WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


Sztuka ludowa – coś, co prawie zapomniane. Oni chcą ją zachować, ale nie jest łatwo. Jeszcze kilka lat temu wciąż byli nazywani „wieśniakami”. Dziś zaczynamy dostrzegać, że to, co robią jest nieocenione i oddajemy im za to należny szacunek. Istnieją już ponad 40 lat i miejmy nadzieję, że będą istnieć jeszcze co najmniej drugie tyle.
Zespół Pieśni i Tańca „Boruta”

 

 

Paula Baranowska: „Wykręć nogi, pupę schowaj, masz połamane palce, okrągłe ręce, wyprostuj plecy” – i tak przez całą próbę…

Jakub Zaręba: Dzisiaj i tak było lekko (śmiech). Zazwyczaj jest tak, że 3/4 próby to poprawianie wszystkiego: ułożenia i obciągnięcia palców, prostowania pleców, „głowa do góry, schowaj kciuki” – norma.

PB: Ćwiczenia jak w szkole baletowej. Tak wygląda każda próba?

Dominik Klatka: Tak. Taniec ludowy wbrew pozorom jest trudny. Przed ćwiczeniem elementów i figur tanecznych musimy się dobrze rozgrzać i rozciągnąć.

Wiktor Gapiński: Balet jest podstawą w każdym tańcu, dlatego my też z niego czerpiemy.

PB: Ile czasu potrzeba, żeby od momentu przyjścia do zespołu opanować wszystkie tańce?

Agnieszka Niedźwiedź: To bardzo indywidualna sprawa. Niektórzy uczą się szybciej, inni trochę wolniej. Poza tym każdy taniec ma inny stopień trudności. Zdarza się, że ktoś tańczy na występach już po czterech miesiącach, a czasem dopiero po roku. Najważniejsze, żeby chcieć – wtedy można wszystko.

PB: Czy istnieje coś, co jest niezbędne żeby tańczyć?

Ola Gawrysiak: Nie ma takiej sytuacji, że ktoś nie może z nami tańczyć w ogóle, ale zapewne niektóre „umiejętności” mogą pomóc. Na przykład słuch muzyczny – kiedy ktoś nie słyszy muzyki jest mu trudniej, bo często wypada z rytmu.

JZ: Trzeba jednak pamiętać, że to nikogo nie skreśla. Kiedy ja przyszedłem do zespołu inni dawali mi małe szanse właśnie dlatego, że nie słyszałem muzyki. Ale się nie poddałem i można powiedzieć, że się tego nauczyłem. Potrzeba tylko chęci i cierpliwości.

AN: Każdy ma słuch muzyczny, tylko nie każdy ma wykształcony. Myślę, że jedyne przeciwwskazania to jakieś poważne problemy zdrowotne.

PB: Zmieńmy temat. Słyszałam, że Wasze stroje są wyjątkowe.

AN: Można tak powiedzieć. Chodzi o to, że jako jeden z niewielu zespołów w całej Polsce mamy oryginalne stroje odkupione od wsi łowickiej.

PB: Ile takie stroje ważą, jak długo się w nie ubieracie?

AN: To zależy od stroju, niektóre ważą nawet 12 kg – a panowie muszą nas później w tych strojach dźwigać, czasem nawet przerzucać. Jeśli dziewczyna „się spręży”, to ubranie jej zajmuje trochę ponad 10 min. I trzeba od razu powiedzieć, że ktoś musi jej pomóc – nie da rady ubrać się sama.

PB: W takim razie czy w Waszym stroju codziennym można spotkać jakieś elementy folklorystyczne?

OG: W moim dosyć często – mam swoją ukochaną chustkę ludową, z którą nie mogę się rozstać. Nawet ostatnio daje się zauważyć modę na folklor.

PB: À propos, jak Wam się wydaje, czym ta moda jest spowodowana – chwilową fascynacją fajnymi wzorkami, czy chęcią powrotu do tradycji?

OG: Mam nadzieję, że będzie to powrót do tradycji, ale sami wiemy, jaka jest rzeczywistość – na czymś trzeba zbić kasę…

AN: My wyjeżdżając, mamy okazję obserwować jak sztuka ludowa traktowana jest za granicą. Folklor jest bardzo doceniany, szanowany i przede wszystkimnikt się tego nie wstydzi.

PB: Myślicie, że mamy szansę doczekać się jeszcze czasów, kiedy folklor znów będzie doceniany, nikt nie będzie z tego szydził?

JZ: Sytuacja się poprawia, nie słyszymy już docinków typu: „ale wiocha”, tak jak to było jeszcze kilka lat temu. Na pewno nie wrócimy w pełni do tradycji, które istniały, ale cieszmy się z tego, że jest sporo osób, które cenią zwyczaje i chcą to pokazywać.

AN: Teraz podejście ludzi się zmienia. Kiedy mówię, że tańczę w zespole, budzi to u innych swojego rodzaju zachwyt i podziw. Mimo że sami raczej nie dołączą do zespołu, to cenią nas za to, co robimy.

