WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

P.T.: Może porozmawiamy teraz o innej stronie, z której można księdza poznać. Czym dla księdza jest poezja?

T.I-Z.: Poezja jest dla mnie odskocznią od rzeczywistości, może brzmi to banalnie, ale ja zacząłem pisać poezje, kiedy byłem w wojsku jako kleryk w latach 70-tych. Bardzo źle znosiłem to wojsko, byłem przymusowo wcielony w formie represji. Po raz pierwszy zacząłem szukać takiej niszy dla siebie, która by pozwoliła mi swoje różne myśli, pragnienia. Bardzo dużo wierszy napisałem w stanie wojennym i chyba najlepsze moje wiersze powstały w latach 80-tych. Później też pisałem, w zasadzie teraz piszę do szuflady, chociaż wydałem pięć tomików wierszy. Są to rzeczy, do których bardzo chętnie wracam, dlatego że jako człowiek, który na co dzień włada słowem - głoszę kazania, prowadzę fundację, mam spotkania autorskie - zauważam, że nie wszystko da się wyrazić poprzez taką normalną prozę, czy słowa w formie wykładu, prelekcji, kazania. Często są takie sprawy, które można wyrazić tylko poprzez poezję.

P.T: Czy jest coś, co księdza inspiruje w literaturze albo poezji?

T.I-Z.: Jako młody człowiek byłem zafascynowany twórczością Ewy Lipskiej, krakowskiej poetki, miałem okazję ją poznać, bardzo mi się ta poezja podobała. Bardzo lubię też poezję śpiewaną. Byłem zawsze fanem Marka Grechuty i gdybym dzisiaj miał powiedzieć, kto był najwybitniejszym piosenkarzem i poetą zarazem to na pewno wskazałbym jego. Jego twórczość w dużym stopniu mnie ukształtowała. Spotkałem też taką mało znana poezję, XIX-wieczną. Ciągle mówimy że najważniejsi poeci to Mickiewicz, Słowacki, a w rzeczywistości było więcej poetów mniej znanych, zapomnianych, którzy nie zostali odkryci czy wylansowani. Ja piszę tzw. białe wiersze, czyli bez znaków interpunkcyjnych, staram się pisać systematycznie.

P.T.: A skoro mówiliśmy też o muzyce, zdarzyło się księdzu ostatnio zasłuchać w czymś?

T.I-Z.: Tak, ja w ogóle lubię muzykę, którą można by nazwać dzisiejszym językiem jako folk. Mam dużo płyt z mało znaną twórczością korsykańską. Dla mnie jest ona przepiękna, ponieważ jest to połączenie pieśni morskich z górskimi - Korsyka to takie góry zatopione w morzu. Szukam różnych mało znanych utworów regionalnych, myślę że wciąż jest duże bogactwo tej muzyki.

P.T.: Kolejna bardzo znana działalność księdza to fundacja brata Alberta, zajmująca się osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Czego możemy uczyć się od takich osób?

T.I-Z.: Uważam, że nie ma życia dla samego siebie, dla mnie wielkim przeżyciem był najpierw ruch oazowy księdza Franciszka Blachnickiego, to było coś co zmieniło moje życie i zadecydowało o wstąpieniu do seminarium duchownego. Później pod wpływem działań solidarnościowych zacząłem dostrzegać, że są w społeczeństwie ludzie zdrowi i dobrze się mający, ale są również osoby niepełnosprawne. Po raz pierwszy pojechałem jako kleryk na obóz dla dzieci niepełnosprawnych, później byłem katechetą i systematycznie wciągałem się w to. Później uderzył mnie ten problem, co stanie się z tymi ludźmi, kiedy odejdą ich rodzice i zostaną sierotami. Wtedy pojawił się taki mąż opatrznościowy, nieżyjący już Stanisław Pruszyński, który powiedział, że trzeba szukać takiego domu z ogrodem, żeby dla tych ludzi stworzyć taką przystań życiową. I od tego się zaczęło, od starego dworu w Radwanowicach pod Krakowem. Dzisiaj fundacja ma 30 domów na terenie Polski, także w Łodzi. Ważne jest, że te domy powstały dzięki inicjatywie ludzkiej, to mnie trzyma w tej fundacji. Ci niepełnosprawni, o których mówimy to osoby niepełnosprawne od strony intelektualnej, a więc często nie potrafią pisać bądź czytać, ale są szalenie wrażliwi, uczuciowi, bardzo mocno reagują na te podstawowe wartości, są też często obdarzeni talentem artystycznym. Słynny Nikifor to był przecież człowiek upośledzony umysłowo, a takich Nikiforów są setki. W Radwanowicach mieszkam już od 25 lat i uważam je za swoje miejsce. Jako ksiądz nie mieszkam na plebanii czy w klasztorze, ale wśród osób niepełnosprawnych.

