WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Czyżby prawdą okazał się pogląd, że dla zgierskiej władzy nieważny jest zgłoszony pomysł, a jego autor? Wszystko na to wskazuje, gdy spojrzymy na najnowszą inicjatywę trzech przewodniczących Rady Miasta Zgierza: Jarosława Komorowskiego, Grzegorza Macińskiego i Stefana Pelikana w sprawie… inicjatywy uchwałodawczej.

Od pierwszego momentu, gdy pojawił się pomysł wprowadzenia w naszym mieście obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, szczególnie panowie Komorowski i Maciński ostro się mu sprzeciwiali. Wśród ich argumentów królowało zdanie, że mieszkańcy do zgłaszania uchwał wybierają miejskich radnych, a inicjatywa uchwałodawcza dla zgierzan nie będzie służyć miastu, lecz określonym siłom politycznym chcącym zdestabilizować prace Rady i Urzędu Miasta Zgierza.

W sierpniu zgłoszony został projekt uchwały Andrzeja Mięsoka i Justyny Zielińskiej w sprawie zmiany Statutu Miasta Zgierza dodający do podmiotów posiadających inicjatywę uchwałodawczą (Prezydent oraz radni) także grupę co najmniej 150 mieszkańców Zgierza, którzy podpisaliby się pod danym pomysłem. Nadszedł listopad, a uchwałę w podobnej sprawie zgłosił przewodniczący i dwóch wiceprzewodniczących Rady Miasta Zgierza (Jarosław Komorowski, Grzegorz Maciński i Stefan Pelikan). Jest tylko jedna zasadnicza różnica: dodatkowa inicjatywa uchwałodawcza w ich projekcie nie jest przyznana mieszkańcom, lecz wyłącznie… jednostkom pomocniczym!

Projekt przewodniczących RMZ można przejrzeć na stronie Urzędu. Warto zacytować w całości uzasadnienie tejże uchwały:

Mając na uwadze zwiększenie roli czynnika społecznego w procesie funkcjonowania miasta i wpływ na jego rozwój, płynący wprost od obywateli, przedkładany jest projekt zmian Statutu Miasta Zgierza. 

To jednostki pomocnicze miasta mają bezpośredni kontakt z mieszkańcami i jak mało kto posiadają wiedzę dotyczącą potrzeb i problemów społeczności lokalnej.

Dotychczasowa rola i zaangażowanie się w życie publiczne jednostek pomocniczych miasta daje gwarancję, że zgłaszane projekty i wynikająca z nich treść, będzie przejawem uczestnictwa w sprawowaniu władzy.

Tak! To są słowa radnych, którzy krytykowali przekazanie mieszkańcom uprawnienia zgłaszania projektów uchwał, którzy taki pomysł nazywali "populizmem" i chęcią wprowadzenia anarchii i którzy byli przeciwni inicjatywie uchwałodawczej „płynącej wprost od obywateli”!

Zgłoszenie takiego projektu uchwały w przypadku ww. trzech radnych nie można nazwać inaczej niż tylko hipokryzją. Bo oto okazuje się, że nie boją się oni już o zalewanie wadliwymi projektami uchwał Urzędu i Rady oraz destabilizowanie ich prac. Nie ma już dla panów radnych zagrożenia wykorzystania inicjatywy uchwałodawczej w „celach politycznych” bądź promocji określonych grup interesu. Nie jest już ważne dla nich to, że ustawodawca przewidział inicjatywę uchwałodawczą docelowo dla radnych całego miasta.

Najbardziej jednak zwraca uwagę przedmiotowe, nie zaś podmiotowe traktowanie mieszkańców Zgierza. Według trzech przewodniczących Rady Miasta (swoją drogą koalicjantów Prezydent Miasta Zgierza, Iwony Wieczorek), potrzeby i problemy społeczności lokalnej lepiej od samych mieszkańców znają ich przedstawiciele w radach osiedli (nawet jeśli zachodzi między nimi bezpośredni kontakt). Rola mieszkańców i ich wpływ na funkcjonowanie miasta ograniczyć się może - zdaniem radnych Komorowskiego, Macińskiego i Pelikana - do wybierania radnych miasta i osiedli oraz kontaktu z nimi. Zgierzanie mogą występować jako osoby zgłaszające problem, nie zaś prawni autorzy jego rozwiązania. To prawo powinni posiadać bowiem wyłącznie radni obu szczebli.

Żeby nie było wątpliwości - nie jestem przeciwny przekazaniu takiego prawa jednostkom pomocniczym. To także im miała przecież służyć obywatelska inicjatywa uchwałodawcza. Jednak radni Mięsok i Zielińska (oraz stowarzyszenia współpracujące pod szyldem "Inicjatywa 516") w swoim projekcie poszli jeszcze bardziej w stronę mieszkańców, którzy nie musieliby liczyć jedynie na aktywność radnych miejskich lub osiedlowych, ale przede wszystkim na własne umiejętności i wiedzę. Żaden z trzech autorów listopadowego projektu zmiany Statutu Miasta Zgierza nie chce dostrzec rzeczywistego potencjału społeczeństwa. Dla nich mieszkańcy mogą co najwyżej uczestniczyć w wyborach. Wszelka bezpośrednia aktywność nie jest mile widziana.

Zgłoszenie projektu w takiej formie przez Komorowskiego, Macińskiego i Pelikana jest z jednej strony zaskakujące, z drugiej oburzające. Pojawia się bowiem pytanie, jak zachować mają się radni, którzy popierają zmianę idącą jeszcze dalej, a więc wprowadzającą prawdziwą obywatelską inicjatywę uchwałodawczą? Projekt przewodniczących mogą poprzeć, lecz prawdopodobnie miesiąc później zagłosują za kolejną zmianą rozszerzającą identyczne artykuły statutu. Można również - co wydaje się najbardziej logiczne - przesunąć dyskusję i głosowanie obu projektów na jedną sesję, w końcu dotyczą tej samej kwestii. Wtedy też będzie się można przekonać, dla kogo naprawdę liczy się „zwiększenie roli czynnika społecznego w procesie funkcjonowania miasta”.

Na ten moment trzeba uznać działanie trzech przewodniczących Rady za co najmniej niepokojące. Niezależnie, czy powodem zgłoszenia ich projektu uchwały była chęć deprecjacji projektu radnych Mięsoka i Zielińskiej, czy też pokazanie, że to radni osiedlowi w przeciwieństwie do samych mieszkańców mogą być traktowani podmiotowo, cała sytuacja świadczy o tym, że trzej panowie kierujący pracami Rady nie rozumieją zasad demokracji. Ani przedstawicielskiej, ani bezpośredniej, ani jakiejkolwiek innej.

Adrian Skoczylas 

.