Patrycja Brzezińska: Wiadomo, że zawsze ktoś będzie się z nas śmiał, widzimy to nawet na naszych występach, ale ludzie robią to teraz raczej między sobą. My kochamy to, co robimy i będziemy się tym szczycić i to pokazywać.

PB: Czy ktoś z Was wiąże z tańcem swoją przyszłość zawodową?

WG: Ja startowałem do PZLPiT Mazowsze, ale niestety okazało się, że jestem za niski. Później pojechałem na przesłuchania do ZPiT Śląsk i tam usłyszałem, że jestem „za mało góralski”.

MS: Ja na pewno wiążę swoją przyszłość z muzyką, ale nie wykluczam połączenia tego z tańcem.

PB: A jak to wszystko, czego nauczyliście się na tych zajęciach, przekłada się na Wasze życie codzienne? Czy taniec ludowy może się przydać?

Ania Bednarz: Może to zadziwiające, ale tak. Szczególnie na weselach (śmiech). Może nie same figury taneczne, ale poczucie rytmu bardzo się przydaje. Taniec z partnerem przychodzi o wiele, wiele łatwiej.

WG: Ale nie tylko na weselach. Kiedy jest się na dyskotece od razu widać, że ktoś „miał do czynienia” z tańcem - ta osoba inaczej się rusza, „bardziej to czuje”.

na zdjęciu: kapela ZPiT BORUTA

 

na zdjęciu: (od lewej) Patrycja, Agnieszka, Paulina

PB: Czytając Wasz blog można znaleźć wiele relacji z występów. Zazwyczaj jednak są to występy na wydarzeniach typu Święto Chleba i Golonki, bądź na Targach Rolnych. Powiedzmy sobie szczerze: nie jest to wymarzony scenariusz. Macie tylko takie propozycje?

WG: Nie chodzi o to, że mamy tylko takie propozycje, ale też o to, jak zespół prezentuje się na scenie, tzn. choćby to ile mamy par tańczących. Na dzień dzisiejszy mamy 6 par, a żeby móc prezentować się na różnych festiwalach minimum to 8 par.

PB: Czy w takim razie macie jakiś pomysł na to, jakie działania pomogłyby Wam znaleźć nowych tancerzy?

Jakub Pyrzanowski: Dzisiejsza próba pokazała, że cały czas się o to staramy - przyszły nowe osoby i mamy nadzieję, że zostaną z nami w zespole. Poza tym występujemy na różnego rodzaju imprezach zgierskich i zaczęliśmy „kampanię promocyjną” zespołu – zamówiliśmy plakaty, które rozwiesimy w Zgierzu i miastach partnerskich.

Robert Milczarek: Myślę, że stosunkowo dużo osób przyszłoby po tzw. naborze publicznym, np. w szkołach. W końcu wielu z nas tak właśnie trafiło do zespołu.

PB: W takim razie pytanie do osób dziś przybyłych po raz pierwszy: zostajecie w zespole, czy taniec ludowy nie przypadł Wam do gustu i rezygnujecie?

Maciek Sadowski: Ja nie znam kultury ludowej, ale chciałbym ją poznać, dlatego zostanę w zespole.

Piotr Baszczyński: Mimo że pierwsza próba była dość ciężka, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają, myślę, że warto poznać tę kulturę – więc zostaję.

PB: Wiadomo, że na występach dzieją się różne rzeczy. Największa wpadka, jaka się Wam przydarzyła?

WG: Ja pamiętam pierwszy wyjazd z zespołem na Słowację. Jedna z dziewczyn miała źle zawiązaną halkę i zapaskę. Podczas obrotów najpierw spadła jej halka, a później zapaska poleciała w publiczność.

AN: Poza tym raczej drobne, np. którejś z dziewczyn odwiążą się korale, albo dopinane włosy.

PB: Gdybyście mogli zmienić coś, co wiąże się zespołem, próbami?

WG: Bardzo ucieszylibyśmy się z większej sali. Mimo że jest nas niewiele, czasem brakuje miejsca i wpadamy na ściany albo na siebie nawzajem.

AN: Najlepiej taka z lustrami i drążkiem, żeby łatwiej ćwiczyło się balet. Teraz robimy to przy krzesłach, które są ruchome, a to przeszkadza.

 

PB: Plany na najbliższy czas?

AN: Chcielibyśmy wyjechać gdzieś z zespołem tak, jak w poprzednich latach.

PB: Może jakieś dwa zdania dla naszych Czytelników?

JZ: Zapraszamy wszystkich do zespołu, próby mamy w środy i piątki. I pamiętajcie, że to nie tylko praca, ale przede wszystkim świetna zabawa.

AN: Trzeba jeszcze dodać, że zespół nie ogranicza się tylko do prób. Spotykamy się również prywatnie, organizujemy imprezy, ogniska, zdarza się nawet wspólny wyjazd na wakacje.

PB: Bardzo dziękuję za wywiad i życzę samych sukcesów.

 

 

.