WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

JulyaW ramach Europejskiego Tygodnia Młodzieży prezentujemy dziś kolejną utalentowaną osobę ze Zgierza. Julia Szwajcer, wokalistka Zespołu BOSO, opowiedziała nam o udziale w programie X-Factor oraz o tym, jak działa muzycznie w Zgierzu i poza nim.

 

Adrian Skoczylas: Julio, występujesz na koncertach, na które przychodzą setki osób, śpiewałaś także w programie X-Factor, w którym oglądało Cię kilka milionów widzów. Czy odczuwa się jakąś różnicę przy okazji występów dla mniejszej albo większej publiczności?

Julia Szwajcer: Różnica na pewno jest, ale zawsze towarzyszą temu mocne emocje i dużo nerwówki. Bez względu na to, czy jest to mały klub czy X-Factor, zawsze jest trema, a człowiek stara się dać 120 procent swojej energii.

A.S.: Jak to było z X-Factorem? Co Ci dał ten program, gdy patrzysz na to po pewnym czasie?

J.S.: Producenci zadzwonili do mnie i zaprosili do programu. Jednocześnie zgłosili się do mnie producenci „The Voice of Poland”. Stanęłam przed wyborem, do którego programu iść. Po małej naradzie z przyjaciółmi stwierdziłam, że będzie to X-Factor. Pojechałam na precasting, czyli etap, który nie jest pokazywany w telewizji. Okazało się, że przeszłam. Później, co wszyscy widzieli, udało się również na castingu. Na bootcampie w Warszawie się nie udało, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Myślę, że była to dobra decyzja, wiele osób mogło poznać mnie i moją twórczość. Program dał mi na pewno rozpoznawalność i propozycje współpracy z innymi artystami, powoli się to wszystko rozkręca.

A.S.: Jaka jest różnica między tym, co tam macie na żywo, a tym, co później jest pokazywane w telewizji?

J.S.: Telewizja kłamie (śmiech). Wszystko to, co widzimy w TV, nie do końca jest zgodne z tym, co się tam odbywało. Te obrazy są kreowane i trochę manipulowane przez producentów. Różnica jest ogromna. Nie pokazuje się tego stresu, który tam jest podczas wielu godzin oczekiwania na swoją kolej. Nawet samo wyjście z pociągu nie jest do końca prawdziwe.

A.S.: Jesteś wokalistką BOSO, czym zajmujesz się poza tym na co dzień?

J.S.: Muzyka pochłania 90 procent mojego czasu, pięć to szkoła i kolejne pięć - praca. Nie mam czasu dla siebie w ogóle. Daję BOSO naprawdę dużo energii, bo to jest sens mojego życia. Wiążę z tym swoją przyszłość, chciałabym się utrzymywać z muzyki, mam nadzieję, że mi się to uda. Jestem w Kolegium Nauczycielskim, studiuję pedagogikę wieku dziecięcego i muzykę. A prócz tego pracuję z dzieciakami jako instruktor w szkole tańca, gdzie uczę wokalu.

A.S.: Udało Ci się już wyłapać talenty?

J.S.: Tak, mam już dwie perełki, z którymi będę jeździć na konkursy.

A.S.: Czyli cały czas wszystko jest związane z muzyką.

J.S.: Tak. Uwielbiam pracę z dziećmi, ale oczywiście też muzykę. Takie studia to idealny kierunek dla mnie, łączy moje dwie pasje. Nie chcę jeszcze odchodzić z Kolegium, ale muszę, bo w tym roku piszę już pracę dyplomową.

A.S.: A co robiłaś zanim powstało BOSO?

J.S.: Był zespół Changes, w którym też byłam wokalistką. Był zespół wokalny A-Due przy Miejskim Ośrodku Kultury. Po drodze śpiewałam na imprezach okolicznościowych, teraz też mi się to niestety zdarza. Jest to niewdzięczna robota dla muzyka, ale jednak daje jakiś dochód. Poza tym chóry w szkole i na studiach. Cały czas od 12. roku życia prężnie działam w różnych zespołach. Teraz BOSO to moje główne dziecko.

A.S.: Łatwo jest założyć zespół i go rozwijać w Zgierzu?

J.S.: Ooo, łatwo jest założyć, ale żeby to utrzymać, żeby wszystko miało ręce i nogi i dalej poszło, to nie jest takie proste. BOSO założyłyśmy z Alicją Grzelak, która jest gitarzystką, włożyłyśmy w to bardzo dużo pracy i serca. Wszystkie teksty i całą muzykę na początku robiłyśmy same, później się to dopiero rozrastało. Przez dwa lata wszystko było w powijakach, graliśmy małe koncerty, ale ciągle chcieliśmy więcej. Dopiero niedawno ruszyliśmy z kopyta. Nie można się zniechęcać, bo teraz widzimy dowody tego, że warto się starać. Bardzo dużo pomógł mi Miejski Ośrodek Kultury, który jest moim drugim domem. Tutaj w studiu nagraniowym mogliśmy tworzyć naszą EP-kę „Zrób to sam”, którą wydaliśmy w zeszłym roku, a obecnie pracujemy nad nowym materiałem.

A.S.: Największe sukcesy Julyi i BOSO?

J.S.: Jest ich kilka. Na pewno X-Factor, który jest dużym przeżyciem i fajnym osiągnięciem. Rok temu jako BOSO wygraliśmy konkurs na małej scenie na Slot Art Festival w Lubiążu koło Wrocławia. Docenili nas ludzie, którzy nas wcześniej nie znali. Mogliśmy zagrać na tej samej scenie co „Me, Myself and I” czy „Luxtorpeda”. Naprawdę świetne przeżycie. Teraz ruszyliśmy z kolejnymi przeglądami i festiwalami. Na każdym dostajemy nagrody - pierwsze lub drugie miejsce, wyróżnienie. Ostatnio dostaliśmy rekomendację do udziału w Festiwalu Fama 2013 w Świnoujściu.

