WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 


Maj jest miesiącem wzmożonej pracy umysłowej, miesiącem rozliczeń z pracą, jaka została wykonana przez ostatnie 4 czy 5 lat. Matury. Jednych przerażają, innych mobilizują. Jak wspominają maturę ci, którzy mają ją za sobą? Jak wyglądała dawniej? Czy stres był mniejszy? Redakcja EZG.INFO przeprowadziła krótką sondę.

 

EZG.INFO spytało zgierzan o wspomnienia z matur. Oto co usłyszało:

Agata Kowalska - redaktor programu lokalnego TV Centrum – Maturę zdawałam dokładnie 10 lat temu. Wspomnienie z matur raczej całkiem fajne. Pamiętam, że byłam trochę zestresowana. Robili nam zdjęcia przed wejściem na salę i jak patrzę na to zdjęcie, to widać stres. Pamiętam kanapki, które mamy nam donosiły. W wc można było spojrzeć na ściągę, jak ktoś miał. Ja chyba sprawdziłam jeden wzór na matmie. Polski natomiast wypracowanie, to nie było co ściągać. Czasem nauczyciela się można była spytać. Jak się przygotowywałam z koleżanką do matury z angielskiego to byłyśmy na działce. W czasie jednej przerwy napisałyśmy kartkę, którą mam nawet do dziś. Wypisywałyśmy tam różne skomplikowane zadania, które obiecywałyśmy zrobić za zdane egzaminy, np. "Boże jak zdamy maturę, to pójdziemy na kolanach do Częstochowy". Wiele innych tak abstrakcyjnych czynności, żeby tylko być po maturze. A na pielgrzymce byłyśmy, nie na kolanach, ale pojechałyśmy. Jak widać nie tak źle wspominam ten czas.


Elżbieta Świerkiel – urzędniczka samorządowa – Maturę zdawałam w roku 1993, to był bardzo gorący okres strajków. Co za tym szło, maturę zdawaliśmy w późniejszym niż zaplanowany terminie. Ale ogólnie matura kojarzy mi się z ogromnym stresem. Nie było to nic wyjątkowego. Niestety.


Witold Świątczak – dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Zgierzu – Z polskiego byłem chyba dość zdolny, ponieważ uczyłem się do matury z niedzieli na poniedziałek. Miałem do nocy, ale w sumie pouczyłem się do 23 i wystarczyło. I wystarczyło faktycznie, ponieważ ja zawsze interesowałem się sprawami związanymi z drugą wojną światową, z racji zainteresowań mojej rodziny także, a na maturze były wtedy "Medaliony" Nałkowskiej. Spokojnie napisałem i wyszedłem. Na matematyce było już trochę gorzej. To były czasy, kiedy matematyka była obowiązkowa, ale to się przydaje, bo ja np. bardzo szybko liczę w pamięci bez używania kalkulatora. Na ustnej geografii zaś wiedziałem, że jest gorzej, ale dostałem strefy geograficzne, a że na egzaminie były atlasy, to poszło gładko. Matura wtedy nie była prosta i banalna .Przydały się fakultety, ale i ściąga za muszlą klozetową dała radę. Zdałem maturę w 1974 roku.


Monika Gering – dziennikarka i studentka filologii polskiej – Maturę wspominam całkiem sympatycznie. To był rok 2004. Jestem osobą, która zdawała jeszcze starą maturę, to było przyjemne, łatwe, nauczyciele też byli super. Z polskiego miałam wypracowanie jak dobrze pamiętam coś o człowieku. Historia była o stosunkach polsko-litewskich, wszystko poszło bardzo dobrze. Dostałam dobre stopnie. Niestety jedynym problem później przy zdawaniu na studia okazał się brak egzaminu z języka obcego, ponieważ w liceum administracyjnym nie było przymusowego zdawania języka. Na szczęście udało mi się dostać na filologię polską. Ogólnie miło było.


Michał Lubecki – grafik - Minęło 16 lat, a jednak pewne chwile ma się wciąż w pamięci. Liceum St. Staszica w Zgierzu, rok 1994. Tematu z języka polskiego nie przypomnę sobie dokładnie, ale napisane na 4. Lepiej było z historią następnego dnia. Nie wiem, czego było to wynikiem: dobrze trafionego tematu "Miasto i mieszczaństwo od początków państwa polskiego do końca XVIII w.”, siedzenia w ostatniej ławce i to w dodatku za plecami kolegi - olimpijczyka w dziedzinie historii sztuki i późniejszego wykładowcy łódzkiej ASP, dziesiątek metrów ściąg, które wcześniej trzeba było samemu zredagować i napisać. Przypominam, że komputery PC raczkowały w ówczesnej rzeczywistości i dostęp do nich był bardzo ograniczony. Bądź najzwyczajniej w świecie stanu mojej wiedzy. Wypadkową tych wszystkich elementów była ocena bardzo dobra. Potem egzaminy ustne: polski na 4 i jedno z pytań, które towarzyszy mi przez całe moje życie "Czy Judymowie są wśród nas? - to była sobota. W niedzielę zrobiłem sobie przerwę na zostanie ojcem chrzestnym, żeby już w poniedziałek zdawać historię. Nie było tak kolorowo, jak na pisemnym, choć pytania były banalne. Trójkę, którą dostałem "zawdzięczam" mojej pani profesor. Gdyby komisja była o nią uboższa, moja ocena mogłaby być nieco wyższa. W końcu 26 maja i egzamin z języka rosyjskiego zdany na 5. Piękne podsumowanie 4 lat naprawdę wytężonej pracy z naszą wychowawczynią. Cała matura była przeżyciem jak najbardziej potrzebnym i ciekawym pod wieloma względami i na pewno nie traumatycznym. Szczególnie, gdy ocenia się ją jako egzamin dojrzałości, czyli próbkę tego, z jakimi postawami ludzkimi przyjdzie nam spotkać się w tym "dorosłym" życiu i jaka będzie nasza postawa w zderzeniu z nimi. I na pewno nie zgodzę się z tym, że matura to tylko wielkie słowo. Przynajmniej ta 16 lat temu.

 

Jak widać matury zawsze budziły wiele emocji, niezależnie od czasu, kiedy przychodzi się z nimi zmagać.

Redakcja wszystkim tegorocznym maturzystom życzy wiele poprawnych odpowiedzi i udanych prezentacji!

 

.