WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


"Kim jest dla Ciebie prawdziwa kobieta?" - takie pytanie zadałam mojemu koledze. Ten stuprocentowy samiec z szelmowskim uśmiechem (choć rozmawiałam przez telefon, jestem pewna, że właśnie taką miał minę) szybko odpowiedział: „w towarzystwie damą, w domu gospodynią, w łóżku dziwką..”. I choć liczyłam na filozoficzny dyskurs (chociaż czy z facetem można na to liczyć?), dostałam tzw. samo gęste. Co najlepsze/najgorsze przytaknęłam mówiąc po prostu – „racja, racja”.

Było to jednak dobrym punktem wyjścia do rozmyślań nad moją kobiecością i tym jak oceniam siebie jako przedstawicielkę płci pięknej. Spojrzałam w lustro. Postanowiłam rozpocząć od zewnętrznej warstwy, gdyż tę właśnie bierzemy na tapetę w pierwszej kolejności, gdy staje przed nami całkowicie obcy człowiek. Szara bluza z kapturem, lekkie zmęczenie na twarzy (nie wiem czy spowodowane porą roku, czy chwilowym fatalnym stanem zdrowia mojej córki), ale i błysk w oku oraz ciepły uśmiech utwierdziły mnie w przekonaniu o pewnego rodzaju atrakcyjności, o którą przecież my kobiety tak bardzo zabiegamy. I choć nie przyznajemy się do tego, pamiętając o wpajanej nam do głowy skromności, lubimy się podobać. Podobać mężczyznom, ale co więcej – lubimy robić wrażenie właśnie na innych kobietach. Myślę, że nawet najlepsze komplementy faceta są mało znaczące, gdy widzimy zazdrość w oczach kobiet znajdujących się np. na sali, do której właśnie wchodzimy lekko spóźnione…

Jestem zadowolona, najważniejsze to akceptować siebie. Niestety dla nas jest to takie trudne. Kilogram za dużo tutaj, skórka pomarańczowa na udach i w dodatku te piekielne rozstępy. Patrzymy na siebie i najczęściej skupiamy się na tych mało istotnych (z męskiego punktu widzenia na bank) szczegółach. A tak mało potrzeba nam do tego, by podobać się światu. Wystarczy, że zaczniemy od samych siebie. Lubiąc swoją fizyczność, akceptując swoją seksualność, godząc się z każdą nową zmarszczką i tym, że czasu nie da się cofnąć, staniemy się dla siebie przyjaciółką. Jednym słowem do pełni kobiecości potrzeba nam czasem pogodzenia się z własnym wyglądem, z całym jego pięknem i wszystkimi jego niedoskonałościami. Jeśli same dostrzeżemy to piękną, cały świat zrobi dokładnie to samo.

Puszczam do siebie oko i uśmiecham się zalotnie jakbym mówiła – "no to pa ślicznotko, czas zastanowić się nad środkiem". Do głowy od razu przychodzi mi znane zdanie: "Kobieta zmienną jest". A może po prostu w kobiecie mieszka wiele różnych istot? I ciekawe właśnie w tym jest to, że często próbujemy je w sobie tłumić, ukrywać swoje różnorodne twarze, w obawie przed tym, że ktoś zobaczy nas w złym humorze… Sama znam to z własnego życia, bo tak trudno jest się przyznawać przed ludźmi, że miewam słabsze dni, że nie zawsze jestem taka uśmiechnięta i radosna. Z wiekiem na szczęście przychodzi pewne pogodzenie z tym faktem i jakoś łatwiej z tym żyć. Okazuje się w końcu, że samo polubienie się ze swoją fizycznością to za mało, trzeba jeszcze pokochać siebie ze wszystkimi wadami i zaletami. A wad niestety trochę posiadam, choć wolałabym ten wycinek siebie zmodyfikować… niestety wymagałoby to chyba za dużo pracy więc łatwiej jest już się z nimi zaprzyjaźnić ewentualnie spróbować trochę je ujarzmić.

Nie pozostaje mi więc nic innego jak dojść do takiego punktu w moim byciu kobietą, gdy śmiało „przebiję piątkę” z sobą tą uroczą, czy zmysłową, ale także z tą histeryczną, czy zagubioną. Kiedy zdam sobie sprawę, że wolno mi być bezradną, potrzebującą pomocy małą dziewczynką, a nie wiecznie twardą i walczącą wojowniczką. Może na to potrzeba trochę czasu… Może potrzeba bagażu doświadczeń… Może potrzeba po prostu odwagi lub drugiego człowieka...

I tak wszystkie te myśli przebiegły mi po głowie… Wiele godzin zastanawiania się nad sobą, godzin przerywanych oczywiście różnymi czynnościami okołodomowymi, dało właśnie taką refleksję końcową. Kochać siebie to przyjmować siebie ze wszystkimi cudami i cudactwami.

A mężczyznom pozostawmy prostą definicję kobiety idealnej… i mądre słowa Oscara Wilde’a: „Kobiety należy kochać, lecz nie próbować ich zrozumieć”. Paniom natomiast więcej zrozumienia dla samych siebie!
Justyna Zielińska
.