WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


(fot. Piotr Tołłoczko)

Wszyscy miłośnicy ciężkiego grania mieli w poniedziałek 11 kwietnia prawdziwe święto. Do Łodzi w ramach wspólnej trasy „European Carnage Tour 2011” zawitali prawdziwi giganci metalu: Slayer i Megadeth.

Fotorelacja z koncertu.

Mając w głowie jeszcze świeże wspomnienia z zeszłorocznego koncertu Wielkiej Czwórki Metalu na festiwalu Sonisphere w Warszawie, szykowała nam się kolejna uczta. Nasza doborowa ekipa nie mogła oczywiście odpuścić takiego wydarzenia. Tym bardziej że to koncert halowy i wrażenia inne od stadionowych.

Weszliśmy na halę akurat gdy zaczynało Megadeth. Szybkie przejście przez barierki, opaski na łapy i już jesteśmy blisko sceny. Dave Mustaine - charyzmatyczny lider zespołu od razu kupił publiczność.

Megadeth zaprezentował rasową dawkę thrashu, prezentując solidną setlistę wśród której mogliśmy usłyszeć takie klasyki jak „Holy Wars” Take no Prisoners” czy „Symphony of destruction”.

Nie będę ukrywał, że zespołem, na który najbardziej czekałem tego wieczoru i moim zdecydowanym faworytem był Slayer. Gdy Megadeth zeszli ze sceny przebiliśmy się bliżej barierek. Krótka przerwa techniczna i na scenie widać już było ustawioną poteżną ścianę MArshalli, oraz charakteryczne logo Slayera, zwiastujące zbliżający się występ. Publika coraz bardziej niecierpliwa i coraz bardziej dzika jak to zwykle przed Slayerem. Po chwili z głośników popłynęły złowrogie dźwięki intro znane dobrze z ostatniej płyty "World painted blood”. Gdy tylko dobiegło końca rozpoczęło się tornado...

Pierwszy tytułowy utwór z ostatniej płyty to była prawdziwa petarda. Utrzymanie się pod sceną było nie lada wyczynem, tym bardziej że następne poleciały równie agresywne Hate Worldwide i War Ensemble. Dave Lombardo- prawdziwy bóg perkusji rozsadzał wszystkim swoimi perfekcyjnymi uderzeniami. Mimo iż chłopaki grali w niepełnym składzie (poddanego operacji gitarzystę Jaffa Hannemana zastępował kolega po fachu z Cannibal Corpse - Pat O'Brian) dawali radę jak zawsze.

Rewelacyjna setlista w której pojawiły się takie utwory jak chociażby Seasons In the Abyss, Payback, Antichrist, Raining Blood zakończona jak zawsze klasykiem Angel of Death powaliła na kolana. Slayer mimo 30 lat działalności nadal udowadnia kto tak naprawdę rządzi w tym biznesie.

Rewelacyjny występ zespołu nie pozostawił nikogo niezadowolonym i pokazał że nawet młodsze kapele nie są w stanie z nimi konkurować.

Piotr Tołłoczko

.