A.S.: Czujesz się spełniona na tym etapie kariery czy nadal masz jeszcze niedosyt?

J.S.: Zawsze jest niedosyt i zawsze będzie. Trzeba wierzyć, że możemy jeszcze więcej i dążyć do tego, żeby było jeszcze lepiej. Oczywiście ja czuję się spełniona, bo robię to co kocham, ale dążę dalej, na szczyt!

Czytaj więcej o Europejskim Tygodniu Młodzieży w Łodzi i Zgierzu 

A.S: Macie dużo fanów, którzy Was śledzą i dopingują. Czy czujesz, że jako zespół oddziałujecie swoją muzyką na zgierzan? Że jesteście dowodem na to, że w Zgierzu można stworzyć coś fajnego?

J.S.: To jest misja, którą staramy się spełniać. Wiele osób pisze do mnie na Facebooku albo zaczepia na ulicy, jakiś czas temu jedna dziewczyna podeszła do mnie po koncercie i powiedziała, że uratowałam jej życie swoimi piosenkami, bo miała straszny dół psychiczny, a „bosa” muzyka pomogła jej z tego wyjść. To są momenty, które dają jeszcze więcej siły, kiedy mówię sobie „kurcze, to co robię, pomaga ludziom”. To jest świetne i chcę to robić dalej. Myślę, że pomaga to ludziom, ale i nam. My im dajemy energię, oni oddają nam ze zdwojoną siłą, a wtedy my dajemy im jej jeszcze więcej.

A.S.: Co byś powiedziała młodym ludziom, którzy zastanawiają się nad wejściem na muzyczną ścieżkę?

J.S.: Przede wszystkim trzeba próbować i się starać. Ogromnym błędem nauczycieli muzyki lub wokalu jest skreślenie ucznia po paru dźwiękach i stwierdzenie, że ktoś się nie nadaje i nie powinien śpiewać. Wielu moich znajomych mówiło mi, że miało takie sytuacje i się zniechęciły, a mogłyby próbować. Ja uczę się śpiewać od dwunastego roku życia, a śpiewam od trzeciego i nie było nigdy kolorowo i idealnie. Do tej pory się uczę, bo człowiek uczy się cale życie. Trzeba próbować i dążyć do celu, nie wolno się załamywać. Jeśli kochamy śpiewać albo grać, mamy jakąś pasję, rozwijajmy to, na pewno wtedy coś z tego będzie. Nie wolno się poddawać!

A.S.: Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia muzyki i tekstów?

J.S.: Mnie inspiruje wszystko, cale życie, wszystko co mnie otacza. Potrafię włączyć sobie jakąś piosenkę, wyłapać jedno słowo i na tej podstawie piszę tekst. Z melodią jest tak samo. Zainspiruje mnie np. szum liści, wtedy to wykorzystuję, coś mi się z tym szumem kojarzy, to jest niesamowite. Jeśli ktoś zna naszą muzykę to wie, że jesteśmy bardzo różnorodni i że można tam znaleźć zróżnicowane dźwięki i teksty.

A.S.: Możesz powiedzieć, że Zgierz to Twoje miejsce na Ziemi czy szukasz gdzieś indziej?

J.S. Zdecydowanie to jest moje miejsce na ziemi. Kocham to miasto! Czasem bywa tak, że gdy jesteśmy w innych miejscach, które są bardzo fajne, to po całym dniu myślę sobie, że już chciałabym wrócić do mojej oazy w Zgierzu. Póki będę mogą tutaj mieszkać, to chcę tu być jak najdłużej.

A.S.: O czym marzy Julia Szwajcer?

J.S. O szczęściu. Chcę, żeby spełniły się wszystkie moje marzenia i będę do tego dążyć.

A.S.: Najbliższe to Przystanek Woodstock?

J.S.: No, powiem, że występ tam to jedno z moich marzeń. Jak nie uda się w tym roku, to w następnym, ale będzie. W dłuższej perspektywie chciałabym sięgnąć gwiazd, wszystkiego co najwyżej. Będę dążyć do tego, żeby być jeszcze dalej i jeszcze dalej.

A.S.: I tego pozostaje mi życzyć Tobie i całemu zespołowi. Dziękuję za rozmowę.

 

 

Działania artystyczne to jedna z tych dróg, które chętnie kroczą młodzi ludzie. Śpiew, teatr, plastyka - to tu można dać upust własnym marzeniom, radościom, ale także można się tu wykrzyczeć na całe zło tego świata. Sztuka to sposób na życie, gdzie wyrażamy siebie, jednocześnie dając pomyślenia odbiorcy. Sztuka także jest miejscem połączenia, zrozumienia na skalę europejska. Można nie znać wzajemnie własnego języka, ale śpiewem czy rytmem bębna można wyrazić więcej niż tysiącem słów. Dlatego też młodzi Europejczycy tak chętnie sięgają po graffiti, taniec, śpiew dla budowania jeszcze mocniejszych więzi i relacji opartych na tolerancji i zrozumieniu swoich odmienności kulturowych. Nie wolno bać się sięgania po gwiazdy.

 

Justyna Zielińska

 

 

 Projekt współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej w ramach projektu „Raz, dwa, trzy – działaj Ty!” oraz z programu Młodzież w działaniu w ramach Europejskiego Tygodnia Młodzieży.

.