WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


(na zdjęciu: Alicja Bodzioch)

Szkoła. Tak, to słowo dla wielu młodych ludzi brzmi przerażająco (dla mnie zresztą też). Ale spokojnie, nie będę pisała tu o ocenach, nauczycielach czy makabrycznych klasówkach. Wręcz przeciwnie. Chciałabym troszkę z innej strony spojrzeć na to „miejsce prześladowań” milionów nastolatków.

 

 

 

 

 

Aleksandra Grzelak                Barbara Olejniczak

 

Marta Antosik

 

Otóż przez ostatnie dwa lata nauki w liceum naprawdę straciłam resztki wiary w to, że ta szkoła może ukształtować moją osobowość i pomóc mi znaleźć cel w życiu poprzez zabawę i uśmiech. Ale jednak, życie potrafi być zaskakujące.

Mówi może wam coś WOK? Tak, to wiedza o kulturze. Przedmiot, przynajmniej w naszym liceum, ujmijmy to delikatnie, bardzo pobłażliwie traktowany przez uczniów. Zazwyczaj się na nim śpi, bądź przeprowadza ciekawe konwersacje z przyjaciółmi, ewentualnie gra się w gry na komórce. Jednak nadchodzi moment (bo przecież trzeba mieć jakieś oceny), że trzeba oddać prace semestralną.

Przez dwa lata raczej nikt specjalnie nad nią się nie wysilał. Oddawało się zawsze ściągane z neta referaty o Mozartach i innych lub rysowane na przerwie różnorakie, abstrakcyjne malowidła.

Jednak w tym roku zostało postawione przed nami nowe zadanie. Już nie było można oddawać tego, co popadnie. Mianowicie Pani Profesor nakazała nam przygotować projekt, który po ukończeniu będzie wystawiony na forum szkoły.

Nie ukrywam, że było to dla nas coś zupełnie nowego, gdyż do tej pory nikt nie miał wglądu do tych naszych „arcydziełek” semestralnych.

Na początku ów projekt nie zachwycił naszego szanownego grona wrodzonych leni. Po pierwsze (i najważniejsze) nie chciało się nam. Mieliśmy tyle klasówek, kartkówek i innych niecierpiących zwłoki rzeczy do zrobienia, że naprawdę nikt nie miał ochoty wziąć się do roboty.

Lecz niestety, jak mus to mus. „Pan karze, sługa musi”. Nie było innego wyjścia, jak zebrać grupę i przygotować coś.

I wiecie co jest najdziwniejsze? Jak ciężko jest zmobilizować osiem młodych i względnie wydajnych umysłowo osób do spotkania się i wymyślenia czegoś oryginalnego w jednym miejscu, czasie i przestrzeni!

Nie wiem ile czasu nam zajęło, żeby w ogóle zdecydować się, co my chcemy zrobić. Jeden miał taki pomysł, drugi inny, a trzeci siedział i wszystko krytykował.

Ale spokojnie, przecież co osiem głów to nie jedna! To, że dostaliśmy się do najlepszego liceum w Zgierzu musi o czymś świadczyć.

W końcu padło hasło: POKAZ MODY! Ale nie taki typowy, z chudymi jak patyczki modelkami i z ubraniami, co to później normalnych ludzi na nie nie stać.

 

Paulina Wasiak

 

Prada, Valentino, Armani - to nic w porównaniu z naszymi rzeczami!” - tak brzmiało motto napędzające nasze chore wyobraźnie do działania.

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak jeden pomysł może zawładnąć całym chwilowym życiem młodego człowieka. Od momentu, kiedy wpadliśmy na niego, nie było chwili bez obmyślania każdego kawałeczka naszych oryginalnych strojów.

Jedno było pewne: nic normalnego. Ubrania, które będziemy tworzyć i uwieczniać na zdjęciach, mają być z zupełnie niefunkcjonalnych materiałów.

Byliśmy naprawdę do tego zapaleni, ogarnięci szałem genialności naszej inwencji twórczej. Wszyscy rwali się do roboty… Do czasu, niestety.

Bo jak wiadomo, sam pomysł urojony w głowach jest zawsze genialny, idealny, niepowtarzalny i banalnie prosty do zrealizowania. No, ale jak przychodzi do tego „prostego zrealizowania” to zaczynają się schody.

Wiecie ile cierpliwości człowiekowi potrzebne jest, żeby zrobić taką np. sukieneczkę z folii aluminiowej albo z kawałków gazety lub mini z worka na śmieci?

Taka robota uczy pokory i szacunku do wytworzonych przez siebie i innych rzeczy. Ale przede wszystkim daje cholerną (przepraszam za wyrażenie) satysfakcję. A ta jest jeszcze większa, kiedy już ten upragniony, wymarzony efekt końcowy jest doceniony przez innych.

Tak, zostaliśmy docenieni. I wcale nie chodzi mi tu o szóstki z WOK-u, ale o to, że uczniowie z naszego liceum przystawali przy antyramach, gdzie widniały uwiecznione na zdjęciach nasze nietuzinkowe stroje i z uznaniem je podziwiali.

Strój z folii aluminiowej, worek na kartofle przerobiony na suknię, bąbelkowa folia zamiast bluzki, worek na śmieci jako mini, garnitur z kartek pocztowych, kostium z kart do gry, gazeciana tunika, spódniczka z płyt CD z gorsetem z kaset - tak, to godny uwagi widok.

Reasumując powyższe rozważania (jak to Pani od polskiego karze nam pisać w rozprawkach) chciałabym powiedzieć, że szkoła potrafi czasami pozytywnie zaskoczyć, w zabawny sposób nauczyć nas cierpliwości i szacunku do pracy. I to poprzez praktykę, a nie sucha teorię.

I jeszcze jedno: apeluję do wszystkich nauczycieli, aby więcej z was wpadało na tak oryginalne pomysły jak nasza Pani Profesor. Bo dzięki temu pomagacie kształtować się naszej wyobraźni, co jest bardzo ważne, w dzisiejszym zbyt realnym świecie.

A nade wszystko, dzięki takim pomysłom może nie będziemy aż tak stronić od szkoły ;)

 

Marta Kaczmarek                        Mateusz Pabich

Patrycja Jaworska

 

 

ALICJA BODZIOCH

 

.