P.T.: Chciałbym jeszcze porozmawiać na temat współczesnej sytuacji Kościoła, to zagadnienie trudne, o którym coraz częściej się rozmawia. Nie da się ukryć, że w Kościele od dłuższego czasu panuje kryzys. Wielu ludzi, szczególnie młodych, upatruje źródło tego kryzysu w braku dialogu w Kościele. Co ksiądz mógłby na ten temat powiedzieć?

T.I-Z.: Tak, zgadzam się z tym, chociaż nie użyłbym słowa kryzys - to świadczyłoby o tym, ze coś się sypie. Ja myślę, że Kościół jest na wirażu i świadomie używam takich słów, że po śmierci Jana Pawła II nie ma wyraźnego sternika w Kościele. Pisałem kiedyś, że w dawnych czasach kiedy trzeba było konfrontacji z komunizmem obok Karola Wojtyły był jeszcze kardynał Wyszyński i grupa wspierających go biskupów, którzy szanowali jego przywództwo. Później, gdy Karol Wojtyła został papieżem, to on stał się takim naturalnym liderem. Natomiast w tej chwili obecnej to jest bardzo rozmyte, mamy aż trzech prymasów: jednego, który jest praktycznie czysto honorowy i dwóch emerytowanych. Przewodniczący Episkopatu nie bierze udziału w różnych wydarzeniach polskich, jest to bardzo trudna sytuacja. Ludzie w Kościele wiedzą, że coś złego się dzieje, coś trzeba robić, a właśnie nie ma tego dialogu. Jest przepaść między księżmi biskupami a zwykłymi księżmi. Odbieram to jako wyraźne odejście od dialogu, który był zawsze cechą pontyfikatu Jana Pawła II. Takie metody wydawania zakazów, nakazów milczenia są niedzisiejsze. Ja miałem dwa razy nakaz milczenia, dwa razy go później wycofywano. W dobie Internetu i wolnych mediów, zakazy nic nie dają. Powinno się rozmawiać, do końca, do bólu. To nie znaczy, że wszyscy będą mówili potem jednym głosem, ale przynajmniej warto wysłuchać drugą stronę.

P.T.: Mam wrażenie że bardzo często te osoby w Kościele, które mają własne zdanie, które są postaciami wybitnymi, potrafią przełamywać schematy i wychodzić naprzeciw problemom są nieakceptowane, uciszane.

T.I-Z.: Tak, w Kościele tak jest, ale ja ciągle oczekuję, że powstanie jasna linia Episkopatu w niektórych sprawach, nie tak, że co chwila ktoś mówi inaczej. A po drugie, że także ci na dołach, nie chodzi tylko o księży, ale o ludzi świeckich, będą wysłuchani. I że ktoś w ogóle ich zapyta: jakie macie zdanie? W tej chwili jest wyraźne odejście od tego dialogu.

P.T.: Powoli kończymy naszą rozmowę, dziękuję i życzę udanych spotkań z czytelnikami.

T.I-Z.: Również dziękuję, muszę powiedzieć, że to ostatnie spotkanie było bardzo owocne, przyszło bardzo ludzi. To jest bardzo ważne, że przychodzą ludzie o różnych poglądach, różnych doświadczeniach, ale chcą rozmawiać. I same pytania były bardzo ciekawe, więc ewidentnie widać, że jeśli stwarza się takie warunki, np. w muzeum, bibliotece, czy poprzez różne stowarzyszenia to możliwość rozmowy daję więcej niż wyjście na ambonę i głoszenie kazania.

P.T: Dziękuję za rozmowę.

 

.