WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


Czy człowiek się zmienia? Na to pytanie spora część ludzi (w tym również ja) odpowiada, że tak. Człowiek jest w stanie odmienić swoje życie, jak i swoje zachowanie pod wpływem doświadczeń oraz wydarzeń dziejących się obok niego. Niektórzy twierdzą, że zmiana przychodzi im z łatwością. Jednak pewna osoba zwróciła na siebie moją uwagę, mówiąc, że ludzie się nie zmieniają, a dojrzewają.  W gruncie rzeczy pozostają tacy sami. Co więcej, nie zgadzała się z moim zdaniem, że człowiek jest dobry, a świat go niszczy. Było to 7 miesięcy temu.

Ponad pół roku. Tyle czasu potrzebowałem na zmianę swojego światopoglądu… Przekonań, którymi żyłem. Myśli, które mówiły, że otaczający mnie ludzi są życzliwi, uprzejmi i co najważniejsze - pomocni. Taka wizja idealnej społeczności, którą było strach zniszczyć swoją niedoskonałą osobą. Albo wizja świata jako koszmarnego miejsca, które niszczy tych wspaniałych ludzi. Jeszcze to wypełniało mój umysł. Te przekonania dojrzewały we mnie przez spory kawał życia. Siedem miesięcy wystarczyło na przyglądanie się prawdzie.

Zaczęło się niewinnie, od przyjaźni. Pozornie pozytywna relacja między ludźmi, oparta na wzajemnym zaufaniu. Są i tacy, którzy posiadają zgoła inną definicję. Dzisiaj uważam, że w sedno trafia stwierdzenie, iż przyjaciele to ludzie, którzy wiedzą o nas wszystko i nadal nas lubią. Teraz to daje mi do myślenia. Szkoda, że nie usłyszałem tego w poprzednim okresie mojego życia. Wówczas zaufałem komuś, komu nie powinienem. Komuś, kto nie był tego wart. Była to osoba, która na tyle mi imponowała, że postanowiłem za wszelką cenę utrzymywać z nią i pozostawać w najlepszych relacjach. Przez tą osobę zrujnowałem swój umysł. Ciągłe zastanawianie się, czy dobrze postąpiłem, czy czegoś nie zrobiłem źle. Było to okropne przeżycie, którego nie życzę nikomu. Pewnie nie jestem odosobniony w tym myśleniu, pewnie każdy, kto obecnie ma w swoim życiu trudny okres, to wie o czym mówię. Ja na szczęście mogę śmiało powiedzieć, że udało mi się z tego wyjść. Trwało to jednak na tyle długo, że pozwoliło mi zaobserwować inne szokujące zjawiska, towarzyszącemu mojej codzienności, o których miałem inne wyobrażenie.

Człowiek to istota społeczna. To pewne. Każdy z nas ma potrzeby, przemyślenia, refleksje. Na różne wydarzenia reaguje nie tylko instynktownie, ale i emocjonalnie. Pokazują to karty historii. Ludzie żyli w społeczeństwie od samego początku istnienia. Społeczeństwo kształtowało ich charakter i sposób myślenia. Wytworzyły się nawet grupy społeczne – bogaci, biedni; inteligencja, ignorancja. Wraz z warstwami pojawiła się żądza władzy, czyli coś co spowodowało rozlew krwi na świecie. Ból i cierpienie. Ludzie robili sobie wzajemnie krzywdę, by rządzić innymi. Mamy XXI wiek, a chęć panowania pozostała, lecz w innej formie.

Człowiek + władza = zło. To równanie pokazuje, jak istota ludzka z chęcią panowania zmienia siebie i innych wokół. Obecnie, władza nie oznacza dyktatury w dosłownym tego słowa znaczeniu. W dzisiejszych czasach to popularność możemy nazwać panem i władcą. Ten stan nazywam „gwiazdorzeniem”. Zapytacie, co to ma wspólnego z władzą? „Gwiazdy” stają się w pewnym sensie manipulatorami, a to daje możliwość panowania. Innym przykładem „plusów” popularności są znajomości, a to niczym w czasach PRL pozwala nam na „wyciągnięcie towaru spod lady”. Mówię tu o łatwości czerpania korzyści. Znajomości są dobre, ale jeszcze lepsze, gdy je przepuścimy przez sito zakłamania i sztucznych relacji. W ten sposób zostaną nam osoby, które lubimy, które kochamy, a nie ci, którzy mogą nam zapewnić tak zwaną korzyść materialną w życiu. Należy tu jeszcze wspomnieć, że człowiek jest istotą bardzo, ale to bardzo interesowną i egoistyczną. Nawet ci, którzy nazywają się altruistami, robią sobie dobrze pomagając innym (więc śmiem twierdzić, że altruiści nie istnieją). Im większa popularność, na więcej możemy sobie pozwolić. Pozwala nam na to akceptacja naszej publiczności. A im ona większa, tym lepiej. Ciągła manipulacja otoczeniem poprzez aktualizację samego siebie jest dobrym rozwiązaniem dla uzyskania celu. Może być zwykła zabawa albo po prostu zwrócenie na siebie w odpowiedni sposób uwagi otoczenia. Zwykle jednak jest to drugie. Subkultura? To już nudne! Ile można słuchać o tym, że ktoś jest „wyznania” emo, punk, czy gotyk. Obecnie popularne stało się przyznawanie do odmiennej orientacji seksualnej. Przez swoje „gwiazdorzenie”, człowiek sprzedaje swoją prywatność, chcąc zaimponowania tym, którzy śledzą uważnie jego każdy krok. Istnieją jednak osoby, które chcą żyć spokojnie i z dala od wszelakiej popularności, ale nie zdają sobie sprawy, że już stali się osobą publiczną. Przykładem może być nieświadoma manipulacja, poprzez wspomnianą aktualizację. Popularny sposób spotykany na serwisie Facebook. Wystawianie komentarzy, czy swoich refleksji daje nie tyle innym do myślenia, co pobudza ogólną ciekawość nad tym, czym kierował się aktualizator, pisząc podobne zdanie. Mimo to człowiek lubi być zauważalny. Nie każdy jednak lubi mieć ogromną widownię. Niektórym zależy na światłach jupiterów tylko w czyimś prywatnym życiu, ale niekiedy lampy gasną, a czerwony dywan zostaje zwinięty, często przez nasze kłamstwa.

