WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A


Młodzi i ambitni, wiedzą, czego chcą. Teatr to ich pomysł na siebie, odskocznia, drugi dom. Przychodząc na próby, tworzą nie tylko spektakle, ale i siebie.

 

Paula Baranowska: Teatr towarzyszy wam prawie od zawsze. Pasja i uzależnienie czy tylko przyzwyczajenie?

Barbara Probek: Zdecydowanie pasja. Mamy teraz wiele innych zajęć i moglibyśmy zrezygnować z teatru, ale nie potrafimy. To jest jak narkotyk - nie potrafisz przestać.

PB: Spektakle tworzycie sami. Skąd czerpiecie pomysły?

Natalia Masica: Mówimy głównie o tym, co nas otacza, więc pomysły biorą się z życia, z naszego otoczenia. Często wymyślamy coś przypadkiem, podczas rozmowy, w trakcie jakiegoś ćwiczenia albo… udając naszych znajomych, przypadkowo spotkanych ludzi lub celebrytów.

PB: To, co robicie: parodia i ostra krytyka czy parafraza rzeczywistości?

NM: Parafraza rzeczywistości z domieszką parodii. Naszym głównym celem jest pokazać ludziom jak my odbieramy świat i przez to zachęcić ich do refleksji bądź dyskusji w tym temacie, ale w niektórych sytuacjach trudno unaocznić problem, chociaż delikatnie go nie parodiując.

PB: Znacie się od dawna i każdy z was jest inny. Często się kłócicie?

BP: To dość nietypowe, bo my w zasadzie w ogóle się nie kłócimy. Czasem zdarzają nam się sprzeczki, ale jeszcze nigdy nie byliśmy na siebie śmiertelnie obrażeni. Po prostu jesteśmy szczerzy i chcemy się porozumieć, a nie wywołać wojnę.

PB: Macie swój autorytet, osobę, która jest dla was wzorem?

Bartłomiej Olczak: Zdecydowanie jest to pani Agata, nasza instruktorka. Jest naszym mentorem i przewodnikiem po świecie teatru. Ma bardzo duże doświadczenie i pomaga nam oszlifować nasze pomysły i nas, jako aktorów, żeby wszystko dobrze wyglądało na scenie.

PB: Światło gaśnie, ktoś was zapowiada, za chwilę odsłonią kurtynę. Co się wtedy czuje?

Michał Bródka: To koszmarne uczucie. Najgorsze jest pierwsze 15 sekund – w głowie czarna dziura, działasz jak maszyna. Później na szczęście wszystko wraca do normy.

PB: Największa wpadka na scenie?

Magda Moszczyńska: Najbardziej popularna – zapominaliśmy tekstu.

PB: Jest coś, czego się nigdy nie podejmiecie?

NM: Raczej nie. Lubimy wyzwania i chętnie podejmujemy się nowych rzeczy. Ostatnio po raz pierwszy graliśmy w plenerze – przebiegliśmy przez cały Pl. Kilińskiego pokazując różne scenki, bo chcieliśmy, żeby to było coś innego niż dotychczas. Chyba się udało, sądząc po minach przechodniów (śmiech).

PB: Co lepsze: plener czy scena?

Marta Kociak: To dwie zupełnie inne rzeczy, dają inne możliwości. Na scenie jest o wiele łatwiej, bo mamy do pomocy światła, muzykę. W plenerze nie możemy tego użyć, jesteśmy zdani tylko na siebie i wszystko może się wydarzyć. To daje super energię, szczególnie jak się widzi, że tylko swoją postacią udało się kogoś zainteresować.

PB: Co dają wam te próby?

MM: Tego tak naprawdę nie da się opisać. Są niczym psychoterapia. Poznajemy siebie, rozmawiamy o tym, co nas boli, denerwuje, cieszy. Zawsze jak mamy zły humor, a w perspektywie jest próba, to od razu czujemy się lepiej.

PB: Co jest w tym wszystkim najlepsze?

MB: Najwspanialsze uczucie jest tuż po zejściu ze sceny. Stoisz za kulisami i nagle słyszysz brawa. Z jednej strony to peszy, a z drugiej czujesz, że ludziom naprawdę się podobało i doceniają twoją osobę. Bezcenne.

PB: Aktorstwo jako zawód?

MB: Nie. Mnie przeraża fakt, że aktor jest tylko narzędziem w rękach reżysera. U nas jest inaczej. Nikt niczego nam nie narzuca, w jakimś stopniu sami jesteśmy każdą z postaci.

PB: Jakie plany na najbliższy rok?

BO: Wreszcie zrobić nowy spektakl. Ten rok stał pod znakiem kryzysu twórczego. Oby to minęło.

PB: W takim razie trzymam za Was kciuki. Dzięki za wywiad.

.