WŁĄCZ RADIO EZG!

POSŁUCHAJ:

ezglogo2

 

Aktualnie nadajemy:

winamp mediap

real

A A A

 

- Czy w tych trudnych wojennych czasach bał się Pan?

 

- Major Sobański: Wtedy nie czułem strachu. To była chęć zrobienia czegoś, co pomogłoby odzyskać niepodległość, wrócić do normalnej szkoły, rzeczywistości. Były momenty strachu, gdy znajdowałem się w potrzasku, gdy zdarzyła się łapanka, ale opatrzność czuwała i udawało się wyjść cało z opresji.

 

 

- Czy pamięta Pan jakąś szczególną historię z tamtych czasów?

- Major Sobański: Tak, przypomina mi się jeden incydent. Dostałem zadanie przeprowadzenia z dzielnicy Zawodzie w Częstochowie na ulicę św. Barbary żołnierza AK o nazwisku Siwiec, który pochodził ze wsi Zawoja w Beskidach. Był ranny, musiałem zawieźć go do szpitala - przez całą Częstochowę. Musiałem przedrzeć się przez teren zamknięty dla Polaków.

Zostałem zatrzymany przez oddział Hitlerjugend - pomyślałem wtedy, że to już koniec. Jednak znów okazało się, że opatrzność nade mną czuwa. Jeden z nich - Volksdeutsch, który mnie znał - nakazał przepuścić mnie. To uratowało mi życie i pojechaliśmy szczęśliwie. Później ten człowiek, którego wiozłem, dużo pomógł mi w późniejszych tarapatach powojennych.

 

- Jak wspomina Pan czasy po wyzwoleniu?

- Major Sobański: Gdy Armia Czerwona wstępowała do Częstochowy, byłem na szkoleniu łączników. Przyszedł rozkaz gen. Okulickiego z dnia 19 I 1945 r., żeby się ujawnić - 20 III 1945 r. cały oddział ujawnił się.

 

Później podjąłem naukę w Liceum im. R. Traugutta w Częstochowie. Czuliśmy, że nadchodzą ciężkie czasy - Urząd Bezpieczeństwa zaczął się mną interesować. Byłem tylko z mamą w domu, ojciec był aresztowany. Mimo to postanowiłem iść do wojska, na ochotnika, co mimo młodego wieku udało mi się. Zostałem wcielony do Marynarki Wojennej w Darłowie. Skończyłem Szkołę Specjalistów Morskich w Ustce, a potem przeniesiono mnie do Świnoujścia - tam pełniłem służbę do maja 1949 r. Niespodziewanie pod koniec pełnienia tej służby zostałem aresztowany. Nie przedstawiono mi zarzutów, tylko pod bronią odstawiono mnie do aresztu Marynarki Wojennej w Świnoujściu. Tam przetrzymywano mnie przez całą noc, a następnie odstawiono do Sztabu Marynarki Wojennej w Gdyni. Przywitanie tam… to były kopniaki, bicie przez oficera marynarki, niejakiego Kulika. Występowałem później jako świadek na jego procesie, dziś już ten człowiek nie żyje.

 

 

.