WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 


Radna Miasta Zgierza. Brzmi dumnie. Przynajmniej w niektórych kręgach... Jednak co oznacza to w rzeczywistości? Jako jedna z 23 wybranych do sprawowania takiej funkcji w VI kadencji Rady Miasta Zgierza, postanowiłam uchylić rąbka tajemnicy... Zapraszam na moje "Wyniesione z sesji".

 

Wczoraj minęły pierwsze trzy miesiące urzędowania przy Placu Jana Pawła II. Nadal dobrze pamiętam emocje, które towarzyszyły mi podczas pierwszej sesji. Zaprzysiężenie. Jako jedna z niewielu nowych radnych nie wypowiedziałam w formułce "Tak mi dopomóż Bóg". Bo czy Bóg ma tu cokolwiek do powiedzenia? Myślę, że On patrząc na politykę i to w jaki sposób uprawia się ją w naszym kraju, wolałby mieć czyste ręce i trzymać się od niej z daleka. Więc z mojej strony ma całkowity spokój. Boga nie mieszajmy w sprawy poprawy stanu dróg w Zgierzu, znalezienia dodatkowych pieniędzy na inwestycje, stworzenia nowych miejsc pracy, wybudowania nowych mieszkań socjalnych...

Grudzień był miesiącem, w którym skupiłam się na obserwacji. Patrzyłam, słuchałam, zastanawiałam się nad tym, kto tutaj może zostać moim przyjacielem, ale o przyjaciół w Radzie również dość ciężko... Niestety. Bardzo szybko może się okazać, że umowy i ustalenia biorą w łeb, że nie ma nic stałego, oprócz stanów stałych w fizyce. Choć i te przy odpowiedniej temperaturze mogą nas zaskoczyć. A jeśli chodzi o temperaturę na sali obrad to bywa ona bardzo wysoka, dzięki emocjonalności co niektórych kolegów radnych, ale również obywateli miasta Zgierza, którzy bardzo (ku mojemu zaskoczeniu) aktywnie uczestniczą w pracach Rady. Tak więc pierwszy miesiąc jako ten służący wstępnemu przystosowaniu się do nowej rzeczywistości upłynął spokojnie.

Styczeń - jak to mówią "z nowym rokiem nowym krokiem", zaczęliśmy od zatwierdzenia budżetu. A jak wiadomo wszem i wobec - braki w kasie naszego miasta wymagają szukania wielu rozwiązań, pozwalających na podejmowanie działań, które zadowolą mieszkańców. I kolejna lekcja - zarządzanie finansami publicznymi. Szkoda, że praca domowa musiała zostać odrobiona, a lekcję  planuje się dopiero na marzec, kiedy to zostaniemy poddani szkoleniu z zarządzania środkami. Oczywiście dla starych wyjadaczy poprzednich kadencji to temat całkiem naturalny, dla nowych i "młodych" Radnych odrobinę skomplikowany. Ratować mogą jedynie wspomagający koledzy z Klubu, choć i z tymi czasem można wejść w konflikt, przedstawiając zgoła odmienne stanowisko na forum. Pierwsza lekcja życia w grupie - nie krytykuj. Sesja dotycząca zatwierdzenia budżetu jednak nie przyniosła ani krwi, ani potu. Po małych "kosmetycznych" zmianach wszystko zostało uchwalone.

Wczoraj odbyła się lutowa sesja. Od 9 do 16 z krótkimi przerwami na kawę, ważny telefon do chorej córki czy wizytę w pokoju 202 (moje ulubione miejsce w Urzędzie) w kwestii obgadania projektu międzynarodowego, spędziłam na sali obrad. 12 punktów do omówienia, przerobienia, przegłosowanie kilkunastu uchwał, złożenie interpelacji i wolnych wniosków do najważniejszych głów w mieście, zapytania mieszkańców, którzy walczą o swoje ulice, swoje chodniki, podwórka. Jako świeżo upieczona Radna próbuję odszukać swoją niszę. Nigdy nie interesowały mnie sprawy infrastruktury miejskiej, nawet w programie wyborczym nie wspomniałam jednym słowem, że o nią chcę walczyć. A okazuje się, że to należy do najczęściej poruszanych tematów na posiedzeniach. Ulica Witosa, która jest brana pod uwagę w planach na najbliższy rok, łatanie dziur na Piłsudskiego, wspomnienie o ulicy Dygasińskiego. Słucham i chłonę. Oczywiście rozumiem, że to istotne kwestie, by każdy z nas mógł w bezpieczny sposób dotrzeć do domu, do miejsca pracy, czy szkoły.

Na szczęście pojawia się punkt mi bliższy - Podjęcie uchwały w sprawie przyjęcia Miejskiej Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych dla miasta Zgierza na lata 2011-2015. Tutaj po rozeznaniu jakiego dokonałam na komisji Spraw Obywatelskich wiem, że przyjęcie uchwały jest słuszne i że pociąga za sobą kolejne działanie - podjęcie uchwały w sprawie przyjęcia Miejskiego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie oraz Ochrony Ofiar Przemocy w Rodzinie dla miasta Zgierza na lata 2011-2015. Wiem jakie ważne są to dokumenty. Wiem też ile kosztowało przygotowanie tych dokumentów przez osoby odpowiedzialne za ich kształt.

Jednym z ciekawszych z mojej perspektywy punktów było jeszcze wystąpienie Przewodniczącego Zarządu RO Stare Miasto pana Urbanowskiego. Poruszył on temat, który powinien przynieść jeszcze dyskusję, a co więcej powinien pomóc wyciągnąć wnioski... Padło pytanie: "w jakim celu pracownicy Kancelarii UMZ stoją w holu przy wejściu i pytają w czym pomóc wszystkich odwiedzających nasz ratusz?". I teraz ja też zadaję sobie to pytanie - po co? Przemierzając korytarz naszego Urzędu, na samym wejściu wita nas opatulona w poncho pani, która próbuje pomóc petentowi. A przecież punkt informacji znajduje się tuż obok. Pan ochroniarz po lewej również powinien odpowiedzieć na prostsze pytanie. A już nie wspominając o tablicach, dla tych, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem... Choć to po przeczytaniu raportu o czytelnictwie naszych rodaków faktycznie może lekko napawać przerażeniem. Ale żeby zaraz te panie na korytarzu...? Co więcej uwaga dziś została zwrócona także na przeciągi oraz panów - tzw. erotomanów gawędziarzy, którzy zasypują panie niewymownymi żartami.

I na co to wszystko? By Urząd Miasta wydał się bardziej przyjazny? Na ten stan rzeczy są z pewnością inne sposoby. Otwarci i życzliwi urzędnicy, którzy przyjmują nas w pokojach i pomagają w rozwiązywaniu naszych spraw czy też chętni do współpracy i dialogu Radni, którzy właśnie po to zostali wybrani, by walczyć o wspólny interes wszystkich zgierzan. Brzmi trochę górnolotnie? Może, ale właśnie takie refleksje wynoszę po tych 3 miesiącach, kiedy stoję w szeregu tych wybranych i namaszczonych.

Justyna Zielińska

 

 

.