WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


Luty uważany jest za miesiąc miłości. Zawdzięcza on to dacie 14 lutego, która znana jest jako walentynki. W to święto przypadają imieniny patrona - św. Walentego. Był on rzymskim męczennikiem głoszącym miłość. Jedne źródła podają, że „dzień zakochanych” pochodzi z Cesarstwa Rzymskiego, gdzie zwyczajem w tym okresie było poszukiwanie wybranki serca przez wylosowanie jej imienia z urny. Brytyjczycy natomiast uważają „miłosny dzień” za własne święto, które rozsławił na cały świat w XVIII w. niejaki Walter Scott. W dniach 14-15 lutego na Wyspach Brytyjskich ptaki zaczynają łączyć się w pary, co uważane jest za okazywanie sobie uczuć. W Polsce zaczęto świętować walentynki wraz z napływem kultury francuskiej, z modą zapożyczenia zwyczajów amerykańskich pojawiło się dopiero w latach 90. XX wieku.

Amerykanie według badań wysyłają „czerwone, miłosne kartki” z podobną intensywnością, co kartki z życzeniami Świąt Bożego Narodzenia. Pokazuje to wagę, jaką przywiązują do obchodów dnia zakochanych. Mieszkańcy tego kontynentu zaczęli wyznawać miłość na różne sposoby. Naprzeciw wyszli im producenci, oferując wszelakie serduszkowe gadżety w postaci maskotek, czy innych sposobów na powiedzenie „I love you”. Moda ta zawitała do Polski, zmieniając w lutym kolor wystaw sklepowych na czerwony. Skutkiem tego postępowania stało się skomercjalizowanie Walentynek. Zabawki i kwiaty kosztują coraz drożej, tak by skutecznie  wyciągnąć z naszego portfela więcej pieniędzy.

Czy walentynki są nam potrzebne? Tak… i nie. Jeśli opierać one mają się na nagłym przypomnieniu sobie „Rany ja mam dziewczynę! Muszę jej powiedzieć, że ją kocham!”, to gdzie tu sens? Jeśli kochamy, to powinniśmy mówić „Kocham Cię!” częściej niż tylko raz w roku. To samo tyczy się planowania romantycznych spotkań z kochaną osobą. Raz w roku? Bo walentynki? Nie. Kochać i spotykać należy się cały rok, a nie nagle z doskoku.

A co z osobami samotnymi? Czy nie zapominamy o ich istnieniu w dniu, kiedy tak dużo mówi się o miłości i bombarduje ze wszystkich stron lukrowanymi życzeniami, wyznaniami? Co z tymi, którzy straciły miłość lub z wyboru nie mają nikogo? Często (i jestem tego świadkiem) tacy ludzie popadają w stany depresyjnego przygnębienia w okresie walentynkowym. Wśród nich zaczęły się licytacje, kto zapełnił więcej wiader litrami łez. Mówią o tym głośno lub chowając się za maską szczęścia, płacząc cicho. Chcą nam pokazać, że jest dobrze, ale w środku ich serce jest rozdarte. Przykro jest patrzeć na smutek w oczach ludzi, którym nie dane jest cieszyć się szczęściem z drugim człowiekiem. Zdarza mi się popaść w lekki pesymizm po takich widokach. Winne są Walentynki? Nie. Za winnych uważać mogę handlowców głoszących na lewo i na prawo „Kup pan maskotkę swojej walentynce”. Na zachodzie zaczęły pojawiać się grupy „anty-walentyniarzy”, którzy postanowili spotykać się w dniach 13-14 lutego we wspólnym gronie, kiedy inni bawią się w parach. Oczekuję z niecierpliwością, kiedy takie kluby będą u nas tak popularne jak walentynki.

Kończąc swoje rozmyślania, chciałbym zapytać: „Czy walentynki, to jedyny dzień w roku, w którym możesz powiedzieć 'Kocham Cię' osobie Tobie najbliższej?” Jeśli odpowiesz sobie na to proste pytanie, zdasz sobie sprawę, iż nie potrzebujesz szumu walentynkowego święta. Ten dzień może Ci jedynie pomóc w okazaniu miłości, a nie robić tego za Ciebie.
 
Paweł Kacprzak 
.