WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

Mateusz MirysW jaki sposób młodzi ludzie mogą oddziaływać na swoje otoczenie i decydentów? Mateusz Mirys, zgierzanin zaangażowany od kilku lat w działalność społeczną i redaktor naczelny gazety „Zgrzyt”, przy okazji obchodów Europejskiego Tygodnia Młodzieży opowiedział nam m.in. o wydawaniu lokalnego miesięcznika.

 

Adrian Skoczylas: W Zgierzu jesteś znany jako redaktor „Gazety Zgrzyt” wydawanej przez Stowarzyszenie Tkalnia, dawniej  "Wielokulturowy Zgierz". Opowiedz o Twojej działalności poza wydawaną gazetą.

Mateusz Mirys: W ciągu ostatniego roku stowarzyszenie mocno rozwinęło swoją działalność. Poza gazetą "gramy w miasto" - stworzyliśmy mocno oryginalną, edukacyjną planszówkę pt. "Zagraj w Miasto". Uczy ona młodzież, jak wygląda i funkcjonuje budżet miasta, a - konkretnie - Zgierza. Z dotychczasowych rozgrywek wiemy, że gra przyjmowana jest bardzo entuzjastycznie - uczniowie nie chcą nawet wychodzić na przerwę! Tym, co absorbuje mnie najbardziej poza stowarzyszeniem jest w tej chwili mój doktorat. Badam historię polskiej lewicy w XIX i początkach XX wieku, starając się zgłębić w jaki sposób formułowała ona swoje postulaty. Mam poczucie, że realizacja takiego tematu pomoże zrozumieć nie tylko przeszłą, ale także współczesną historię Polski.

A.S.: Kiedy rozpocząłeś swoją działalność społeczną? Czy towarzyszyły temu jakieś specjalne powody i cele?

M.M.: Moje pierwsze społeczne działania były związane z wolontariatem, chociażby na MDK-owskim "Zderzaku". Natomiast w 2006 roku zorganizowałem - razem z moją mamą, Stowarzyszeniem na Rzecz Rozwoju Zdolności Dzieci i Młodzieży im. A. Gołąba, Towarzystwem Ochrony Kultury Zgierza oraz moimi znajomymi - pierwszą edycję Festiwalu Wielokulturowy Zgierz. To był taki definitywny moment rozpoczęcia "na poważnie" działalności społecznej - trwa ona aż do dzisiaj, czyli już ponad 7 lat. Aktywistyczne ciągoty mam dzięki swoim rodzicom, zwłaszcza mamie, która sama intensywnie zajmowała i zajmuje się działalnością pozarządową. W zasadzie "od małego" rodzice uczyli mnie idei odpowiedzialności za dobro wspólne. Natomiast pomysł Festiwalu zrodził się dzięki mojemu nauczycielowi historii z liceum, Arkadiuszowi Walczakowi, który prowadził w szkole koło zainteresowań na temat historii i kultury żydowskiej oraz Holocaustu. Wtedy dowiedziałem się o wielokulturowej przeszłości Zgierza, chciałem więc zrobić u nas coś na wzór łódzkiego Festiwalu Dialogu Czterech Kultur.

A.S.: Które działanie stowarzyszenia najbardziej zapadło Ci w pamięć i jest dla Ciebie najistotniejsze?

M.M.: Nie wybiorę najistotniejszego, bo wszystkie są dla mnie ważne. To pytanie w stylu: "kochasz bardziej mamę czy tatę?". Podobnie co do tych, które zapadły w pamięć. Obecnie najwięcej czasu i uwagi pochłania "Zgrzyt" - prowadzenie tej gazety ma jak na razie największy wpływ na lokalną rzeczywistość. Pamiętna jest też bardzo pierwsza edycja Festiwalu Wielokulturowy Zgierz, ze względów sentymentalnych.

A.S.: Czy łatwo jest wydawać gazetę w Zgierzu? Co dla Ciebie oznacza, że jest ona „niezależna”?

M.M: Należało by sprecyzować, z czym w wydawaniu gazety jest "łatwo". Cały proces wydawniczy - choć bardzo satysfakcjonujący - potrafi stanowić wyzwanie, zwłaszcza dotrzymywanie terminów. To, z czym nie mamy problemów, to z odbiorem wśród zgierzan i zgierzanek - ciągle otrzymujemy sygnały, że nasza gazeta jest w mieście potrzebna. Między innymi właśnie ze względu na swoją niezależność - rozumianą przede wszystkim jako niezależność od władz miasta i środowisk politycznych Zgierza. Taka sytuacja pozwala nam na pisanie o sprawach miasta w sposób, który dostarcza czytelnikom i czytelniczkom rzetelnej wiedzy.

A.S.: Zmieniacie jako stowarzyszenie nazwę. Z czego ta zmiana wynika? Czym ma być „Tkalnia”?

M.M.: Stowarzyszenie - jego statut i nazwa - ma przede wszystkim odzwierciedlać zainteresowania jego członków i członkiń. A w tym względzie doszło do istotnych zmian, bo w "trzonie" organizacji pojawiły się dwie nowe osoby - Weronika i Ilona - które przyniosły ze sobą nową energię i pomysły. Chcemy więc rozszerzyć działalność stowarzyszenia o nowe działania, już nie tylko w Zgierzu, ale także m.in. w Łodzi. "Tkalnia" doskonale to wyraża, bo odwołuje się do włókiennictwa i tkactwa, czyli elementu wspólnej historii całego regionu.

