WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

Tak to już jest i być powinno, że obywatele kontrolują władzę. Niektórzy biorą sobie do serca to prawo jedynie w dniu wyborów, innym natomiast idea ta przyświeca także w olimpijskim okresie między elekcjami. Dwoją się więc i troją, by wszelkie działania grup trzymających władzę obserwować, a wpadki zauważać i nagłaśniać. Z troski, naturalnie.

Tak to już też jest, że choć ludzie są przeciwko bezrobociu, to zatrudnieniom w urzędowej administracji są przeciwni jeszcze mocniej. Idealiści mogliby w tym miejscu rzec, że wynika to z liberalnego usposobienia społeczeństwa, domagającego się likwidacji nazbyt rozbudowanej organizacji państwowej tudzież samorządowej. Co starsi górale jednak powiadają, że obywatele po prostu chcą w należyty sposób patrzeć władzy na ręce – a im więcej rąk (do pracy, oczywiście), tym jest to trudniejsze.

Tak to już bywa, że nośnym hasłem kampanijnym jest uszczuplenie urzędniczej klasy zawodowej. Każda władza – byle poprzednia – zatrudnia zbyt dużą liczbę różnej maści naczelników, podnaczelników, asystentów, podasystentów, doradców i poddoradców. Każdej władzy – byle poprzedniej – wyliczyć należy koszt utrzymania tychże stanowisk i oczywiście zaproponować, że ów wydatki przeznaczyć się powinno na potrzebniejsze cele: służba zdrowia, edukacja, kultura – do wyboru, do koloru.

Tak to jednak jest, że wraz ze zmianą miejsca siedzenia zmienia się również punkt widzenia. Ktoś naturalnie mógłby powiedzieć, że gdy patrzymy na pewne rzeczy z góry, rozumiemy je w pełniejszy i wyraźniejszy sposób. Wniosek płynący z tego stwierdzenia jest prosty – podejmowanie działań, obarczone spoglądaniem na istotne sprawy z nowej i szerszej perspektywy, nie może się obejść bez pomocy określonej liczby naczelników, podnaczelników, asystentów, podasystentów, doradców i poddoradców. Gdyby Abraham Maslow stworzył piramidę potrzeb nie zwykłych ludzi, a ludzi u władzy, tę potrzebę umiejscowiłby gdzieś u podstaw.

Tak to, niestety dla władzy – byle nowej – się wydarza, że wyborcy pewną dawkę pamięci mają, a i liczyć i czytać potrafią. Ci nieco bardziej utalentowani potrafią nawet swoje spostrzeżenia artykułować. Społeczeństwo obywatelskie z chęcią wyliczy każde nowo powstałe stanowisko, o każde pytając „dlaczego”. Nie wiem, kto ośmielił się zapytać o to na łamach zgierskich słupów ogłoszeniowych, niemniej jak widać jest to miłośnik tego dziennikarza, który zawsze podkreśla, że „warto rozmawiać”. Swoją drogą – myśląc już o potencjalnej odpowiedzi na zadane pytanie – zabawnym dla matematyków i intrygującym ich może być fakt, że liczba członków urzędowej klasy zawodowej zmniejsza się za każdym razem, gdy dołącza do niej następny „jegomość” bądź kolejna „znajomość”. Jak głosi kolęda: „cuda, cuda, ogłaszają”.

I tak to już chyba pozostanie, że brzytwa Ockhama, proponująca niemnożenie bytów ponad potrzebę, nie zagości na stałe w otwartych (na proponowanie nowych stołków) urzędowych progach. Nawet jeśli to zasada nie tylko filozoficzna, ale i ekonomiczna. Naturalne jest po prostu to, że jest nieżyciowa. A zatroskani o los budżetu miasta obywatele po prostu tego świadomi nie są, i być nie chcą. Tylko czekać, aż powołany zostanie ktoś, kto mógłby im tę prawidłowość wytłumaczyć.

 

Adrian Skoczylas

 

.