WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

tecza plzbawiciela

Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze. Był marsz prezydencki, gdzie na swój infantylny sposób patriotyzm wyrażał Bronek, Donek i potomkowie sławionego marszałka. Nazbyt niedojrzałe śpiewy, uśmiechy na twarzach, jakby naprawdę było z czego się cieszyć. Był też najstarszy polski czołg na czele pochodu, ale taki mały kurdupel tym bardziej całej tej farsie nie dodawał powagi.

Dlatego ci, którzy patriotyzm traktują śmiertelnie poważnie, cześć ojczyźnie, to znaczy tej części, która nie maszerowała z Bronkiem, oddawali w Grodzie Kraka. Blisko umiłowanego Wawelu, niechcący też blisko niekochanego Miłosza. Dzięki temu liczącemu w linii prostej 252 km dystansowi, prawdziwi i trupio poważni patrioci, mogli w białych rękawiczkach powiedzieć później: to nie my biliśmy, nie my podpalaliśmy, nie my koktajlem Mołotowa częstowaliśmy jego rodaków w ambasadzie. Armia Czerwona kiedyś też przecież nie gwałciła, tylko oswobadzała. A Willi Sonnenbruch w sumie był uczciwym hitlerowcem. I jak Małgosia Rozenek lubił białe rękawiczki. Tak jak prawdziwi i absolutnie oddani ojczyźnie patrioci lubią biało-czerwoną tęczę. Każde dziecko wie przecież, że tęcza składa się z dwóch kolorów: białego symbolizującego zimę i czerwonego na cześć buraczków.

O tym co działo się w Warszawie 11 listopada po południu pisało tak wielu, że mnie już nie wypada. Ale nie mogę nie wziąć w obronę uczestników Marszu, który niepodległy był o tyle, o ile policja reagowała nie dość stanowczo lub wcale. Przyznaję się, jestem tchórzem. Gdybym był odważny, jak prawdziwy patriota, swoje poglądy manifestowałbym w kominiarce i najlepiej z jakimś fajnym gadżetem w ręku. Nóż, kastet, bejsbol, raca lub coś zdobycznego, na przykład kostka brukowa albo drzewko o żydowskich korzeniach. Gdybym się nie lękał, niósłbym sztandar biało-czerwony z hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna. Nie śpiewałbym swoim pedalskim cienkim głosikiem infantylnych pieśni z okresu Legionów, ale ryczałbym jak prawdziwy facet „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. Przepełniony prawdziwą miłością do ojczyzny i pragnąc jej dobra, jak szarańcza w Afryce zostawiałbym po sobie same zgliszcza. Bo tylko coś burząc do cna, da się zbudować coś naprawdę pięknego: nacjonalistyczny raj, w którym każdy jest idealny, biało-czerwony, z przyrodzeniem naturalnie układającym się w katolicki krzyż. A race, pochodnie i koktajle Mołotowa niech będą światłem, które otworzy oczy niedowiarkom. Taki bym był, gdybym nie był tchórzem.

W piątek w Zgierzu miał się odbyć happening w proteście przeciw szlachetnym postawom prawdziwych Polaków. Z kolorowo przebranych zgierzanek i zgierzan na placu przed magistratem miała powstać żywa tęcza. W ostatniej chwili organizator akcję odwołał. Może się przestraszył, może rozchorował, może miał zwyczajnie gorszy dzień. Na miejscu pojawili się jednak dziennikarze lokalnej telewizji i… szef Narodowego Zgierza. Czyli jednak było się czego bać. Wyobrażacie sobie te burdy, zamieszki, chaos w samym centrum naszego miasta? Po prostu Eden dla patriotów i śmierć lewakom. I to tu, u nas, w naszym małym grajdole. To by była prawdziwa praca u podstaw. A jakby tych tęczowych popaprańców podpalić, to byłoby jeszcze światełko do nieba. To nasze, prawdziwe, nie Owsiaka. Bo to przecież Żyd i mason.

Szkoda, że tak wielu jak ja boi się przyznać do miłości do Polski. Żałuję, że nie ma we mnie tej iskry, by podpalić chociaż komendę Straży Miejskiej albo przynajmniej radiowóz drogówki. Czuję się niedojrzały i taki aseksualny w stosunkach z ojczyzną. Rzygam tęczą i robię włosy na lakier. Juliusz Machulski w „Seksmisji” wymyślił na to sposób: zabieg naturalizacji. Tylko, że to była komedia. A Kopernik była kobietą.

Cezary Adamski 

 

.