Czytaj więcej o Europejskim Tygodniu Młodzieży w Łodzi i Zgierzu 

A.S.: Czy Zgierz i Łódź są porównywalne pod względem sytuacji społecznej, przestrzeni i ludzi do działania?

M.M.: W Łodzi ilość środowisk zajmujących się działalnością społeczną jest o wiele większa, i mimo częstej oporności władz, aktywiści i aktywistki mają - mam wrażenie - większy wpływ na to, co się dzieje w mieście. Mnogość środowisk pozwala na częste nawiązywanie sojuszy i wzajemne wspieranie się. W Zgierzu te sojusze także nawiązujemy, różnych grup aktywistycznych jest jednak mniej. Przekłada się to równocześnie na ich trwałość - w tej chwili już drugi rok intensywnie współpracujemy ze zgierskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku. Bardzo sobie tę współpracę cenimy.

A.S.: Czy czujesz się przywiązany do Zgierza? Czy to miejsce sprzyja aktywności? Jaki jest odbiór Waszych działań?

M.M.: Oczywiście, że czuję się związany ze Zgierzem - urodziłem się tu i mieszkałem prawie całe swoje dotychczasowe życie. To jest - i zawsze będzie - moje miasto. Dzięki temu znam jego problemy, wiem, czym powinniśmy jako stowarzyszenie się zajmować. A co do sprzyjania - bardzo pomagają znajomi, z przeróżnych środowisk - czy to w dystrybucji "Zgrzytu", czy chociażby jako wsparcie emocjonalne. Przychylność jest także ze strony innych organizacji pozarządowych.

A.S.: Jesteś usatysfakcjonowany efektami swoich działań? Czy jest coś, co byś chciał zmienić?

M.M.: Jestem dumny z tego co osiągnęliśmy w ramach stowarzyszenia, ale jest jeszcze wiele do zrobienia. Co do zmian - największe, jakie bym przeprowadził, dotyczą mnie samego. Mam wiele do zrobienia w ramach pracy nad sobą.

A.S.: Jakie sygnały dotyczące tego, co robisz do Ciebie docierają? Masz poczucie, że swoimi działaniami oddziałujesz na ludzi i w jakimś stopniu ich zmieniasz?

M.M.: Festiwal Wielokulturowy Zgierz, mimo dość - moim skromnym zdaniem - nowatorskiego i wartościowego charakteru jeśli chodzi o Zgierz, nie zdobył takiego zainteresowania, na jakie liczyliśmy. Gazeta „Zgrzyt" już zdecydowanie tak - bardzo często słyszymy, że robimy dobrą robotę i że jesteśmy potrzebni w Zgierzu. Widzę też, jak nasze opinie i oceny wpływają na radnych czy miejskich urzędników - pokazują im, że o niektórych sprawach można myśleć inaczej.

A.S.: Jak zaktywizować młodzież do działalności „pro publico bono”? Da się w ogóle to zrobić?

M.M.: Tak, na pewno się da, ale tylko kompleksowo. Jeśli takiej roli nie będzie spełniać rodzina, szkoła, najbliższe środowisko - to nie wykształci się wśród młodzieży zwyczaju publicznej aktywności. Organizacje pozarządowe same tego wszystkiego nie zrobią. Nasze działania mogą jednak stanowić inspirację dla młodzieży, formę bodźca, który popchnie ich do poszukiwania informacji i dalszej aktywności.

A.S.: Czy w swojej działalności obierasz jakiś kierunek na dłuższą perspektywę? Jakie masz marzenie, jeśli chodzi o przyszłość Twoją i Twojego otoczenia za 10-20 lat?

M.M.: W tej chwili najważniejsze jest dla mnie utrzymanie "Zgrzytu". Jeśli uda się to przez najbliższe kilka lat - to będzie to wielki sukces. Co do marzeń - chciałbym, by zarówno Zgierz, jak i Łódź były miastami przyjaznymi dla swoich mieszkańców, z rozbudowaną, egalitarną polityką mieszkaniową, socjalną, rozwiniętym transportem publicznym i rowerowym, a także licznymi mechanizmami współuczestniczenia mieszkańców we władzy.

A.S.: Dziękuję za rozmowę.

 

 

Czy mogę mieć wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość? To pytanie stawiają sobie młodzi mieszkańcy nie tylko naszego miasta, ale i całego świata... Bardzo często jednak odpowiedź wpisana w utarte schematy brzmi: „nie, i tak niczego nie mogę zmienić”. Okazuje się to jednak mylnym założeniem, które podtrzymywane w naszych głowach rośnie do takiego rozmiaru, iż wycofujemy się z życia publicznego, bądź reagujemy na nie ze zniechęceniem, czy złością. Popularne przekonanie o naszej nie mocy, powoduje, że świat przestaje nam się podobać. Pozostaje żal.

 

Na szczęście pojawiają się w każdym miejscu na świecie osoby aktywne, mające plany, chcące wcielać je w życie, co więcej potrafiące zarażać innych swoimi pasjami. Jednocześnie pokazują one, że można zmieniać, można uczestniczyć... trzeba tylko znaleźć w sobie odwagę, by powiedzieć pierwsze słowo – chcę działać.

 

Justyna Zielińska 

 

 

Projekt współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej w ramach projektu „Raz, dwa, trzy – działaj Ty!” oraz z programu Młodzież w działaniu w ramach Europejskiego Tygodnia Młodzieży.

 

.