawet Paweł i Gaweł, na co Czcigodna ze Szczytu zdążyła im jeszcze pozwolić (znaczy chyba nas też przeczytała) o nas wspomnieli, za którą to promocję składamy najgłębsze podziękowania. Muchomorek nadal jednak jest nie pełen satysfakcji, skoro znowu go z nazwiska nie wymieniono. Ale, że się podtarł zającem, to nie wiedział. Zwykle używa do tego gazety. Czasem dwutygodnika. Nawiasem mówiąc ogrzewać się przy Was, Młynarze, nie zamierzamy, bo nie ma co – każdy koksownik zaczyna w końcu dymić. My zaś lubimy czystą, przejrzystą atmosferę. Najlepiej mchem i paprocią pachnącą.

Post Scriptum od Muchomorka:

Urzeknięty fraszką o ordynarnym niedźwiedziu, co się zającem podtarł niewybrednie, postanowiłem i ja Młynarzom zadedykować anonimowego autorstwa wierszyk-epitafium, bom perwersji piewcą:

Tu spoczywa na wieki człowiek ten niebogi,
co zginął dowodząc słuszności swej drogi.
Miał śmiertelną rację, kiedy po niej pędził.
A teraz jest martwy, jak niegdyś był w błędzie.

Żwirek i Muchomorek

 

.