WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Miłość. Temat bardzo aktualny w związku ze zbliżającym się świętem zakochanych. Ale nie tylko dlatego postanowiłam o tym dziś napisać… Będąc w dość refleksyjnym nastroju zaczęłam zastanawiać się nad tym zjawiskiem: jak je czujemy i co pamiętamy z naszych życiowych historii. I zaczynam zdawać sobie sprawę, że ja pamiętam najlepiej tę pierwszą i tę ostatnią, jakie mi się przydarzyły. I choć pierwsza miała miejsce, kiedy miałam 18 lat, a ta ostatnia dziesięć lat później, to wiele je łączy.

Stan pobudzenia umysłowego, stan pobudzenia ogólnego. Miłe poczucie, że świat jest piękny i wszystko możemy zrobić, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe. Wyczekiwanie na wiadomość, telefon, spotkanie. Te wszystkie miłe towarzyszące zakochaniu aspekty powodują, że inaczej patrzymy na ludzi dookoła. Człowiek chodzi po szarych i brudnych ulicach z piosenką na ustach.

Czy wierzymy w miłość, czy też nie, każdy w życiu choć raz miał okazję stanąć z nią oko w oko. Pamiętam ją z czasów liceum, kiedy jeszcze łatwo było nam uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia, w miłość idealną, czystą, wieczną. Marzenia o księciu z bajki, z którym będzie można spędzić resztę dni do końca życia. Czasem staje się to realne - niestety w moim przypadku przyszło tylko rozczarowanie i zwątpienie. Zwątpienie, które towarzyszyło przez wiele lat. Aż do pewnego dnia, kiedy okazało się, że jeszcze gdzieś noszę w sobie pokłady uczuć czystych i prawdziwych.

Dziwne uczucie, które nagle zawładnęło bardzo cynicznym już myśleniem, pełnym wątpliwości i niewiary w to, że jeszcze może być tak cudownie. I znów pojawiły się motyle w brzuchu, tak naturalne dla stanu zakochania, uderzenia trudnego do opanowania zadowolenia z każdej najmniejszej rzeczy. I nagle... koniec. Jakby w tym życiu nie miało być nigdy happy endu. Wszystkie wspaniałe słowa i gesty stały się mało istotnym elementem całej układanki. Znów okazało się, że to jeszcze nie ten właściwy człowiek, ewentualnie nie ten czas.

Nie jestem typem, który chce nieść złą nowinę i krzyczeć głośno, że nie ma miłości. Oczywiście, że jest i że jest dla każdego człowieka bardzo naturalna. Mamy ją wpisaną w naszą ludzką naturę od samego początku, gdy tylko się rodzimy. Przez całe życie tylko uczymy się ją okazywać i obdarzać innych ludzi, których spotykamy na swojej drodze.

Jako przedstawicielka gatunku, który na uczucia stawia zawsze i wszędzie, muszę tylko dodać, żebyśmy otwierali się na piękne chwile, na wyjątkowych ludzi, na niezwykłe wydarzenia, nawet jeśli mają trwać tylko krótką chwilę. Dla takich chwil też warto żyć. A jeśli towarzyszy im cierpienie? Zacytuję tutaj Claude Lelouch: „Umieć kochać - do tego trzeba ukończyć szkołę cierpienia”.

 

Justyna Zielińska 

.