Pokazuje to następny problem człowieka. Kłamstwo, które ma różne formy, a wiąże się z chęcią zaimponowania lub z popularnym już twierdzeniem „zakładania masek”. Bo jak to tak… być sobą wśród publiczności? Pokazywać swoje szare, nudne życie? Przyznawać się do tego, że gdy schodzę ze sceny to płaczę w poduszkę? Oni tego nie kupią, a ja stracę swój respekt. Muszę stać się aktorem własnego życia.

Co to są te maski? To nic innego jak okłamywanie siebie. Słowa mojej przyjaciółki, które mówią, że człowiek sam sobie wmawia zakładanie masek, bo boi się przyznać jaki jest naprawdę, są prawdziwe. Mówię to z pełną świadomością tego, bo sam przeszedłem przez okres „grania swojego życia”. Mój teatr został zamknięty, a wraz z nim zniknęła teoria, że maski są dobre. Bo w czym miały być lepsze od realizmu? Pozwalały one na bycie kimś, z kimś i gdzieś. Jednak życie to było złudne, niczym hologram; odbicie w lustrze; sen, w który tak bardzo chcieliśmy uwierzyć. Bo zbrodnią jest okłamywać kogoś, a jak nazwać oszukiwanie samego siebie? Zamachem na swoją teraźniejszość i przyszłość? Przeszłości nie da się zmienić, trzeba z nią żyć. Ona nas uczy. Teraźniejszość wychowuje, a przyszłość? Przyszłość jest zależna od nas. Od naszego życia. Zakładanie masek i udawanie kogoś, kim się nie jest, nie pomoże nam w późniejszym okresie życia. Wyrzuty sumienia? Nie. Coś więcej. To każdy z nas odkryje indywidualnie. Zależy jakie wartości znajdują się na pierwszym miejscu naszego życia. Ja miałem przyjaźń i to ona mnie inspirowała do udawania i to ona mnie zgubiła.

Prawda odkrywana przez kolejne miesiące udowodniła mi jak bardzo się mylę. Świat jest dobrym miejscem, a to człowiek go psuje swoją ignorancją, egoizmem i chęcią władzy. Potrzeba nam spostrzegawczych osób, które jak zauważą co się dzieje, to wyciągną pomocną dłoń i „gwiazdorom” wbiją do głowy, że prywatność jest czymś dobrym i na swój sposób modnym (bo innym), a „aktorom” delikatnie zdejmą maskę z twarzy i nie wystraszą się tego, co się za nią chowa. Mowa tu o przyjaźni. O czymś, co warto przeżyć. O czymś, co warto mieć.

Najgorsze jest to, że człowiek jednak się nie zmienia, a jeśli już to zajmuje mu to strasznie dużo czasu. Tkwi w swoich przekonaniach i poczynaniach. Myśli, że robi właściwie, a tak naprawę wyniszcza siebie i innych wokół. Zmiana swojego zachowania nie jest trudna, ale to nic nie robienie jest łatwiejsze. Przez lenistwo ludzie dojrzewają w swoich przemyśleniach, co jednak zajmuje im więcej czasu… Mnie wyjście z tego błędnego koła zajęło siedem miesięcy, a zastanawia mnie tylko, czy sam nie próbowałem chodzić po czerwonym dywanie wśród znajomych, czy tylko byłem czynnym gościem w czyjś prywatnych teatrach. Wszystko tu opisane jest częścią mojego życia. Życia, którego już nie ma, ale za którym czasami tęsknię. Czemu? Bo było mi znane, a przez to nie budziło we mnie strachu. Obecne, nowe jest niewiadome. Zmiana myślenia jest pozytywna, bo dodaje świeżości, a ja żyję teraz optymistycznie. Wiem, że będzie dobrze. Wiem również, że początki są zawsze trudne. Czy to w nowej szkole, w nowej pracy, czy właśnie w nowym życiu, z nową kartą przyszłości do zapisania.

(Podziękowania dla Justyny, Sandry i Mateusza, którzy przyczynili się do napisania tej recenzji).

Paweł Kacprzak

 

Chcesz podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami? Chcesz zaproponować temat do dyskusji? Mam wyrazić swoje zdanie? Napisz do mnie: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

.